Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Norweskie fiasko

włącz .

Całkowicie zgadzam się z opinią, że po ostatnim sezonie, gdy Lech zmarnował szanse na zdobycie przynajmniej jednego trofeum, trzeba było wymienić drużynę na taką, której zależy. Powiem więcej: taką decyzję trzeba było podjąć dużo wcześniej. Taka operacja nigdy nie jest łatwa. Czasu na zakontraktowanie dowolnie dużej liczby piłkarzy wystarczy, ale na stworzenie nowej drużyny zawsze go zabraknie, zawsze będzie ryzyko kompletnej kompromitacji takiej polityki.

Lech nie jest przygotowany do nowego sezonu. Kto oglądał mecz w Haugesund, ten nie ma złudzeń. Wystarczyło trafić na solidnego przeciwnika, by się obnażyć, uwidocznić słabości. Radykalnie wzmocniona drużyna przystąpiła do meczu osłabiona, wręcz rozbita. Tylko jeden nowy piłkarz wyszedł na boisko, w dodatku słabo zgrany z kolegami. Odeszło czterech zawodników podstawowych, w tym trzech obrońców stanowiących pierwszy wybór trenera. Nie zastąpił ich nikt, trzeba było stosować dziwne manewry, stawiać wysokie wymagania 19-letniemu Robertowi Gumnemu.

Hurtowo sprowadzeni piłkarze nie nadają się jeszcze do gry. Wdrażanie ich musi potrwać, a liga rusza za chwilę, wcześniej trzeba było rozegrać trzy ważne mecze pucharowe. Kiedyś ta drużyna odpali, ale na to sobie poczekamy. Nie udało się jej przygotować na „tu i teraz”. Nowi są słabi, schorowani, pozostali grają jeszcze gorzej niż przed letnią przerwą. W Haugesund najbardziej zawiedli rutyniarze: Trałka, do którego jednak nie można mieć pretensji, bo nie jest stoperem, a także Majewski, Jevtić, Gajos. Wynik byłby lepszy, gdyby nie żałosne kiksy Gajosa, pudła Majewskiego, egoizm tracącego piłkę Jevticia.

Ten mecz można było wygrać nawet bez obrony. Wystarczyło pokazać trochę jakości w ofensywie, wykorzystać okazje. W kluczowych momentach ofensywni gracze zawodzili, a sposób, w jaki Lech dał się zaskoczyć przy drugiej i trzeciej bramki powinien być pokazywany adeptom futbolu jako negatywny przykład. Każdy trener powtarza, że za grę w defensywie odpowiada cała drużyna. W tym przypadku zawiodła. Dała się wymanewrować w sposób wręcz dziecinny, i to nie wirtuozom futbolu, ale solidnym, dobrze wybieganym rzemieślnikom.

W niedzielę będzie można porównać grę solidnej norweskiej drużyny z beniaminkiem polskiej ekstraklasy, który miał tyle samo mniej więcej czasu na zbudowanie lepszej drużyny co Lech. Szczęście, że na początek los nam nie zesłał kogoś solidniejszego, bardziej klasowego, bo złe przygotowanie do sezonu przełożyłoby się z pewnością na wynik. Ta drużyna musi być w formie przez połowę lipca, sierpień, wrzesień, październik, listopad i połowę grudnia. To wymaga solidnych treningów. Dziś już wiemy, że nie udało się tego połączyć z dobrą dyspozycją na starcie rozgrywek. Nie wiemy natomiast, jakie przyniesie to straty.

Lech ma co najmniej dwóch solidnych piłkarzy na każdą pozycję. Przed każdą kolejką może wymieniać drużynę. W przypadku gry na kilku frontach jest to wartość nieoceniona. Gdyby pozostał tylko jeden front, trener miałby nie lada problem z wykorzystaniem wszystkich graczy. Kto wie, czy nie trzeba by było części się pozbyć, co ośmieszyłoby ideę budowy zespołu z licznym i wyrównanym składem. Tylko gra w pucharach może uratować drużynę. Szybkie z nich odpadnięcie przyniesie same kłopoty.

Józef Djaczenko