Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Początek czy koniec zwycięskiej passy?

włącz .

Można było liczyć na zwycięstwo w Chorzowie, ale niewielu spodziewało się takiego pogromu. Od razu odżyły nadzieje na coś lepszego na koniec sezonu niż miejsce w środku tabeli. Kibicom niewiele brakuje do szczęścia. Zdają sobie sprawę ze słabości ostatniego przeciwnika, ale wierzą, że to początek zwycięskiej serii. Żal byłoby oczekiwania te zawieść, wrócić do przeciętności.

Lech dwukrotnie zagrał tej jesieni w Chorzowie. Za każdym razem wysoko wygrał, ale wyraźne różnice w jego postawie pozwalają wierzyć, że obecny trener ma plan i jest konsekwentny w jego realizacji. Najpierw Lech wygrał 3:0 w Pucharze Polski. Wykorzystał wtedy osłabienie Ruchu, a po uzyskaniu wysokiego prowadzenia spuścił z tonu, więc gospodarzom niewiele brakowało do strzelenia co najmniej jednej bramki. Nenad Bjelica krytykował taką postawę, domagał się zmiany mentalności. Lech ma walczyć do ostatniej minuty, zachować pełną koncentrację.

W lidze miało pójść trudniej, bo obsuwający się w dół tabeli Ruch z pewnością mocno się postawi, będzie chciał wygrać i wydostać się z tarapatów. Okazało się, że nie tak łatwo przezwyciężyć kryzys, ta drużyna po prostu jest bardzo słaba, popełnia mnóstwo błędów. Mimo tego Lech długo czekał na swą pierwszą bramkę i niewiele brakowało, by najpierw ją stracił – gdy w idealnej sytuacji znalazł się Visniakovs. Napastnik gospodarczy spartaczył tę okazję, potem obrońca Ruchu Konczkowski zaliczył asystę idealnie obsługując Jevticia, który otworzył wynik. Kilka minut później filmową bramkę zdobył Kownacki wykorzystując bierność obrońców i można było odetchnąć, cieszyć się z dwubramkowej przewagi.

Lech jednak nie odetchnął, nie zmienił postawy, a przede wszystkich wykorzystywał wreszcie okazje do kontrowania nacierającego przeciwnika. Trzy błyskawiczne ataki w drugiej połowie rzuciły Ruch na kolana, ale Kolejorz nie zwolnił nawet wtedy. Zachował pełną koncentrację. Ani przez chwilę nie myślał o szanowaniu wyniku. Nie widzieliśmy tym razem bezładnego wybijania piłki z pola karnego. Każde jej przejęcie było okazją do wyprowadzenia kolegów na dobre pozycje. Właśnie na tym polega zmiana między Lechem z pierwszego chorzowskiego meczu i drugiego. Nikt niestety nie zagwarantuje, że teraz tak będzie zawsze. Zresztą nie może być, bo nikt nie otworzy się tak bardzo jak źle zorganizowany, roztrzęsiony Ruch.

Trener Bjelica najpierw zakomunikował, że nie potrzebuje lepszych piłkarzy, potem pokazał, na co prowadzoną przez niego drużynę stać. Aż nie chce się wierzyć, że dopiero teraz udało mu się odnieść dwa kolejne zwycięstwa. Zaliczyć trzecie będzie dużo trudniej, wymaga to przełamania kolejnej słabości: nieumiejętności rozgrywania dobrych meczów po przerwie reprezentacyjnej. Lech rzadko wtedy nie przegrywa, nie może się pozbierać, gra dużo słabiej niż przed taką przerwą. Teraz przeciwnikiem będzie Śląsk. Chcąc go pokonać, trzeba przezwyciężyć poważne przeszkody: zagrać dobrze po przerwie na mecze kadry, radzić sobie na fatalnym boisko, rozgryźć defensywną taktykę trenera Mariusza Rumaka.

Ciesząc się ze świetnego meczu w Chorzowie pamiętajmy, że ten sukces bardzo straci na wartości, jeżeli nie będzie kolejnego zwycięstwa. Najgorsze, co Lechowi może się teraz przytrafić, to powrót przeciętności, do charakterystycznej dla niego gry w kratkę. Szybko się przekonamy, czy drużyna osiągnęła wysoki poziom. Trener ma okazję dowieść, że nie domagając się wzmocnień nie rzucał słów na wiatr.

Józef Djaczenko