Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Najgorsze za nami?

włącz .

Dobra wiadomość jest taka, że do niedzieli nikt Lecha nie zrzuci z fotela lidera ekstraklasy. Zła – że zamiast pewnie pokonać teoretycznie słabszego przeciwnika, dał mu się zdominować i tylko szczęściu oraz klasie Darko Jevticia zawdzięcza to, że nie przegrał. Piłkarze Korony Kielce, lepsi w tym meczu, mają prawo być wkurzeni. Lech – tym bardziej, bo rozegrał najgorsze spotkanie od czasu, gdy z klubem pożegnał się Jan Urban. Pocieszające jest tylko to, że gorzej zagrać chyba nie można.

Statystyki są dla Lecha wstydliwe. Drużyna zachwycająca skuteczną, ofensywną grą i wysokimi zwycięstwami przez cały mecz oddała tyko 5 strzałów. Celne były tylko 3, w tym dwa z rzutów karnych. Tylko jeden celny strzał z gry! Od niepamiętnych czasów nie było tak źle. Dla porównania – Korona strzelała 19 razy, w tym siedmiokrotnie celne. I nie wygrała, nawet nie zremisowała, co dowodzi nie tego, że szczęście sprzyja lepszym, bo Lech takim nie był, ale że o wyniku zwykle decydują indywidualności. Lech miał na boisku Darko Jevticia. Jan Urban nie wierzył w jego możliwości, sadzał go na ławce. Nenad Bjelica wydobył z tego piłkarza to, co dla innych jest nieosiągalne, z czym trzeba się urodzić.

Gdyby wszyscy zagrali na poziomie Jevticia, nie byłoby problemów z pokonaniem Korony. Niestety, tylko do postawy Robaka i Buricia nie można mieć zastrzeżeń. Bośniak z polskim obywatelstwem miał się ograć przed finałem Pucharu Polski. Kilka razy postąpił nerwowo, kilka razy zapobiegł bramce dla Korony, ale trzeba przyznać, że mając go za sobą obrońcy czują się mniej komfortowo, niż kiedy gra Putnocky. Nic jednak nie usprawiedliwia ani ich, ani innych piłkarzy Lecha demonstrujących fatalną jakość gry. Zaledwie 68 procent udanych podań to rezultat na poziomie II ligi. Statystykami nie zmierzy się braku agresji, siły fizycznej, nawet szybkości, a w tych elementach Korona gospodarzy zdominowała.

Oby okazało się to tylko chwilową słabością drużyny żyjącej wtorkowym wydarzeniem na Stadionie Narodowym. W ostatnich dniach słyszeliśmy dziesiątki zaklęć i zapewnień, że przy Bułgarskiej nikogo finał Pucharu Polski jeszcze nie interesuje, bo liczy się tylko mecz z Koroną. Być może piłkarze i trener chcieli, żeby tak było, ale nad swoimi myślami nie zapanowali i w piątkowy wieczór Lech nie był Lechem. Niektórzy zawodnicy zawiedli szczególnie. Bjelica cieszy się opinią trenera, który każdego potrafi doprowadzić do wysokiej formy. Maciej Makuszewski to wyjątek potwierdzający tę regułę. Im dłużej mieszka w Poznaniu, tym więcej argumentów dostarcza zwolennikom sprowadzenia lepszego skrzydłowego.

Łatwo oceniać trenerskie decyzje po meczu, gdy wszystko nagle staje się oczywiste. Wybierając taki a nie inny skład Nenad Bjelica kierował się racjonalnymi argumentami. Mógł jednak wytypować trafniej. Nie wiemy, czy wiecznie rezerwowy Mihai Radut ma siły na rozegranie całego spotkania. Grywa krótko, tylko w końcówkach meczów, a ma niemałe umiejętności techniczne, jest szybki. To dużo bardziej wartościowy zawodnik od zagubionego, rozkojarzonego Makuszewskiego. Tomasz Kędziora gra mecz za meczem, w lidze, Pucharze Polski, reprezentacji młodzieżowej. Nie ma ludzi o niewyczerpanych siłach. Miał prawo rozegrać słabszy mecz. Może lepiej było skazać go na chwilę odpoczynku i dać szansę Marcinowi Wasielewskiemu? Być może trener nie chciał narazić się na wypominanie, że osłabił drużynę wbrew zapowiedziom, że najbliższy mecz jest najważniejszy.

Nie ma ekipy, która potrafiłaby rozegrać siedem kolejnych meczów na jednakowo wysokim poziomie, szczególnie jeżeli w międzyczasie trzeba wystąpić w finale Pucharu Polski. Zawsze przychodzi większy lub mniejszy kryzys. Trzymajmy się więc tezy, że Lech dołek formy ma za sobą, wszak gorzej niż z Koroną zagrać po prostu nie potrafi. Indywidualności, jakie ma w składzie potrafią zapewnić zwycięstwo także wtedy, gdy przychodzi słabszy mecz.

Józef Djaczenko