Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Potęgą jeszcze nie jesteśmy

włącz .

Gdyby Lechowi udało się w Krakowie wykorzystać którąś z (niezbyt licznych) okazji bramkowych, mówilibyśmy o mocy drużyny i kontynuacji marszu po trofea. Oceny są niestety inne, bo drugi raz z rzędu zagrał na zero z przodu, a kolejne zero z tyłu to średnie pocieszenie dla kandydata na mistrza. Cieszyć się wypada tylko z tego, że za nami moment najtrudniejszy: zawsze wybijająca Lecha z uderzenia przerwa na mecze reprezentacji. Teraz powinno pójść łatwiej, choć trudno się łudzić, że nasza drużyna nie ma słabych punktów.

Podobno w futbolu sukcesy odnosi się nie dzięki atakowi, lecz solidnej obronie. Lechowa jest w tym roku wyjątkowo szczelna. Straciła tylko jedną bramkę, w dodatku w meczu, w którym udało się strzelić aż cztery. Do tego mamy bramkarza, o którym mówi się, że jest najlepszy w lidze, a o miejsce w składzie rywalizuje z nim zawodnik wcale nie słabszy. Wisła to drużyna, która na własnym boisku wygrywa prawie z każdym. W spotkaniu z Lechem nie stworzyła sobie groźnych okazji bramkowych, a kiedy dochodziła do strzałów, były one blokowane zanim Putnocky zdążył się wykazać.

W pierwszych meczach wiosny słychać było zachwyty także nad atakiem Lecha. Imponował skutecznością, a zawdzięczał to przede wszystkim kreatywności swych rozgrywających. Przeciwnicy nie nadążali za zagraniami Majewskiego i Jevticia, nawet Trałka popisywał się ofensywnymi akcjami, o które nikt by go nie posądzał, Makuszewskiemu wychodziły rajdy i dośrodkowania, a Kownacki i Robak strzelali raz za razem. W meczu z Górnikiem Łęczna ta sprawna maszynka zacięła się. Wojciech Łazarek takie zjawisko nazywał zmęczeniem materiału. W Krakowie ujawniły się kolejne słabe punkty w ofensywie, a najbardziej zawiedli bezproduktywny Makuszewski i niewidoczny tym razem, dokonujący złych wyborów Majewski.

Do tej pory wszystkie decyzje trenera, dotyczące składu drużyny, były nie do zakwestionowania. Przede wszystkim dlatego, że Lech zwyciężał. Teraz pojawiają się pytania. Czy zamiast Makuszewskiego nie powinien od początku grać Radut lub Pawłowski? Czy warto było zdejmować w drugiej połowie z boiska Robaka? Nicki Bille zagrał niezwykle ambitnie, ale dużo wody upłynie zanim zacznie strzelać gole. Ne jest zresztą łatwo o skuteczność, gdy przeciwnicy nie tylko darzą się szacunkiem, ale i czują przed sobą respekt, zachowują nadmierną ostrożność. W przypadku Wisły jest to zrozumiałe, nie byle kto do niej przyjechał. Lechowi natomiast trzeba się dziwić. Na początku drugiej połowy, gdy przestał udawać, że przyjechał po zwycięstwo, od razu pojawiły się okazje bramkowe.

Nenad Bjelica nigdy jeszcze nie powiedział, że ma braki w drużynie, że któregoś z piłkarzy warto byłoby zastąpić kimś lepszym. Wprost przeciwnie – twierdzi, że najlepsi w lidze zawodnicy grają u niego. Lech rzeczywiście ma duże indywidualności w składzie, ale to nie znaczy, że nie przydałby się ktoś, kto podniesie jakość drużyny, która przecież – nie mamy wątpliwości – za kilka miesięcy otrzyma szansę pokazania się w Europie. Wychowankowie klubu znaczą w drużynie coraz więcej, ale bez świeżej krwi nigdy i nigdzie nie zbuduje się solidnej, wygrywającej ekipy. Obecny trener wydobył drużynę z marazmu i uzmysłowił władzom klubu, że ludzi na stadion można przyciągnąć tylko w jeden sposób. Skoro w Poznaniu jest rynek, czyli zapotrzebowanie na emocje i zwycięstwa, to trzeba je dostarczyć. Na tym właśnie polega biznesowe zarządzanie klubem sportowym. Ludzie zbyt długo czekali na prawdziwego Lecha, by teraz zadowolić się byle czym. Bez wzmacniania siły drużyny się nie obejdzie.

Józef Djaczenko