Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Lech to jest potęga. Nareszcie!

włącz .

Kolejne tabu przełamał w piątek Lech. Do tej pory kiepsko sobie radził w meczach przyjaźni. Arka Gdynia była ulubionym przeciwnikiem fanów Kolejorza, ale nie piłkarzy. Jeżeli wygrywali z drużyną znad morza, to prawie zawsze z trudem, a szczególnie źle radzili sobie na wyjeździe, gdzie zdarzało im się tracić punkty także wtedy, gdy walczyli o dobre miejsce w tabeli, a gdynianie wlekli się w jej ogonie. Arka to jeden z nielicznych takich klubów, dowodzą tego statystyki rozegranych spotkań. W piątkowy wieczór wszystko się zmieniło.

Wystarczy mieć piłkarzy w wysokiej formie i dobry zespół realizujący skuteczną taktykę, by nie bać się żadnego zespołu, a już najmniej takiego, który choć ambitnie walczy, to piłkarskich atutów nie ma zbyt wiele. Lech zachował się w Gdyni jak wytrawny bokser. Świadomy swej ofensywnej siły wysoko trzymał gardę, a kiedy pojawiła się możliwość wyprowadzenia ciosu, trafiał w punkt, celnie i boleśnie. Jego wyższość była niekwestionowana, a kibice z Poznania tylko udawali, że współczują przyjaciołom z Gdyni. Ich serca wypełniała radość i duma, bo od niepamiętnych czasów nie wspierali tak niezawodnej drużyny.

Ponad tysiąc fanów Kolejorza pojechało na ten mecz. Wśród nich była spora grupa dziennikarzy korzystających z prezentu od klubu i jego transportowego partnera, firmy Oskar, która udostępniła autokar. W drodze nikt nie krył się z optymizmem, rozmowy dotyczyły rozmiarów zwycięstwa, a także… sposobu funkcjonowania polskiej policji. Okazało się bowiem, że poznańska delegacja przez całą drogę miała eskortę. Podobno decyzja o takim potraktowaniu fanów i dziennikarzy udających się na mecz przyjaźni zapadła na najwyższym policyjnym szczeblu. To pokazuje, jak bardzo oderwany jest ów szczebel od rzeczywistości.

Dochodziło do sytuacji absurdalnych, gdy dziennikarski autokar – a funkcjonariusze doskonale wiedzieli, kto nim podróżuje – został zmuszony do wjazdu na stację benzynową kilkadziesiąt kilometrów przed celem wyprawy. Tam trzeba było czekać, jak tłumaczyli mundurowi, aż wojewódzki sztab kierowania zadecyduje, czy podróż może być kontynuowana, a jeżeli tak, to w jakiej formie – w konwoju czy samodzielnie. Wreszcie ktoś z dowództwa zapalił zielone światło, można było ruszyć w drogę, oczywiście w towarzystwie radiowozu. Wygląda na to, że policja ma za dużo pieniędzy, a funkcjonariuszom brakuje zadań, skoro organizuje się akcje pokazowe, angażuje niemałe siły i środki.

Nie wiemy, jak długo potrwa piękny sen Lecha. Najlepiej, by nie skończył się nigdy. Wspaniale i skutecznie grająca drużyna znalazła się na ustach całej piłkarskiej Polski, każdy przeciwnik boi się meczu z Kolejorzem, nikt nie chce odczuć jego mocy. Czy to możliwe, że wszystkiego dokonał jeden człowiek? Wygląda na to, że tak właśnie się stało. Niczego konkretnego jeszcze tu nie zwojował, ale już potężnie namieszał – rozpalił emocje, wzbudził podziw, wywołał nadzieje. Spowodował, że kibice Lecha inaczej patrzą na świat. Przed drużyną trudne mecze, nawet ten najbliższy przeciwko Górnikowi Łęczna. Piłkarze Lecha nie sprawiają wrażenia ludzi w euforii. Zachowują się i wypowiadają normalnie. Jeśli nie „odlecą”, a chyba im to nie grozi, piękny wiosenny sen może trwać także latem.

Józef Djaczenko