Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Pieniądze są ważne, ale niczego nie przesądzają

włącz .

Zbudowanie dobrej, wygrywającej drużyny nie polega na wydawaniu wielkich kwot na piłkarzy cieszących się opinią gwiazd. To, co dzieje się ostatnio w Lechu, jest namacalnym tego przykładem. Wystarczyło sprowadzić jedną osobę, by uzyskać to, czego nie było tu od dawna. W futbolu, jak w każdej dziedzinie, decydują kompetencje, a nie chęć szczera. Ryzyko postawienia na złego konia jest tu większe, niż w zwykłym biznesie, ale kiedy trafi się na właściwego człowieka, można cieszyć się z sukcesów.

Przez Lecha w ostatniej dekadzie przewinęło się kilku trenerów. Tylko jeden z nich odszedł po wypełnieniu kontraktu. Pozostali żegnali się z Poznaniem w trakcie sezonu, w atmosferze klęski, a kibice zawsze mieli wrażenie, że stało się to zbyt późno. Znakiem firmowym Lecha Poznań było trzymanie na stanowisku trenerów przegrywających, czasami nawet kompromitujących klub. Bardzo wymowny jest przykład poprzednika Nenada Bjelicy. Przedłużono z nim umowę mimo iż przegrał sezon, nie rokował dobrze na przyszłość, klub zmierzał donikąd, kibice coraz mniej chętnie przychodzili na mecze.

Obecny trener zbudował zespół, który – zdaniem wielu komentatorów – ma realne szanse zdobyć nawet dublet. Choć takie opinie i przedwcześnie składane gratulacje klubowi nie służą, są po prostu szkodliwe, to miło ich słuchać, pomagają tworzyć dobrą atmosferę wokół Lecha. Chyba od pierwszej połowy lat osiemdziesiątych kibice Kolejorza nie byli tak bardzo dumni ze swojej drużyny. Teraz wysoko podnoszą głowę, ale trochę to niebezpieczne, bo spadek z wysokiego konia zawsze jest bolesny. Gdyby przyszedł kryzys, zapanowałaby tu zupełnie inna atmosfera. Nadzieja w tym, że drużyna jest w rękach fachowca, który wie, jak sobie radzić w trudnych sytuacjach.

Kibice, a także dziennikarze często słyszą od pracowników klubu, że niepotrzebnie domagają się wydawania pieniędzy na nowych piłkarzy, że w ostatnich latach trzeba było oszczędzać, by nie spowodować zapaści finansowej, że nadmierne wydatki mogą pogrążyć Lecha w zapaści, z której nie będzie wyjścia. Teraz się okazuje, że nie wszystko sprowadza się do wydatków. Czesi, Słowacy, nawet Białorusini potrafili za stosunkowo niewielką kasę zbudować drużyny udanie rywalizujące z europejskimi potęgami. W tym czasie kluby polskie, dużo bogatsze, o Lidze Mistrzów tylko marzyły. Jednym z nich był Lech, który kilka razy błysnął w pucharach, ale szanse na prawdziwe triumfy koncertowo marnował. Decydował brak kwalifikacji, ale nie piłkarzy.

Teraz już wszyscy w Poznaniu widzą, od czego zależy prawdziwy sukces. Gdy w innych klubach dokonywano drogich zakupów, nasz trener twierdził, że i tak ma lepszych piłkarzy. Nie zaklinał rzeczywistości. W dużo zamożniejszej Legii niepokoją się, że niełatwo im będzie obronić mistrzostwo. Na przeszkodzie może stanąć coś, co nasi konkurenci nie tylko z Warszawy z obawą i szacunkiem określają jako „rozpędzony Lech”. Martwią się, że w Poznaniu nie obowiązuje już „biznesowe zarządzanie klubem”, czyli kurczowe trzymanie się przegrywających trenerów. Gdyby pracował tu nadal Jan Urban, to rywalizowalibyśmy teraz z innymi drużynami. Kto wie, czy nie bylibyśmy blisko pozycji, na której plasuje się jego Śląsk Wrocław.

Ponieważ od niepamiętnych czasów nie byliśmy w takiej sytuacji, nie mamy pojęcia, czy naszym piłkarzom uda się wytrzymać ciśnienie – nie zgubić wysokiej formy, robić swoje. Przed nami mecz teoretycznie łatwy, bo Górnik Łęczna do potęg nie należy, ale zlekceważenie go może drogo kosztować. Potem nastąpi coś, co Lechowi w ostatnich latach nie służyło: przerwa reprezentacyjna. Zwykle po niej przygrywał, a tym razem trzeba będzie pojechać na trudny teren, do Krakowa. Ponieważ jednak nasz trener przełamał już niejedno wiszące nad Lechem fatum, to coś nam każe wierzyć, że będzie dobrze, aż do końca sezonu.

A co będzie potem? Piłkarze się wypromują, więc kto wie, czy nie grozi nam budowanie nowej drużyny. Byłoby to trudne zadanie, gdyby nadmiernie (z naszego punktu widzenia) wypromował się też nasz trener…

Józef Djaczenko