Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Wiosna musi być nasza

włącz .

Na powitanie 2017 roku Lech rozegrał jeden z najdziwniejszych meczów w ostatnich latach, a może i dekadach. Niby pewnie zwyciężył, ale dzięki golom z rzutów karnych. Mógł strzelić kilka „normalnych” bramek, ale wykazał się zaskakującą nieskutecznością. Mecz miał pod kontrolą, ale kwadrans przed końcem stanął w miejscu, pozwolił przeciwnikowi atakować, miał ogromne problemy z opuszczeniem własnej połowy, godzinna walka w tęgim mrozie mogła pójść na marne.

Rzadko się zdarza, by pomeczowe oceny tak bardzo się różniły. Jedni chwalą Lecha za zwycięstwo i kilka pięknych akcji. Inni wytykają nierówną grę i to, że tych pięknych akcji było tak niewiele. Trudno wytypować najlepszych aktorów tego widowiska, trudno też wskazać tych, co zagrali trochę słabiej. Lepiej więc wstrzymać się z euforią, dać sobie spokój z wyrażaniem niepokoju. Po następnych spotkaniach, prawdopodobnie rozegranych w bardziej ludzkich warunkach, będziemy mądrzejsi.

Najbardziej niepokoiliśmy się o defensywę. Formacja ta jest słabsza niż jesienią, co chwały ludziom rządzącym klubem nie przynosi. Nie zachowali się tak, jakby priorytetem była dla nich jakość drużyny. Zależało im przede wszystkim na tym, by nie stracić pieniędzy. Nie sprowadzili następcy Arajuuriego zanim nie sprzedali Kadara, a transfer Węgra odwlekali bojąc się, że nie zarobią tyle, ile mogą. Trochę to przypominało sprowadzanie do klubu w 2010 roku Rudniewa, czyli walkę o Ligę Mistrzów bez solidnego ataku – jakby ktoś nie zdawał sobie sprawy, że dzięki solidnej drużynie można zarobić prawdziwe pieniądze, więc nie warto zamieniać się w tandetnego sklepikarza. Taka postawa nie porywa tłumów, wprost przeciwnie.

Po meczu trener Nenad Bjelica oznajmił, że spodziewa się pozyskania obrońcy, a może nawet dwóch. Ktokolwiek by do klubu nie przyszedł i jakimkolwiek byłby piłkarzem, transfer ten będzie spóźniony. Solidny defensor przyda się, ale niezbędny był podczas zimowych przygotowań, zgrywania drużyny. Środkowy obrońca nie zostanie z dnia na dzień mocnym punktem drużyny, bo to pozycja specyficzna, newralgiczna. Nawet jeżeli nie trzeba go będzie najpierw wyleczyć, to nie od razu złapie wspólny język z Bednarkiem, Nielsenem, Wiluszem, bocznymi obrońcami.

Mimo tych wszystkich wątpliwości optymizm wśród kibiców jest duży. Drużyną rządzi teraz człowiek, do którego można mieć zaufanie, potrafiący dobrze przygotować ją do trudnych wyzwań, wydobyć potencjał z poszczególnych piłkarzy. Przed Lechem dwa trudne, ale możliwe do wygrania mecze w Gliwicach i Szczecinie, gdzie zresztą trzeba też będzie rozegrać rewanż półfinału Pucharu Polski. Uznawana za faworyta Legia nie pokazała w Gdyni wybitnej formy. Stwierdzenie, że w polskiej lidze wszystko jest możliwe, nigdy chyba nie było tak aktualne. Lecha stać na wszystko.

Józef Djaczenko