Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Piłka bywa okrutna. Dla Lecha okazała się łaskawa

włącz .

Kto nie oglądał meczu Lecha w Szczecinie, poznał tylko „goły” wynik, może pomyśleć: co za klasa! Po wysokim wygraniu pierwszego meczu nie musiał bić się o zwycięstwo, ale poszedł na całość, nie zwalnia tempa. Prawda była inna. Lech nie pokazał, że zależy mu na pokonaniu Pogoni. Gospodarze nie zdobyli choćby jednego gola, bo brakuje im potrafiących tego dokonać zawodników. Trener Bjelica oszczędził swoich ważnych graczy, dał im odpocząć, chronił ich przed urazami. Ich zmiennicy nie dali z siebie wszystkiego, ale i tak cel osiągnęli.

Lech nie przestaje nas zadziwiać. Tym razem nie wspaniałą grą, ale wyrachowaniem, dojrzałością, a także szczęściem, które mu czasami sprzyja. Bez trudu można wymienić bolączki, które ujawniły się w Szczecinie. Niepewna, nerwowa gra mijającego się z piłką Buricia. Błędy w obronie. Brak zaangażowania się w akcje ofensywne. Mnóstwo niecelnych podań. Bezładne wybijanie piłek na połowę przeciwnika, czyli na stratę. Logika dyktuje, że taka gra nie ma prawa dobrze się skończyć, przeciwnik musi to wykorzystać, jeżeli tylko wykaże trochę determinacji. Pogoń nacierała ambitnie, nie grała źle, ale nie wskórała niczego.

Marcin Robak, który nie tak dawno seryjnie strzelał gole dla Pogoni, jest teraz w Lechu. Właśnie on, jedną akcją, ustalił wynik. Wystarczyło przeprowadzić agresywną szarżę, umiejętne wywalczyć sobie dobrą pozycję, mocno i celnie strzelić. Gdyby Pogoń potrafiła zatrzymać u siebie zawodnika, który zresztą bardzo dobrze czuł się w Szczecinie, nie byłaby dla Lecha tak łatwym łupem. Warto pamiętać, że na ławce gości siedziało dwóch jeszcze napastników, a Nicki Bille, który Robaka zmienił, był jedynym tego dnia zawodnikiem Kolejorza pokazującym wielkie zaangażowanie.

Poprzedni trenerzy Lecha narzekali na dysproporcje w poziomie gry czołowych zawodników i pozostałych, domagali się transferów. Obecny szkoleniowiec, zamiast się żalić, potrafi tak przygotować wszystkich podopiecznych, że nikt dziś nie widzi różnicy w umiejętnościach. Wszyscy podnieśli poziom gry. Czasami aż trudno określić podstawową jedenastkę, bo zawodnicy, którzy się do niej nie załapują, byliby pierwszym wyborem wszystkich chyba trenerów w ekstraklasie. Właśnie dzięki umiejętnościom piłkarzy Lecha stać było na to, by wygrać w Szczecinie tanim kosztem, a na niedzielę oszczędzić siły Gajosa, Jevticia, Kownackiego, Kostewycza.

Trener, jak sama nazwa wskazuje, przygotowuje piłkarzy do gry, szkoli ich. Tworzy z nich drużynę. W jego interesie leży posiadanie jak najszerszego składu. Jedni żądają sprowadzania nowych, dobrych zawodników, inni pracują z tymi, których mają do dyspozycji. Nie trzeba przypominać, którą drogą poszedł Nenad Bjelica i ile taki człowiek jest warty dla klubu.

Józef Djaczenko