Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wielkie rozczarowanie. Lech zostanie z niczym?

włącz .

Nie podzielam opinii trenera Nenada Bjelicy, który podczas pomeczowej konferencji wyraził dumę z postawy zespołu. Od swoich kolegów po fachu tym się różni, że nie krytykuje podopiecznych po porażce, jednak z tą dumą trochę przesadził. Być może chciał zmobilizować zespół przed decydującymi wydarzeniami w lidze. Obawiam się jednak, że drużyna, która nie potrafi wygrywać ważnych meczów i im liczniejsza publiczność, tym idzie jej gorzej, nie poradzi sobie z odpowiedzialnością.

Jeszcze raz przekonaliśmy się, czym dla Wielkopolan jest Lech. Do Warszawy na finał Pucharu Polski pojechały pociągi pełne kibiców. Na autostradzie tłoczno było od autokarów i aut osobowych z rejestracjami z przeróżnych wielkopolskich miejscowości. Entuzjazm panował wielki, sukces wydawał się łatwy, a jest on setkom tysięcy ludzi bardzo potrzebny. To ogromny potencjał. Tworzywo, na którym ktoś z wyobraźnią i charyzmą potrafiłby zbudować wielki klub. Nie byłoby tak smutnych powrotów z Warszawy. Lech kompletnie zawiódł nie tylko tych, co pojechali go wspierać.

Bywają mecze, gdy już po pierwszych akcjach widać, że jednej z drużyn zwyczajnie nie idzie. Ma w składzie dużo lepszych piłkarzy, potrafi wygrywać i zdobywać po kilka bramek w niemal każdym spotkaniu, ale i zdarza się jej wpaść w bezradność. Taki właśnie był Lech w finale Pucharu Polski. Nie wykorzystał ogromnej przewagi. Na nic nie przydały się umiejętności czołowych graczy ekstraklasy. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego Darko Jevtić, potrafiący właściwie w pojedynkę pokonać Koronę Kielce, po kilku dniach, w najważniejszym meczu sezonu, staje się swoim przeciwieństwem. Marcin Robak, który za chwilę nie pierwszy raz zostanie królem strzelców, zawodzi akurat teraz, na Stadionie Narodowym. Jak to możliwe, że Radosław Majewski, człowiek mający za sobą lata gry na wysokim poziomie, nie trafia do bramki z kilku metrów, i to w decydującym momencie boju o trofeum.

Lech próbował i próbował, rozgrzał bramkarza Arki, walił głową w mur odbijając się od dobrze zorganizowanych obrońców. Po drugiej stronie boiska Jasmin Burić mógł tylko trzymać kciuki za kolegów. Arka nie zmuszała go do wysiłku, aż do dogrywki. Bramkarz, który wpadnie w trans, broni najlepiej. Ten, który ma tylko kilka interwencji w meczu, potrafi zawieść. I „Jasiu” zawiódł. Trener Lecha musiał wiedzieć, że człowiek będący przez prawie całą rundę rezerwowym nie może być pewnym punktem drużyny. Zdawał sobie sprawę, że Putnocky dałby jej więcej. Nie mógł jednak, działając w imię lepszego wyniku, zmienić ustaleń i posadzić Buricia na ławce. Straciłby twarz. Złamanie zasad zawsze przynosi złe skutki.

Wiosna wspaniale się dla Lecha zaczęła, ale może się smutno skończyć. Dubletu nie będzie. Ale czy będzie cokolwiek? Zdobycie mistrzostwa wymaga wygrywania ważnych meczów, a to nie jest specjalnością Lecha. Odnosi piękne zwycięstwa w Płocku, Chorzowie, czy Szczecinie, ale w starciach z ligowymi potentatami totalnie zawodzi. Udało mu się ograć u siebie tylko Lechię znaną z fatalnej postawy na wyjazdach. Pozostałe mecze z drużynami z czołówki przegrywał i na wyjazdach, i przy Bułgarskiej. Mało tego – ani razu nie wygrał z zajmującą piąte miejsce Wisłą. Jak tu wierzyć w zwycięstwa w Warszawie, Białymstoku, w metamorfozę drużyny? Drużyny, z której schodzi powietrze, gdy ogląda ją 40-tysięczna publiczność? Która mając za przeciwnika jedną z najsłabszych drużyn w lidze nie potrafi jej pokonać w walce o trofeum?

Trener Lecha wydobył z piłkarzy to, co najlepsze. Prawie wszystkich doprowadził do wysokiej formy. Dorobił się ekipy solidnej i wyrównanej. Poddaje się ona jednak, gdy stawka i napięcie rosną, pojawiają się oczekiwania. W ten sposób nie osiągnie się niczego wartościowego. Co z awansu do europejskich pucharów, skoro nie grają tam Wisła Płock, Ruch Chorzów, Śląsk Wrocław... Nie mam pojęcia, z czego bierze się ta słabość obecnego Kolejorza. I nie jestem jedynym. Głowi się nad tym wiele osób, z pewnością jest wśród nich i Nenad Bjelica. Receptę trzeba znaleźć jak najszybciej, bo zajęcie czwartego miejsca w tabeli będzie zmarnowaniem kolejnego sezonu.

Józef Djaczenko