Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Poczuliśmy ulgę. Kolejorz znów gra dobrze i skutecznie

włącz .

Zwycięstwo w Płocku ma dużą ważność. Lech dopisał sobie do dorobku trzy punkty, które nawet po podziale będą miały duże znaczenie, ale nie to jest najcenniejsze. Wiemy już, że jeżeli nawet możemy mówić o kryzysie, jakim był brak zwycięstwa w trzech kolejkach spotkaniach, to jest on za Lechem. Pokonał Wisłę przekonując, że potrafi zdominować każdego przeciwnika. Właściwie prawie każdego, bo jeżeli cokolwiek nas niepokoi, to marny dorobek w bezpośrednich starciach z najsilniejszymi zespołami.

Kto ma wątpliwości, czy kolejne 3:0 było zasłużone i czy gra Lecha znów stoi na wysokim poziomie, powinien obejrzeć 40-sekundową akcję, która poprzedziła zdobycie drugiego gola. Zaczęła się od profesorskiej interwencji Łukasza Trałki, który przed polem karnym odebrał piłkę atakującemu przeciwnikowi. Sprawnie krążyła ona między piłkarzami Kolejorza, który umiejętnie przeniósł grę z prawego skrzydła na lewe, gdy Maciej Gajos podał do operującego tam „Kownasia”. Mierzone dośrodkowanie i celny strzał głową Marcina Robaka to była finalizacja. Wcześniej piłkarze Lecha wymienili 11 podań w różnych strefach boiska, a bezradni przeciwnicy mogli tylko się temu przyglądać. I podziwiać.

W tym meczu nie wszystko udawało się tak idealnie, nie brakowało niecelnych podań i fatalnie spudłowanych strzałów. Statystyki były jednak lepsze niż w poprzednich meczach. Procent celnych podań wyniósł 81, gdy w innych spotkaniach, w tym tych wygranych, z trudem osiągał 70. Można więc być spokojnym o formę drużyny. Nie dość, że piłkarsko zaprezentowała się bardzo dobrze, to niczego nie można było zarzucić także sile i wytrzymałości piłkarzy. Chciałoby się, żeby tak już było do końca sezonu, przede wszystkim w decydujących pojedynkach z Legią, Jagiellonią, Lechią. W zasadniczej części sezonu udało mu się tylko jeden raz pokonać gdańszczan. Pozostałe spotkania z ligową czołówką przegrał. Jeżeli ma być sukces, musi się to odwrócić.

Do tej pory siłą Lecha była długa ławka rezerwowych. Trener doprowadził do wysokiej formy piłkarzy, którzy wcześniej nie mogli liczyć na nic więcej niż rola wiecznych zmienników. Klasycznym przykładem jest Maciej Wilusz, którzy w Płocku rozegrał kolejny dobry mecz. Mamy jednak powody do niepokoju. Dopiero po świętach okaże się, jak poważnego urazu doznał w Płocku Jan Bednarek. Jeżeli przyjdzie mu się leczyć dłużej niż kilka dni, w rezerwie Nenadowi Bjelicy pozostanie tylko jeden potencjalny defensor: Dariusz Dudka. Sprowadzeniem Elvisa Kokalovicia Lech potwierdził bowiem swoją specjalność: zatrudnianie piłkarzy nie nadających się do gry z powodów zdrowotnych.

Mamy i powody do optymizmu. Okazało się, że wystawienie obu napastników od pierwszych minut to dobre rozwiązanie. Kownacki świetnie wywiązał się z funkcji skrzydłowego, był aktywny w ofensywie i użyteczny w defensywie, zaliczył dwie asysty. Niewiele brakowało, by była i trzecia, gdy jeszcze w pierwszej połowie mistrzowsko obsłużył Tomasza Kędziorę. Szkoda, że bocznemu obrońcy nie wyszedł strzał, bo okazję bramkową miał znakomitą. Nie zmienia to faktu, że przed nowym sezonem, jeżeli Lech ma być mocny, trzeba postarać się o klasowych skrzydłowych. Wiele wskazuje, że „Kownaś” opuści Poznań. Szymon Pawłowski, nawet zdrowy, nie będzie grał coraz lepiej. Maciej Makuszewski nie jest gorszym piłkarzem niż Lovrencsics, który grał tu kilka lat, ale nie w każdym meczu napędza ataki drużyny. Nie wiemy, czy klub zdecyduje się na definitywny transfer tego piłkarza. Być może pojawi się pomysł na inne wydanie przeznaczonych na transfery pieniędzy.

Józef Djaczenko