Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rozpaczliwie szukając formy

włącz .

Lech nie gra jeszcze dobrze. I całej drużynie, i poszczególnym piłkarzom daleko do pokazania wszystkiego, na co ich stać. Wszystko przez nienormalny, sprzeczny nie tylko z zasadami ludzkiej fizjologii, ale i zdrowym rozsądkiem sposób przygotowywania się do sezonu. Kalendarz rozgrywek działa na niekorzyść Lecha i innych polskich drużyn walczących w pucharach, a w najgorszej sytuacji są te z drugiego i trzeciego miejsca. Przy obecnym systemie mamy do czynienia z wynaturzeniem, a nie z prawidłowym budowaniem formy.

Między końcem ubiegłego sezonu a pierwszymi meczami w ramach eliminacji do europejskich pucharów czasu jest tyle, co nic. Piłkarzom ledwo udaje się złnaleźć chwilę niezbędnego do zregenerowania organizmów wypoczynku. Pobieżnie, w ekspresowym tempie próbują złapać formę przed pierwszym meczem o stawkę. Wszystko przez niski ranking UEFA zmuszający polskie zespoły do gry już na tym etapie. Jedyna szansa wyjścia z matni to poprawa tego rankingu. Panujący system utrudnia to jednak skutecznie, więc koło się zamyka.

W kilkanaście dni nie sposób doprowadzić piłkarzy do pełnej sprawności. Nie wypracują siły, szybkości. Nie ma mowy o wkomponowaniu do zespołu nowych zawodników, a jest ich w Lechu rekordowo wielu. Kalendarz ustalony przez UEFA jest nieubłagany. Kto nie złapie formy, odpada. Doświadczyło tego wiele znanych europejskich firm, z różnych powodów zmuszonych do gry w czasie, gdy zawodnicy innych drużyn z ich lig wygrzewają się jeszcze na plażach. Można szukać złotego środka, próbować się ratować budowaniem kilku szczytów formy, ale to działanie sztuczne, wręcz nieprawidłowe z fizjologicznego punktu widzenia.

Można powiedzieć – trzeba było zdobyć któreś z trofeów, wtedy sezon pucharowy zacząłby się pół miesiąca później. To prawda, ale skoro już powinęła się noga finale Pucharu Polski i zawodnicy nie podjęli próby zdobycia mistrzostwa, to trzeba robić wszystko, by ratować to, co jest do uratowania, czyli sezon pucharowy, a za rok zapewnić sobie łatwiejszy start w nowy sezon. Jest to niezwykle trudne. Zmusza piłkarzy do wysiłku w sytuacji, gdy nie są jeszcze do tego gotowi. Powoduje u nich frustrację, bo wiedzą, jak dużo zależy od ich postawy, a nie na wszystko ich teraz stać. Z zazdrością patrzą na klasowe drużyny hiszpańskie, niemieckie, włoskie, angielskie stopniowo budujące w tym czasie formę, uczestniczące w turniejach towarzyskich, rozgrywające ciekawe mecze na obcych kontynentach, wdrażające nowych graczy.

Różnicę w postawie drużyn będących w uderzeniu i dopiero szukających formy widać było w obu starciach Lecha z FK Haugesund. Gdyby nie wyższe umiejętności Lechitów, błysk klasy kilku z nich, trudno byłoby pokonać walecznych i wybieganych Norwegów. Natomiast w Utrechcie Lech mierzył się z zespołem jeszcze gorzej przygotowanym do rozgrywek. Nie do końca to wykorzystał, ale jest duża szansa na pokonanie wyżej notowanego, grającego w silniejszej lidze przeciwnika. Wszystko przez ten nieszczęsny kalendarz, jeszcze mniej sprzyjający Holendrom niż Polakom.

Niektórzy twierdzą, że skoro tak trudno załapać się do tej lepiej przez UEFA traktowanej części Europy, to trzeba zmienić system rozgrywek z jesienno-wiosennego na wiosenno-jesienny. Bój o europejskie puchary rozpoczynałby się w pełni sezonu, gdy drużyny są w formie. Miałyby dużo większe szanse przejść przez rundy eliminacyjne, awansować do fazy grupowej i punktować zwiększając krajowy współczynnik, dzięki czemu będzie można później rozpoczynać rywalizację. Nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło. Co prawda zimowa przerwa w rozgrywkach ligowych trwałaby dłużej, ale piłkarze nie mogliby wypoczywać, bo przecież w pucharach gra się w grudniu i w lutym.

Poza tym najlepsze polskie drużyny czekałyby pół roku na start w pucharach. Przez ten czas wiele się może zmienić, a większości polskim klubom daleko do stabilizacji sportowej i organizacyjnej. Raz po raz wpadają w tarapaty, wyraźnie dołują. Przykład – Lechia Gdańsk. Wydawała się być skazana na sukces, ale dziś znalazła się w kryzysie. Obecny system przetrwa. Czekają nas rozpaczliwe próby poprawy krajowego współczynnika. Od czas udo czasu którejś drużynie się uda, ale w tym czasie pozostałe natychmiast odpadają z rozgrywek. Nic nie wskazuje, by miało się to zmienić, więc naszym ekipom w Europie długo jeszcze będzie pod górkę.