Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut okiem... czyli „robimy swoje i jedziemy naprzód”

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Do tytułu użyłem powiedzonka trenera Bjelicy z konferencji prasowej, które to powiedzonko od pewnego czasu trener powtarza jak mantrę. Ma ono pokazać, że wszystko, co się dzieje to nic nadzwyczajnego, piłkarze trenują, grają i spokojnie zmierzają do upragnionego celu, jakim jest wygranie ligi. Rzeczywistość jednak zadaje kłam temu pozornemu spokojowi. Zespół od przegranego finału PP w Warszawie gra nadal słabo, bezbarwnie, bez pomysłu i woli walki.

Mecz z Lechią pokazał słabość Lecha. Zawodnicy wychodząc na boisko z tunelu już mecz przegrywają poprzez nieumiejętność poradzenia sobie z presją gry o wysoką stawkę. Na boisku są zalęknieni, niepewni swoich umiejętności, pozbawieni wiary w możliwość wygrania meczu. Taki zespół nie ma szans na sukces w grze o wysoką stawkę. Taki zespół może „stemplować 3:0” ligowych słabeuszy, ale w meczach z ligowymi tuzami staje na pozycji przegranej.
Trener podkreślał, że nie potrzebuje psychologa, bo to on najlepiej zna piłkarzy i wie jak ich motywować. No i nadeszła chwila, kiedy trzeba zweryfikować rolę trenera od strony głównego motywatora zespołu. Ocena nie wypada najlepiej w kontekście tego, jak prezentuje się zespół na boisku. Widok spokojnie stojącego trenera w czasie meczu, który idzie jak po grudzie każe się zastanowić nad tym spokojem i brakiem wyraźnej reakcji na boiskowe wydarzenia. Trzeba mieć nadzieję, że nie jest to objaw rezygnacji, czy bezradności wobec postawy zespołu.
Trener Bjelica zasłużył sobie na szacunek za szybkie zawrócenie Kolejorza na właściwy tor, za błyskawiczne przyswojenie sobie języka polskiego, za – wydawałoby się – opanowanie szatni. Teraz zaczyna trwonić swój dorobek poprzez wchodzenie w utarczki z dziennikarzami, podważanie składanych wcześniej deklaracji, że zespół nie potrzebuje wzmocnień, czy wdawanie się w pyskówki z prowokującym go Peszką. Do zastanowienia zmusza też przypadek Szymona Pawłowskiego. Jeden z lepszych skrzydłowych w naszej lidze, podpora ofensywy Lecha dzisiaj nie mieści się nawet w meczowej „osiemnastce”. Słaba forma takiego piłkarza to nie tylko wina zawodnika, ale również porażka szkoleniowca, który nie potrafił znaleźć dojścia do jego głowy i zwyczajnie go skreślił. Jeśli potrafił odbudować Wilusza, który pozbył się łatki totalnego pechowca i nieudacznika zostając dzisiaj filarem poznańskiej defensywy, to jednocześnie spisał na straty Szymka, który był motorem kolejarskiej ofensywy.
Trener z człowieka błyskotliwego, pełnego humoru dzisiaj stał się znerwicowanym frustratem niedopuszczającym jakiejkolwiek krytyki. To świadczy też o tym, że doskonale zdaje sobie sprawę, o co gra, kim gra i dla kogo gra. Nigdy nie dowiemy się, jakie sygnały płyną do trenera od władz klubu odnośnie spraw personalnych w zespole. Możemy fantazjować, że wystawienie Kownackiego w Warszawie było efektem nacisku, aby go pokazać w kontekście poszukiwań dobrego kupca. Możemy się domyślać, że trener zna warunki przyszłych zakupów (o ile będą) i to też go frustruje. Możemy gdybać, że patrząc na dyspozycję zespołu w kontekście ewentualnego startu w kwalifikacjach LE już w końcu czerwca trener nie może spać bojąc się myśleć o porażce z drużyną z Wysp Owczych czy innej Islandii.
On ma świadomość, że po Euro U-21 Kownacki, Bednarek, Kędziora wrócą do zespołu najwcześniej w połowie lipca, kiedy zacznie grać liga. Więc może lepiej odpuścić sobie puchary, gdzie ryzyko wpadki jest dość znaczne, a skupić się na dobrym przygotowaniu do sezonu? Wielu odczyta to jako bluźnierstwo, ale czy lepsza będzie pucharowa „napinka” kosztem okresu przygotowawczego z prawdopodobieństwem traumatycznej porażki z jakimiś „ogórkami”, czy spokojne przygotowanie się do sezonu, wprowadzenie do składu nowych piłkarzy i walka o „majstra”? Może się okazać, że to może być droga do sukcesu, zwłaszcza, że dla pozostałych drużyn z czuba tabeli puchary mogą być „pocałunkiem śmierci”. Czasem – mówiąc językiem kolarzy – lepiej odpuścić na kresce oddając etap, żeby później spokojnie kontrolować i wygrać cały wyścig.