Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Świetlana przyszłość transferowego szaleństwa

włącz .

Transfer Jana Bednarka daje do myślenia. Znów się przekonujemy, że we współczesnym futbolu nic nie jest niemożliwe, a piłkarz nie jest wart tyle, na ile wycenia go jeden lub drugi ekspert, ale tyle, ile ktoś chce za niego dać. W Anglii i kilku innych miejscach po prostu nie wypada posługiwać się małymi pieniędzmi. Do zrobienia kariery nie wystarcza talent, pracowitość, warunki fizyczne i mentalne. Trzeba jeszcze wstrzelić się w sprzyjający układ, zostać dostrzeżonym przez kogoś, kto w młodym graczu dostrzeże potencjał. Zapowiada się, że Janek wykorzysta szansę, a 6 milionów euro, za które został kupiony, będzie niczym wobec sumy, którą ktoś inny kiedyś za niego zapłaci.

Coś takiego nie byłoby możliwe w niezbyt odległych czasach, gdy Polskę, całkiem słusznie, traktowało się jako piłkarski zaścianek. Wszystko tu albo stało na głowie, albo leżało na łopatkach. Kluby, pozbawione źródeł finansowania po przemianach ustrojowych, ledwo zipały, czasami na krótko znajdowały bardziej lub mniej szemranego sponsora. Stadionami zarządzali kustosze, a nie prezesi. O zwycięstwach w lidze często nie decydowały walory sportowe, ale rozmaite układy. Polscy piłkarze nie byli w cenie, bo nasza liga nie była tworem normalnym. A dziś? Inny świat.

Całkiem niepostrzeżenie, w kilka lat, reprezentacja Polski awansowała w rankingu FIFA o jakieś 60 pozycji, do pierwszej dziesiątki, ma szansę na losowanie przed Mistrzostwami Świata z pierwszego koszyka, jako czołowa światowa potęga. Ma w składzie zawodników, za których płaci się dziesiątki milionów euro, a wszyscy oni piłkarskie szlify zdobywali w polskiej lidze. Kto jej nie znał, a teraz zobaczy, jak opakowane są mecze, w jakich warunkach i na jakich stadionach się tu gra, przeciera oczy ze zdumienia. Aż nie chce się wierzyć, że tzw. czwarta trybuna na Bułgarskiej była kiedyś obiektem podziwu i zazdrości całej piłkarskiej Polski. Nie zawsze sobie uświadamiamy, jak wielkie przemiany tu nastąpiły

Nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy jeszcze piłkarską potęgą. To nie norma, ale ewenement, że udaje się nam wypuścić w świat gwiazdę formatu Lewandowskiego. Coraz częściej jednak w mocnych klubach będą grać tacy zawodnicy, jak Linetty, Teodorczyk, Bednarek, wkrótce Kownacki, Kędziora. Nie przez przypadek wymieniam piłkarzy wyjeżdżających w świat z Poznania. Gdyby dodać kilka nazwisk zagranicznych i zsumować kwoty, jakie Lech na tych zawodnikach od 2010 roku zarobił (i zarobi), to zobaczymy, jak wiele się tu zmieniło, jakie są perspektywy, na co stać klubową akademię.

Kibice obśmiewają często powtarzane zaklęcia, że Lech nigdy sobie nie pozwoli na transferowe szaleństwa. Gdyby tak rzeczywiście miało być, to znajdziemy się poza marginesem światowego futbolu. Gdyby nie to zjawisko, nikt nie dałby tak ogromnych pieniędzy za Badnarka, a największe gwiazdy nie byłyby wyceniane na kwoty wyższe niż sto milionów. Angielska liga jest tak chętnie oglądana na całym świecie, cieszy się taką renomą, przyciąga takie gwiazdy, że do tamtejszych klubów, nawet tych słabszych, trafiają pieniądze dla nas niewyobrażalne. Porównanie będzie niestosowne, ale nasza liga też się zmienia, też rośnie w zamożność i… szaleństwo. Też obraca milionami, choć wielka kasa na razie wędruje tylko w jednym kierunku. Ani się spostrzeżemy, a Lech też kupi pierwszego piłkarza za milion. Zostanie on gwiazdą drużyny, w której jednak młodsi piłkarze będą warci dużo więcej, a w przyszłości trafią do klubów dużo lepszych.

W tym właśnie kierunku to idzie, w taki sposób transferowe szaleństwo rodzi koniunkturę i jeżeli nawet operuje się kwotami wirtualnymi, to i tak następuje prawdziwy finansowy rozwój. Tego lata Lech zadziwił transferami. Przy umiejętnym zarządzaniu drużyną powinno się to przełożyć na sukcesy. Różne sukcesy. Nie tylko na ligowe zwycięstwa, na trofea, bo zdążyliśmy się do nich stęsknić, ale i na piłkarski rozwój graczy, którym pisana jest droga Jana Bednarka.

Józef Djaczenko