Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Mocny Kolejorz rodzi się na naszych oczach

włącz .

Od dawna wśród wszystkich, którzy wiążą nadzieje z Lechem, nie panował tak duży optymizm. Sezon zapowiada się frapująco. Będzie też niezwykle długi, bo zaczął się jeszcze w czerwcu. Piłkarze muszą rozegrać mnóstwo meczów, i oby było ich jak najwięcej. Nie ma obawy, że zostaną wyeksploatowani. Ekipa jest tak liczna – a będzie jeszcze liczniejsza – że trener może właściwie po każdym meczu wymieniać całą jedenastkę. Co ważne, ilość wydaje się iść w parze z jakością.

W poprzednich sezonach pierwsze mecze w europejskich pucharach zawsze były w wykonaniu Lecha słabe, czasami nawet wręcz fatalne. Właśnie wtedy piłkarze i trener wpisywali się do klubowych kronik jako twórcy największych blamaży w dziejach. Cokolwiek by się w przyszłości nie działo, jak wielkie triumfy są nam pisanie, tamtych klęsk nigdy nie zapomnimy. Zostały z nami na zawsze. Przed każdym meczem z mało znanym klubem będzie nam towarzyszyć obawa, że historia się powtórzy.

Tym razem tak nie było. Lech w dosłownie kilka minut zagwarantował sobie awans do następnej rundy eliminacji Ligi Europy. Co prawda poza klubem (prawdopodobnie na zawsze) znalazło się czterech podstawowych zawodników z poprzedniego sezonu, ale w pierwszym spotkaniu pucharowym nie było tego widać. Błyskawicznie znaleźli się następcy, piłkarze wcale nie gorsi od tych, na sprzedaży których klub zarobi dużą kasę. Siła drużyny nie zmniejszy się proporcjonalnie do milionów, za które klub sprzeda wychowanków. Powiedziałbym, że wprost przeciwnie. Odchodzą gracze młodzi, z perspektywami i wielkim potencjałem. Z nawiązką zastępują ich doświadczeni, w optymalnym dla rozwoju piłkarza wieku: 26-27 lat, a przy tym klasowi, gwarantujących dużą jakość.

Właśnie dzięki niej Lech łatwo ograł Macedończyków. Wystarczyły mu cztery dobrze wykonane stałe fragmenty gry: rzut karny, dośrodkowanie z rzutu wolnego, bezpośredni rzut wolny, rzut rożny. Nowi zawodnicy, a na boisku pojawiło się trzech, nie zawiedli. Zapowiada się, że wysoko wyrosną ponad ligowy poziom. Oby tylko dali też drużynie coś, w czym deficyt był największy: wolę walki, nieustępliwość. Wiele meczów, w tym te najważniejsze, Lech przegrywał przed pierwszym gwizdkiem, albo w momencie straty bramki. To się musi zmienić. Tak „waleczna” drużyna może wygrać kilka spotkań, gdy wszystko się dobrze układa, ale o trofeach nie ma mowy.

Kto nie wierzył w wiarę kibiców w trenera Nenada Bjelicę, po czwartkowym meczu nie ma już wątpliwości. Gwizdy, jakimi przywitali wchodzącego na boisko Marcina Robaka, są wymowne. To był wyraz dezaprobaty nie tylko dla napastnika, ale i tych wszystkich piłkarzy, którzy mieli ostatnio przemożny wpływ na szatnię, próbowali zastępować władze klubu w dokonywaniu zmian na stanowisku trenera. Bjelica cieszy się dużym zaufaniem fanów Kolejorza i zarządu klubu. Otrzymał grupę dobrych piłkarzy, a na ich wybór miał duży wpływ. Nie pozostaje mu nic innego, jak spełnić oczekiwania.

Józef Djaczenko