Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pozostało 14 spotkań, a Lech nie jest drużyną z innej planety

włącz .

Rywale Lecha w walce o mistrzostwo nie mogą się doczekać potknięcia drużyny, która wiosną rozjeżdża przeciwników niczym walec. To oczywiste, że nie można wygrywać i wygrywać, prędzej lub później przyjdzie pierwsza strata punktów. Ważne, by był to incydent, a nie stała tendencja i by inne drużyny też notowały wpadki, najlepiej w bezpośrednich starciach z Kolejorzem. Niewiele wskazuje, by Lech nie poradził sobie w niedzielę z Górnikiem Łęczna. Potem będzie dużo trudniej.

Nie ma co sugerować się terminarzem drużyn, które wciąż znajdują się w walce o tytuł. Wydaje się, że skala trudności, przed jakimi stają Jagiellonia, Lech, Lechia i Legia, jest podobna. Niemało może wyjaśnić się już w najbliższy weekend, gdy Jagiellonia spróbuje wygrać w Szczecinie, a Lechia i Legia stoczą bezpośredni pojedynek w Gdańsku. Jeżeli Lech planowo rozprawi się z drużyną Franciszka Smudy, z piłkarzami mającymi Lechową przeszłość w składzie, to może wysforować się na czoło tabeli, z pewnością też powiększy przewagę nad Legią lub Lechią, a może jedną i drugą, o ile żadna z nich nie wygra.

Potem nastąpi coś, co może dużo zmienić: przerwa na zgrupowania reprezentacji. Piłkarze Lecha są dobrze fizycznie przygotowani do dużego wysiłku, ale z pewnością czują już nim zmęczenie. Dwa tygodnie odpoczynku od gier przyda im się, ale nie może ich zdekoncentrować. Do tej pory takie zakłócenie meczowego rytmu im nie służyło, najczęściej tracili punkty, bez względu na to, kto ich trenował. Oby tym razem nie wypadli z uderzenia. Sztab szkoleniowy musi z wyczuciem zaplanować treningi, a na korzyść drużyny zadziała to, że tym razem niewielu zawodników opuści Poznań. Będzie okazja do skutecznego wprowadzenia do zespołu najnowszych nabytków – Kokalovicia, Raduta.

Potem trzeba będzie pojechać na trudny teren – do Wisły. W Pucharze Polski nie było wątpliwości, kto jest lepszy, a od tamtego czasu Lech z pewnością klasy nie stracił. Można byłoby powiedzieć – wprost przeciwnie, tylko ta dwutygodniowa przerwa w rozgrywkach… W tym czasie (a w właściwie dwa dni później) Jagiellonia zmierzy się u siebie z dobrze grającą na wyjazdach ekipą Termaliki, Lechia będzie gościć zawsze groźne Zagłębie Lubin, a Legia podejmie byłych przyjaciół ze Szczecina. Po tym weekendzie do końca pozostaną trzy kolejki. Lech w najważniejszym spotkaniu wiosny zmierzy się z Legią, pojedzie do Płocka, gdzie z reguły nie wygrywa, na koniec podejmie Ruch.

Legia po meczu w Poznaniu nie ma już trudnych rywali – tylko Koronę i Cracovię. Jagiellonia pojedzie do Lubina, gdzie wygrać jej będzie bardzo trudno, u siebie zagra z Cracovią, na wyjeździe z walczącym o ligowy byt Piastem. Lechia też pojedzie do Gliwic, potem zagra z Arką, na koniec w Szczecinie. Nikomu nie będzie łatwo, a różnice punktowe po rundzie zasadniczej, zwłaszcza po podziale, będą symboliczne. W ostatni weekend kwietnia walka zacznie się więc od początku. Nie bez znaczenia będzie miejsce rozgrywania decydujących meczów, dlatego Lech powinien walczyć o jak najwyższą pozycję w tabeli. Najłatwiej będzie miał lider po fazie zasadniczej. Trzeba pamiętać, że jeżeli uda się postawić kropkę nad „i” w Szczecinie, to między pierwszym a drugim spotkaniem rundy dodatkowej, sześć kolejek przed końcem rozgrywek ligowych, Lech zagra na Stadionie Narodowym o Puchar Polski.

W tym sezonie musi (prawdopodobnie) rozegrać jeszcze 14 trudnych meczów. Za sobą ma ich dopiero 6, a już niektórzy silą się na dowcipy i gratulują mu zdobycia dubletu. O tym, czy Kolejorz rzeczywiście zasłuży na gratulacje, zadecydują wyniki tych 14 spotkań. To prawie tyle, ile drużyny rozgrywają podczas jednej rundy. Jakiekolwiek przewidywanie jest bardzo, ale to bardzo przedwczesne. Możemy się cieszyć, że Lech wystartował jak rakieta i szybko nadrobił straty do ligowej czołówki, ale zgadywanie tego, co będzie dalej, jest czystą, obarczoną wielkim ryzykiem spekulacją.

Józef Djaczenko