Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Drużyna z charakterem

włącz .

Nie wiemy, jak potoczą się losy Lecha w boju o trofea, ale warto zapamiętać wszystko, co dziś się dzieje. A są to rzeczy niesamowite, być może historyczne. Opisując wiele zdarzeń i faktów musimy posługiwać się stwierdzeniem „jeszcze nigdy”. Rzeczywiście, takiego Lecha jeszcze nie widzieliśmy. Zwycięskiego, walecznego, dającego z siebie wszystko. Mecz z Lechią chciały oglądać tłumy, jakich tu od dawna nie było. Taka frekwencja może stać się normą, bo nikt się nie zawiódł, ludzie wierzą w tę drużynę – jej moc i pasję.

Wielu kibiców z niedowierzaniem przyjęło skład na ostatni mecz. Jak można posadzić na ławce głównych autorów pięknej, zwycięskiej serii? Czy to nie jest osłabianie drużyny? Czasami warto odświeżyć skład, dać szanse tym, co się rzadziej pokazują, ale akurat w takim meczu, gdy do Poznania przyjeżdża lider, zespół z piłkarzami bardzo mocnymi jak na polskie warunki? Wynik obronił trenera. Nikt mu nie zarzuci, że nie wiedział, co robi. Nikt z tych, na których postawił, nie zawiódł. Jan Urban krytykowany był za wystawianie dwóch defensywnych pomocników. Przeciwko Lechii też obaj zagrali, ale zupełnie inaczej! Nie nastawili się na przeszkadzanie. Tetteh rzeczywiście zabezpieczał środek boiska, ale Trałkę często widzieliśmy w roli atakującego, asystującego, dośrodkowującego. To jest zupełnie inna jakość gry, dzięki czemu ta sama personalnie drużyna kompletnie różni się od Urbanowej.

Obie drużyny nastawiły się na walkę, nikt nie odpuszczał, ale Lech nie odpuszczał mądrzej. Zawodnicy Lechii, szczególnie Kuciak i Peszko chcieli sobie pomóc wyprowadzając przeciwników i publiczność z równowagi. Zaszkodzili tylko sobie, brakiem rozsądku wykazał się też Wielkopolanin z pochodzenia Kuświk. Nie potrafił zapanować nad chamskimi odruchami i tylko gapiostwu lub litości sędziego Marciniaka zawdzięcza drugą żółtą, a nie bezpośrednio czerwoną kartkę. Lechii udało się stworzyć mocną, ofensywnie grającą drużynę. Jeżeli ma się ona pokazać w Europie, to musi opanować nie tylko grę w piłkę. Trzeba zapomnieć o zachowaniach prowincjonalnych.

Akcje Lechii mogły się podobać. W wielu aspektach miała lepsze statystyki. Częściej była przy piłce, częściej ją zagrywała i odzyskiwała, wykonała więcej podań, w 76 procentach celnych. Natomiast Lech celność tę miał na poziomie zaledwie 69 procent, co potwierdza wrażenia z tego meczu. Kolejorz przeprowadzał efektowne i groźne akcje, ale i popełnił masę błędów. Sporo pretensji można mieć do Makuszewskiego, któremu sztab szkoleniowy powinien wręczyć płytę z jego zagraniami z tego meczu. Mimo takich statystyk nikt nie powie, że Lechia miała przewagę i przegrała niezasłużenie. Zagrożenia pod bramką Putnocky’ego właściwie nie tworzyła, gdy Lech wielokrotnie zmusił Kuciaka do desperackich interwencji. Oddał trzykrotnie więcej strzałów, w tym 5 celnych, gdy Lechia celnie uderzyła tylko dwukrotnie. W ten sposób ważnego meczu wygrać nie można.

Po ostatniej kolejce górna część ligowej tabeli tak bardzo się spłaszczyła, że można mówić o sytuacji remisowej. Cztery czołowe drużyny idą łeb w łeb, niedługo nawet podział punktów niczego nie zmieni. Tyle tylko, że Legia, czy Lechia mają niemały potencjał, ale to Lech jest na fali, bo wszystko wygrywa, w dodatku do zera. Dowiódł też, że potrafi walczyć. Nastawił się na zwycięstwa, ma na nie pomysł, ma też charakter. Kiedy zdobywaliśmy ostatnie mistrzostwo Polski ówczesny trener głowił się, jak wymusić na tej drużynie pasję wygrywania. W cenie byli tak waleczni gracze, jak Sadajew. Nenad Bjelica nie wypowiada się na ten temat, ale robi swoje. I to on może przejść do historii tego klubu, bo takiej drużyny jeszcze Lech nie miał.

Józef Djaczenko