Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W zasięgu było wszystko. Możemy zostać z niczym

włącz .

Jesteśmy naiwni. Wierzyliśmy – choć nic na to nie wskazywało – że wreszcie przełamiemy się w rywalizacji z klasowymi drużynami, że nauczymy się wygrywać najtrudniejsze spotkania. Im mocniej na to liczyliśmy, tym bardziej jesteśmy teraz rozczarowani. W poprzednich meczach z Legią nie dopisywało nam szczęście. Teraz nie było nam ono potrzebne. Sprzyja tylko tym, którzy sami chcą sobie pomóc, a Lech nie zrobił niczego, co pozwoliłoby mu wygrać ważny mecz.

To nie jest pierwsze przegrane spotkanie Lecha i z całą pewnością nie ostatnie. Porażka to w sporcie sprawa normalna, ale co innego ulec rywalowi po walce, z przekonaniem, że dało się z siebie wszystko, a co innego nie podejmować walki. Przychodząc do Lecha Nenad Bjelica obiecał, że podobnie, jak było to w innych klubach, jego piłkarze będą oklaskiwani nawet po porażkach. Owszem, prowadzonemu przez niego Lechowi nie dopisało szczęście w Gdańsku, gdzie był lepszy, a punkty stracił pechowo. Natomiast na pokonanie Legii nie miał żadnego pomysłu, dał sobie narzucić jej taktykę. Jej trener okazał się lepszym strategiem. Na oklaski Chorwat nie zasłużył.

Bjelica powtarza, że ma zawodników najlepszych w lidze, więc nowych nie potrzebuje. Mecz z Legią jeszcze raz dowiódł, że ważne spotkania wygrywa się dzięki indywidualnościom. Odjidja Ofoe to zawodnik, na jakiego Lecha nie stać. Być może Legii także nie, bo dokonując w poprzednim sezonie poważnych wzmocnień zadłużyła się na poczet przyszłych sukcesów. W środę Belg dowiódł, że wart jest takich pieniędzy. Wygra Legii niejeden jeszcze ważny mecz, w lidze i pucharach. Winduje drużynę na inny, nieosiągalny dla innych poziom. Jak nam kiedyś zazdrościli „Lewego”, Stilicia, Arboledy, tak teraz wszyscy zazdroszczą Legii Belga.

Teraz już wiemy, że słaba postawa Lecha w meczach o wysoką stawkę to nie przypadek. Możemy mówić o prawidłowości. Coś jest z tą drużyną nie tak, a co najgorsze, nie widać działań, które by to odmieniły. Wprost przeciwnie, trener wykazuje się żelazną konsekwencją w zachowaniu status quo. W kwietniu nasłuchał się krytyki za wystawienie przeciwko silnym obrońcom Legii Kownackiego. Wnioski nie zostały wyciągnięte. Robak wychodził na boisko od początku we wszystkich poprzednich spotkaniach, a w momencie, gdy jego fizyczna siła i umiejętność gry w powietrzu najbardziej mogły się przydać, zasiadł na ławce rezerwowych. Dośrodkowania Kędziory, Makuszewskiego, Kostewycza, Raduta trafiały w próżnię, nikt na takie piłki nie czekał.

Jeszcze kilka tygodni temu mieliśmy apetyt nawet na dublet. Kiedy drużyna nie wytrzymała presji w finale Pucharu Polski, wciąż żyły nadzieje na mistrzostwo. Nawet statystycy wyliczali, że Lech ma na nie największe szanse. Tworząc rozmaite modele matematyczne nie bierze się pod uwagę czynników subiektywnych, takich jak brak odporności psychicznej, nieumiejętność wygrywania meczów najważniejszych. Teraz trzeba rozgrywać tylko takie. Może więc się okazać, że nie tylko mistrzostwo nam przepadnie. Kto wie, czy 4 czerwca nie pozostaniemy nawet bez europejskich pucharów, a to już byłaby klęska całego klubu i ogromne rozczarowanie dla kibiców.

Nenad Bjelica pracuje w Lechu krótko. Nie znamy jeszcze dobrze jego zachowań, zwyczajów, możliwości. Wiemy, że szybko i sprawnie odmienił grę drużyny i spowodował, że demoluje ona słabych przeciwników, dobrze się czuje na prowincjonalnych stadionikach. Niestety, okazało się też, że Kolejorz staje się cieniem samego siebie, gdy trzeba walczyć na wypełnionym stadionie w meczu o wysoką stawkę. Widząc bezradność trenera i jego podopiecznych trudno wierzyć w nagły zwrot, czyli w dobrą i skuteczną grę Lecha w tych spotkaniach, które mu jeszcze w tym sezonie pozostały.

Józef Djaczenko