Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Czy to ten Kolejorz, na którego tak długo czekaliśmy?

włącz .

Po tym, co się wydarzyło w pierwszych kolejkach ligowej wiosny, przeciwnicy Lecha nabrali do niego szacunku. Plasuje się na dopiero trzecim miejscu, ciągle odrabia straty spowodowane – jak mawiają politycy – przez poprzednią ekipę, ale biorąc pod uwagę aktualną formę i klasę, właśnie Kolejorz wydaje się być głównym faworytem rozgrywek. Lechia, a szczególnie Legia nie mają piłkarzy słabszych, jednak w tym momencie nie mają lepszej drużyny. I oby to się nie zmieniło.

A zmienić się może, mamy w końcu do czynienia z polską ligą, gdzie wahania formy są czymś codziennym, a mówienie o tym, że każdy może wygrać z każdym, wcale nie jest rzucaniem słów na wiatr. Lech łatwo wygrał wszystkie swoje mecze, ale fakt, że przeciwnicy nie strzelili mu żadnej bramki, zakrawa na cud. Obrona została przecież całkowicie przebudowana, z poprzedniej formacji pozostał tylko Tomek Kędziora. Wcale nie stanowi ona monolitu, popełnia błędy, momentami rządzi nią kompletny chaos, ale przeciwnicy jakoś tego nie wykorzystują, na co niewątpliwy wpływ ma wspaniała postawa bramkarzy.

Mecze w wykonaniu Lecha są niezwykłe, bo właściwie w każdym przychodzi mu się desperacko bronić przed atakami przeciwnika, ale to on zadaje decydujące ciosy. I to jakie piękne! Potrafi wyprowadzić atak, przed którym nie ma obrony. Wiele akcji nie udaje się, strata goni stratę, piłkarze podejmują złe decyzje albo popełniają proste błędy, ale zawsze kilka ataków udaje się rozegrać popisowo, to zaś wystarczy, by pozbawiać złudzeń kolejne drużyny. Co to będzie, kiedy liczba pomyłek i niedokładności zostanie ograniczona, organizacja gry poprawi się, a z gry obronnej wyeliminowany zostanie chaos!

Ciągle jednak pamiętamy, że to tylko polska liga, że poziom drużyn jest wyrównany, że o wyniku może zadecydować przypadek. Gołym okiem widać, jaki postęp zrobili poszczególni piłkarze Lecha, jak bardzo zdaje egzamin taktyka wdrażana przez trenera, o którym można powiedzieć, że zna się na swoim fachu i ma wyśmienitych współpracowników. A jednak w kibicowskiej duszy czai się niepokój, że jedna, druga stracona bramka, bardziej lub mniej niezasłużona porażka sprowadzi Lecha na ziemię, piękny sen zostanie brutalnie przerwany, znów trzeba będzie mozolnie odzyskiwać stracony teren. Im bardziej teraz się cieszymy, tym większe możemy przeżyć rozczarowanie.

Właśnie dlatego lepiej powstrzymać euforię, starać się zachować trzeźwość. Trener ma absolutną rację: udało się wygrać kilka meczów, strzelić trochę bramkę, ale póki co w żaden sposób nie przełożyło się to na sportowy sukces. O marketingowym mówić możemy, bo jeden Nenad Bjelica uczynił w tej dziedzinie więcej niż potrafiliby dokonać najbardziej wytrawni korporacyjni specjaliści, wymyślacze obśmiewanych przez kibiców haseł. Cała Polska mówi o porywającej grze Lecha, można też liczyć na powrót na stadion kibiców. To już jest jakaś wartość, ale kiedy uda się wywalczyć coś konkretnego, przyjdzie czas na prawdziwą radość. A także na ulgę, że tym razem udało się uniknąć rozczarowania.

Józef Djaczenko