Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

… czyli Bitwa Poznańska

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Celowo wstrzymywałem się z pisaniem o Lechu w miarę, jak nakręcała się spirala zwycięstw i oczekiwań. Stawiałem, że mecz z Lechią będzie prawdziwą weryfikacją możliwości Kolejorza. Wszystko na to wskazywało: z jednej strony lider, z drugiej – drużyna wygrywająca kolejne cztery mecze po 3:0. Daleki byłem od pompowania balonika o piątym zwycięstwie, chociaż Lechia na wyjazdach spisywała się raczej słabo. Jednak to, co się działo na Bułgarskiej w niedzielny wieczór przeszło najśmielsze oczekiwania kibiców na stadionie i przed telewizorami.

Już wyjściowe składy obu drużyn mogły lekko zaszokować. Widać było, że trenerzy przyjęli taktykę dezinformacji przeciwnika. Mecz od początku zwiastował emocje, choć sportowa strona widowiska pozostawiała duży niedosyt. Jednak elementy pozasportowe zaczęły powoli rozgrzewać publiczność. Pierwszy zaczął swój spektakl Duszan Kuciak, który dużo gestykulował, krzyczał i ewidentnie grał na czas opóźniając wznawianie gry. Doczekał się za to żółtej kartki już na początku drugiej połowy. Pierwszy raz zakotłowało się tuż po gwizdku sędziego Marciniaka na przerwę, gdy Peszko bardzo chamskim gestem wytargał za ucho Kędziorę. W końcu Peszko to światowiec znany wśród kolońskich taksówkarzy i co mu tu jakiś młokos z Lecha będzie podskakiwał. Zareagował na to trener gospodarzy stając w obronie swojego zawodnika i wyrażając swoją opinię o postępku Peszki. No i się zaczęło! Momentalny kocioł zawodników, działaczy, a w środku sędziowie. W efekcie posypały się kartki, a trener Bjelica wyleciał na trybuny.
Druga połowa to już była prawdziwa wojna. Kości trzeszczały, sędzia pokazywał kartki a negatywne emocje rosły. Bramka dla Lecha jeszcze bardziej zaogniła sytuację i czerwone kartki stały się faktem.
O meczu od strony gry, taktyki i wyniku napisano już chyba wszystko. Ja chcę skupić się na kilku aspektach ubocznych. Lechowi po efektownych zwycięstwach przyszło zmierzyć się z drużyną grającą antyfutbol i jeszcze do tego uciekającą się do prymitywnych prowokacji, a wszystko to żeby wybić przeciwnika z rytmu gry. To nowe doświadczenie w tej rundzie i trzeba przyznać, że Lech wyszedł z tego eksperymentu zwycięsko. Trudno winić Kędziorę czy Nielsena za kartki w sytuacji, gdzie nawet święty Franciszek by nie wytrzymał chamstwa i arogancji piłkarzy z Gdańska.
Trenera Nowaka, którego pamiętam jako świetnego i inteligentnego piłkarza, w niedzielę poznałem z zupełnie innej strony. Podczas konferencji prasowej nie potrafił powiedzieć nic konkretnego poza stwierdzeniem, że Lechia przeważała, a wynik był efektem nieporozumień sędziowskich. Jego aluzje do sędziowania były zbyt stronnicze, a całość wypowiedzi sugerowała, że byliśmy chyba na dwóch różnych meczach.
Klasą dla siebie był trener Lecha, który ze swadą odpowiadał na pytania dziennikarzy i nie uciekał od udzielania wyczerpujących odpowiedzi. Widać, że najlepszym transferem Lecha jest właśnie Nenad Bjelica. Jego osobowość odmieniła zawodników, scementowała zespół, zaszczepiła nową filozofię gry. Przyjemnie ogląda się Lecha grającego do przodu. W niepamięć odeszły dziesiątki bezproduktywnych podań w poprzek boiska i do tyłu. Teraz na Lecha chce się chodzić. Wygląda na to, że tym razem bez publicznego rzucania hasła „idziemy na majstra” rzeczywiście Lech rozpoczął marsz „na majstra”. A zatem do przodu! Teraz Gdynia!