Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Rzut Okiem

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Mile złego początki, a koniec... no właśnie. Jaki będzie koniec sezonu dla Lecha, który rozpoczął rundę wiosenną w sposób imponujący, a kończy z dużą zadyszką? Puchar Polski już miał stać w gablocie na Bułgarskiej, a pojechał do Gdyni. Ograć Arkę po niedawnym zwycięstwie w Gdyni wydawało się formalnością, a jednak tak się nie stało.

Lech jednak jakby nic znowu powtórzył słynne „trzy do nula” i gra o mistrza. Problem jednak w tym, że te słynne „trójeczki” Lech strzela ligowym słabeuszom. Z bezpośrednimi rywalami w walce o „majstra” wygląda to dużo gorzej. Źle wygląda też gra przy pełnym stadionie – nawet na Bułgarskiej. Wystarczy przypomnieć sobie mecz z Łęczną, czy fatalną porażkę z Legią.

Wychodzi na to, że problem tkwi chyba w głowach piłkarzy. Może warto się zastanowić nad pomocą ze strony psychologa? Może niech trener zajmie się strategią, selekcją, a sprawy przygotowania mentalnego odstąpi zawodowcowi w tej dziedzinie? Wbrew temu, co mówią piłkarze i trener, to wyraźnie widać, że punkty gubią nie tyle słabą grą, co brakiem umiejętności przełamania dziwnej niemocy, jaka ich ogarnęła w ostatnich tygodniach.

Niedzielny mecz z Pogonią w świetle pucharowych pojedynków powinien być spacerkiem, ale finał PP z Arką też miał być prostą sprawą. Do tego jeszcze mecz z Legią w Warszawie, z Lechią u siebie i na koniec wyprawa do Białegostoku. A po drodze jeszcze Wisła Kraków. Droga do tytułu jest więc szalenie trudna i chyba warto przestać pompować balonik powtarzając, że walczymy o mistrzostwo. To wyraźnie szkodzi głowom piłkarzy. Niech walczą o trzy punkty w każdym meczu, a tabeli przyjrzymy się po meczu w Białymstoku. Będzie jak w piosence: Que sera, sera, whatever will be, will be...