Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

W dobrym kierunku

włącz .

Czasami tak niewiele dzieli szczęście od nieszczęścia. Podjęcie jednej lub drugiej decyzji, albo schowanie głowy w piasek i nie podjęcie żadnej diametralnie zmienia sytuację. Wyobraźmy sobie, że Lecha wciąż prowadzi Jan Urban, bo biznesowe zarządzanie sportową spółką wyklucza wymianę szkoleniowca w trakcie sezonu. Drużyna walczy o awans do górnej połówki tabeli, czyli o spokojną zimę. Na stadion przychodzi coraz mniej kibiców, co dziwi władze klubu, bo przecież mocni razem.

Zarząd Lecha w ostatnich latach podjął mnóstwo nietrafnych decyzji. Można mu zarzucać kunktatorstwo, brak odwagi, nastawienie się na przetrwanie. Przedłużenie umowy z Urbanem po przegranym sezonie można było uznać nawet za sabotaż. Były i dobre decyzje, a najlepszą z nich okazała się wymiana szkoleniowca. Nie wiemy, czy Lech nie odpadnie z Pucharu Polski, na którym miejscu w lidze zakończy rok, co wydarzy się wiosną. Póki co sytuacja rozwija się idealnie. Od niepamiętnych czasów na drużynę i tych, co nią dowodzą nie spadło tak wiele pochwał. Stało się to, co jeszcze niedawno nie miało prawa się zdarzyć: kibice uwierzyli w piłkarzy. Głoszenie, że końcowy sukces jest realny, nie jest już traktowane jako przejaw naiwności lub szaleństwa.

Nenad Bjelica nie jest trenerskim geniuszem. Jest mądrym człowiekiem, zna się na ludziach i na futbolu. Dostrzega to, co było tajemnicą dla jego poprzednika, który kurczowo trzymał się rozwiązań krytykowanych przez całą piłkarską Polskę. W czasach Urbana Lechowi też późną jesienią zdarzyła się zwycięska seria, wtedy jednak punkty przynosiła twarda, kurczowa obrona i umiejętność strzelenia decydującej bramki. W ten sposób, przy odrobinie szczęścia, udało się nawet pokonać Fiorentinę na wyjeździe. O grze Lecha można jednak było mówić wszystko, tylko nie to, że jest porywająca. A dziś? Dziś Kolejorz gra tak, że aż żal bierze, gdy sędzia ogłasza koniec meczu.

Zespół nie jest personalnie mocniejszy niż rok temu. Jan Urban nie krył, że liczy na dobrych graczy, że jeździ po Europie obserwować kandydatów. Bjelica natomiast – co wielu traktuje jako chęć przypodobania się skąpym prezesom – ogłosił, że nie potrzebuje nikogo nowego, chyba że w miejsce tych, co odejdą. Nie rzuca słów na wiatr. Wydobył potencjał z drużyny, która wydawała się nie mieć przyszłości. Wykorzystuje wszystkich swych ofensywnych piłkarzy. Urban nie przepadał za Jevticiem, który teraz jest głównym kreatorem gry Lecha. Nie docierało do niego, że ten człowiek jednym magicznym zagraniem potrafi zmienić przebieg meczu. Wolał zabezpieczać tyły. Nie wyobrażał sobie składu bez dwóch „szóstek” – Trałki i Tetteha.

Do pełni szczęścia brakuje dużo. Kibice rozsądni nie oczekują, by Lech wygrał wszystkie mecze do końca sezonu. To jest tylko polska liga, nikt nie ma patentu na wygrywanie. Zadyszka może przytrafić się wszystkim, także Lechowi, choć dziś, gdy ma tak świetną passę, mało kto taką myśl do siebie nie dopuszcza. W przeciwieństwie jednak do ubiegłych sezonów możemy z przekonaniem powiedzieć: ta drużyna idzie w dobrym kierunku. Gdyby była fachowo, nie koniecznie za ogromne pieniądze, ale z wyczuciem wzmacniana (a nie tylko uzupełniana), mogłaby wygrać ligę i błysnąć w Europie.

Józef Djaczenko