Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Co Lech wyczynia tej wiosny?!

włącz .

Obecny trener Lecha pierwszy raz poprowadził drużynę w spotkaniu przeciwko Pogoni, na poznańskim stadionie. Dziś wydarzenie to określa jak najgorszy mecz spośród tych, które udało się wygrać. Co powinien zatem powiedzieć o ostatnim meczu tych drużyn? W tamtym spotkaniu drużyna nie mogła jeszcze realizować jego taktycznych założeń. Teraz piłkarze Lecha dobrze znają wymagania Bjelicy, ale na ich grę w drugiej połowie żal był patrzeć.

Niesamowite rzeczy dzieją się w tym roku z Lechem. Już sam fakt, że raz za razem leje przeciwników w takim samym stosunku, daje do myślenia. Godna podziwu jest łatwość w dochodzeniu do dobrych okazji i zamienianiu ich na gole. Tylko najlepsze drużyny świata stać na to, co Kolejorz pokazał przy drugim golu w Szczecinie. Wystarczyło kilka błyskawicznych zagrań w kilka sekund, by wyprowadzić piłkę z własnej połowy i zdobyć gola. Chciałoby się zapytać – dlaczego tak rzadko stosuje tak potężną broń?

Początek wiosny jest niezwykły, ale i sam mecz w Szczecinie miał nieprawdopodobny przebieg. Pewnie prowadzący Lech momentami spisywał się wręcz skandalicznie. Delew na pełnej szybkości objeżdżał Kostewycza okrzykniętego nową gwiazdą ligi. Po drugiej stronie pola karnego Gyurcso jeszcze boleśniej gubił Kędziorę, a przecież ani Bułgar, ani Węgier nie są piłkarzami z kosmosu. To ligowi wyjadacze, szybcy i nieźli technicznie, ale daleko im do ligi lepszej niż polska. Jak to się stało, że wszystkie błędy Wilusza pozostały bezkarne? Ratował go Nielsen, równie zdesperowany, jak Pazdan podczas Euro 2016, ale prawdziwym zbawcą Lecha był Putnocky, najlepszy gracz na boisku.

Jak to możliwe – tak bardzo pozwolić się zdominować i tak łatwo ograć gospodarzy? Po obejrzeniu takiego meczu można nabrać przekonania, że w futbolu wszystko jest możliwe. Wystarczy umiejętnie i szybko wyprowadzać ciosy, by rzucić rywala na deski. Tyle, że co uda się raz, czy drugi, za którymś razem zawiedzie. Nie można więcej grać tak, jak na początku drugiej połowy meczu w Szczecinie. Nie zawsze szczęście dopisze. Mogą przyjść mecze takie, jak w Gdańsku, gdzie Lech grał jak natchniony, ale przegrał.

W niedzielę będzie okazja zrewanżować się Lechii. Wcześniej, bo już w środę trzeba ponownie zmierzyć się z Pogonią. Nie dysponuje ona tak wyrównanym i solidnym składem, jak Lech. Kazimierz Moskal pośle do boju tych samych zawodników, bo innych po prostu nie ma. Natomiast Nenad Bjelica ma duży wybór. Przede wszystkim jednak ma szansę przemyśleć to, co wydarzyło się w piątek. Wątpię, by chciał ponownie igrać z ogniem. Piłkarze Lecha mają świadomość swej klasy. Drugi raz nie pozwolą się traktować tak, jak w drugiej połowie ostatniego meczu. Muszą zagrać na serio, wykorzystać swoje atuty, kontynuować zwycięską serię.

Józef Djaczenko