Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Idą dobre czasy. Lech silny jak nigdy

włącz .

Dobrze, że nowi piłkarze Lecha nie dołączyli do drużyny jednego dnia. Mielibyśmy problemy z nauczeniem się na pamięć ich nazwisk. Jest ich tylu, że niektórym długo będą się mylić, a jeszcze większy kłopot sprawi pisownia, wszak każdy pochodzi z innego kraju. To akurat nie jest optymalne rozwiązanie, trzeba jednak przyznać, że władze klubu spełniły obietnicę radykalnej wymiany kadr. Jest to działanie ryzykowne, ale we współczesnym futbolu bez ryzyka się nie obejdzie. Takie śmiałe posunięcia pozwalają wierzyć, że nie tylko kibicom zależy na zwycięstwach.

Wszyscy nowi zawodnicy sprawiają wrażenie klasowych, doświadczonych, zaprawionych w bojach o trofea. Właśnie tacy są tu potrzebni, bo ostatnio trudno było zmusić Lecha do walki. Gdy mu dobrze szło i strzelał gole słabeuszom, wszystko układało się dobrze. Kiedy trafił na mocnego rywala, a co gorsze szybko tracił bramkę, jak w niesławnym meczu w Warszawie, wszystko się sypało. Trzeba było z tym skończyć, a najlepsza metoda to wymiana kadr. Wiemy już, na co stać Dilavera, Situma. Barkrotha. To bez wątpienia wzmocnienia. Pozostali też sprawiają wrażenie solidnych. Najwięcej sobie obiecujemy po Gytkjaerze, który ma strzelać gole.

Kadra Lecha zrobiła się międzynarodowa. Nie sądzę, by taki był plan. Raczej trzeba to traktować jako wynik nienormalnej sytuacji na polskim rynku, a właściwie braku takowego. Trudno pozyskać zawodnika, bo właściciele klubów, widząc zainteresowanie Lecha, dyktują ceny z kosmosu. To nie służy polskiej piłce, wstrzymuje rozwój piłkarzy, dla których przejście do lepszego klubu byłoby życiową szansą. Zmusza do szukania zawodników zagranicznych, dostępnych za pieniądze odpowiadające ich wartości. Skutek jest taki, że w szatni łatwiej dogadać się po angielsku niż po polsku. Lech jest jeszcze w o tyle dobrej sytuacji, że promuje własnych wychowanków, a tych – sądząc po rozwoju akademii – nigdy mu nie zabraknie. Klasowi gracze z zagranicy i utalentowana własna młodzież to całkiem niezłe połączenie.

Klub piłkarski nie jest typowym przedsiębiorstwem. Tu nie wolno polegać na zawsze sprawdzających się, uniwersalnych prawidłowościach. Trzeba mieć wyczucie, znać się na ludziach, a i tak nigdy się nie przewidzi, czy konkretny zawodnik sprawdzi się w nowym środowisku. Trener Lecha dobrze zna kilku nowych graczy, a to minimalizuje ryzyko. Jego głowa, a do tego wiedza i wyczucie, by z tak wielu zawodników, którzy nigdy ze sobą nie grali, w krótkim czasie stworzyć dobrą drużynę. Nie może sobie pozwolić na eksperymenty. Nie zorganizuje sparingów pozwalających sprawdzić ustawienia. Za chwilę pierwszy mecz w ekstraklasie. Walka o Ligę Europy już trwa.

Władze Lecha przez kilka lat broniły się przed tym, co w futbolu zawsze jest ryzykowne, ale eskalując emocje ułatwia sukcesy. Mówiły o czymś, co u kibiców wywoływało mdłości – o spokojnym, długofalowym rozwoju, o sukcesach zaplanowanych na rok 2020 albo kiedyś tam. W tym czasie Legia szalała z zakupami, radykalnie wzmocniła drużynę, co pozwoliło awansować do Ligi Mistrzów. Teraz zachowuje się wstrzemięźliwie, za to Lech działa z niespotykanym u niego rozmachem. Po zakończonym niedosytem sezonie można się było spodziewać ruchów transferowych, ale zapowiedzi trenera o siedmiu nowych graczach traktowaliśmy z przymrużeniem oka. Teraz otrzymujemy nową właściwie drużynę. Jeżeli tylko w parze z piłkarską jakością pójdzie właściwa mentalność, w maju przyszłego roku możemy zatriumfować.

Nic nie przychodzi za darmo. Lech zarobi potężne pieniądze dzięki temu, że postawił na szkolenie młodzieży i że doczekał się takich wychowanków, jak Bednarek, Kownacki, Kędziora. Niebawem błysną następni, trzeba to traktować jako pewnik. Gdyby nie kilka błędów, można było też zarobić na Bieliku, Bereszyńskim. Źródłem przychodów zawsze jest gra w fazie grupowej pucharów, nie wolno więc sobie pozwolić na przerwy w pokazywaniu się w Europie, bo to redukuje współczynnik UEFA, zmniejsza szanse w kolejnych sezonach.

Walka o fazę grupową już się zaczęła, Lech bez większego wysiłku wziął pierwszą przeszkodę, teraz będzie coraz trudniej. Gdyby drużyna nie zmieniła się, można byłoby się martwić nie tylko o jej piłkarską formę, ale i o to, czy nie spali się ze strachu przed jeszcze jedną kompromitacją. Trener ma piłkarzy, na jakich mu zależało. Może stworzyć dwie silne jedenastki. Przed nami mnóstwo ważnych meczów. Cieszmy się na nie, bo od niepamiętnych czasów nie mieliśmy tak wielu powodów do optymizmu.

Józef Djaczenko