Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Skąd ten minimalizm?! Grajmy o wszystko!

włącz .

Pozyskanie ośmiu (do tej pory) nowych piłkarzy sugeruje, że władze Lecha mają już dość półśrodków, ostrożności, gaszenia emocji, piłkarskiej bylejakości zaklętej w słówka o mocnych razem i nigdy się nie poddawaniu. Lech nie ma już walczyć o wszystko, czyli o nic. Stawia sobie konkretne cele, takie jak wygranie ligi, kwalifikacja do fazy grupowej Ligi Europy. Nikt sobie nie wyobraża, by miało być inaczej. Nie z takim składem. Ciekawe, czy piłkarze zostali wtajemniczeni w te plany.

Podczas piątkowej konferencji prasowej, poprzedzającej niedzielny mecz, Radosław Majewski zakomunikował, że celem na ten sezon jest zajęcie miejsca w pierwszej trójce. Chciałby więc powtórzenia wyniku z ostatniego sezonu. Nie wiemy, czy zawodnikowi Kolejorza tylko tak się powiedziało, czy też rzeczywiście przed drużyną postawiony został tak minimalistyczny cel. Gdyby tak miało być, nie trzeba by było sięgać po tak wielu piłkarzy. Wystarczyłoby zastąpić tych, co odeszli, ewentualnie pod koniec sierpnia rozejrzeć się za kimś, kto nie znalazł klubu i związać się z nim ostrożnie na pół roku.

Kto nie stawia sobie celów najwyższych, ten do niczego nie dochodzi. Kiedy nie tak dawno temu do Lecha przychodził Maciej Skorża, przejmując drużynę sponiewieraną klęskami, nikt nie liczył, że z marszu powalczy o tytuł. Zdobył go jakby mimochodem, wykorzystał sprzyjającą atmosferę i to, że liga w pewnym momencie zrobiła się ciekawa. Osiągniętym wynikiem zaskoczył wielu, prawdopodobnie także władze klubu. W takiej sytuacji trudno o powtarzalność, o świadomą obronę tego, co udało się osiągnąć. Nic dziwnego, że nastąpiło kolejne przesilenie, bo niektórzy zbyt szybko uwierzyli, że są wielcy. Niespodziewany sukces ich przerósł.

Nenad Bjelica nie sprawia wrażenia człowieka, którego może zadowolić byle co. Ma teraz lepszych ludzi niż w poprzednim sezonie. Nie powinni go zawieść, nieszczęsny finał Pucharu Polski już się raczej nie powtórzy. Niektórych z nowych graczy zna od dawna i wie, na co ich stać. Nie sądzę, by skromnie mierzył w miejsce na podium, czy liczył na „w miarę możliwości jak najlepszy wynik”. Musi zdawać sobie sprawę, że drużyna jest silna i jeżeli tylko będzie dobrze prowadzona, powinna wyprzedzić konkurencję. Na miejscu Radka Majewskiego nie zachowywałbym więc tak dużej ostrożności, nie zmuszał kibiców do zastanawiania się, co miał na myśli, czyje poglądy wyraził – własne, czy oficjalnie obowiązujące.

Kibice Lecha są dużo większymi optymistami. Twierdza, że jeżeli nie teraz, to chyba już nigdy. Wierzą w moc tej drużyny, w charakter sprowadzonych na Bułgarską piłkarzy. Tonowanie nastrojów, słuchanie o celach niższych niż sobie wyobrażają przyjmują z rozczarowaniem. Zaczynają podejrzewać, że fatalna gra w pierwszej połowie meczu w Haugesund nie wzięła się z niczego, że ta drużyna jest słabsza niż się wszystkim wydawało. Najlepiej by było wstrzymać się z ocenami do pierwszego meczu ligowego i do rewanżu przeciwko Norwegom. Dwa zwycięstwa uratują atmosferę, ułatwią piłkarzom pracę, a kibicom przywrócą wiarę.

Józef Djaczenko