Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem na... koniec pucharowej przygody.

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Chciałoby się powiedzieć po rewanżu z Utrechtem: siła złego na Lecha biednego, ale za tym powiedzonkiem jest drugie dno. Nie było tak, że wszystkie złe moce sprzysięgły się na Bogu ducha winnego Lecha. Nie. Lech też sobie zapracował na odpadnięcie z pucharów.

Ale po kolei. Uwzględniając kuriozalne sędziowanie meczu w Poznaniu nie można sędziego z Danii obarczać odpowiedzialnością za końcowy wynik meczu. Nie można całej winy zwalać na niesportowe zachowania piłkarzy z Utrechtu a zwłaszcza za ostentacyjną - tolerowaną przez sędziego - grę na czas. Nie można się tłumaczyć ambicją i wolą walki oraz przewagą na boisku jeśli nie strzela się bramek albo strzela się za późno. Nie można się podniecać kolejną piękną porażką, jeśli w pierwszych dniach sierpnia, kiedy Europa na dobre nie zaczęła grać, nas już w tej Europie nie ma.
Więc co? Ano to, że Lech jest zwyczajnie za słaby aby w tej Europie, mocno średniej Europie zaistnieć. Całe zło zaczęło się po przegranym Pucharze Polski, kiedy to okazało się, że sezon zaczniemy już w czerwcu. Wystarczyło wygrać z Arką i dopiero wchodzilibyśmy do rozgrywek mając za sobą dobrze przepracowany okres przygotowawczy. Wystarczyło wygrać mecz w Utrechcie, gdzie zwycięstwo było o wiele bliżej niż dzisiaj w Poznaniu. Ale jak wygrać mecz kiedy zawodnik określany mianem napastnika w ostatnim kwadransie koncertowo nieudolnie partoli doskonałe sytuacje strzeleckie? Jak wygrać rewanż, gdzie w pierwszych sekundach (!) meczu obrona zostaje ograna jak dzieci i zaczynamy gonić wynik. Obrona. która w myśl zasady rotowania składem nie stanowi żadnego monolitu.
Trener rotuje składem, żeby zawodnicy we wrześniu nie byli zmęczeni. Ale we wrześniu mamy już tylko ligę i być może Puchar Polski. Trudno o pewność gry jeżeli nie ma jasno określonej tzw. pierwszej jedenastki. Nikt grający dzisiaj nie jest pewny miejsca w składzie w następnym meczu, nawet jeśli rozegra dobre spotkanie. Jak można mówić o zgraniu bramkarza z obrońcami jeśli w każdym meczu jest inny bramkarz i inni obrońcy? Dzisiaj środkowi obrońcy zagrali słabiutko mając duży udział przy obu straconych golach. Brak Jevticia aż nadto obnaża braki w grze ofensywnej i kreowaniu akcji ofensywnych. W całym meczu zawodnicy Lecha dwa (!) razy wykonali prostopadłe podanie w pole karne przeciwnika. Przez większość meczu rozgrywali piłkę w poprzek boiska próbując wrzutek na pole karne.
Poza Gytkjaerem trudno znaleźć w dokonanych zakupach jakiegoś wzmocnienia zespołu. Szumnie komentowane i ogłaszane zakupy, jak na razie, nic ciekawego nie wnoszą do gry zespołu. Trener ma zawodników jakich chciał. Ale jak dotąd korzysta z nich w sposób dość ciekawy. I tu dochodzimy do polityki personalnej trenera. To temat bardzo dla trenera Bjelicy drażliwy. Ale nie sposób przejść obok sytuacji, gdy w meczu o wszystko, gdy gra nie układa się, pierwsza zmiana dokonywana jest w 71 minucie. Kolejne zmiany w ostatnich minutach meczu przypominały desperackie gesty topiącego się człowieka. Na konferencji trener Bjelica powiedział, ze jeszcze nigdy w życiu nie był tak dumny z piłkarzy jak po tym meczu. Owszem, może z nich być dumny za waleczność i serce pozostawione na boisku. To jednak za mało, żeby awansować. Na nic słowa o uznaniu kibiców. Na nic stwierdzenie, że byliśmy lepsi od rywala, ale to on awansował a nie my. Nie wygrywa się meczu ocenami kibiców, dziennikarzy czy szkoleniowców. Wygrywa się bramkami, a tych Lech nie potrafił strzelić wystarczająco dużo, do tego jeszcze tracąc gole na rzecz rywala. Przed nami spokojna jesień bez spiętrzenia terminów kolejnych meczów.