Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kiedy Lech doczeka się własnego stylu?

włącz .

Miesiąc pracy to zbyt krótki okres, by podsumować dokonania nowego trenera Lecha. W grze drużyny widoczne są już jednak zmiany. I nie są to zmiany na gorsze. Możemy żałować, że ktoś taki nie pojawił się w klubie dużo wcześniej. Lech byłby teraz w innym miejscu, udałoby się zażegnać kilka kryzysów, kibicom oszczędzone by zostały paskudne przeżycia. To nie znaczy, że koszmary nie wrócą, bo za klub od lat odpowiadają wciąż te same osoby, sensem jego istnienia jest przecież taka a nie inna forma zarządzania.

Nenad Bjelica nie skarży się na jakość piłkarzy, z którymi ma do czynienia, nie domaga się wzmocnień. Twierdzi, że jeżeli jego zawodnicy będą pojętnymi uczniami, można z nich zrobić solidną ekipę. Ograniczenia są jednak ewidentne. Skoro zespół ma się wznieść na wyższy poziom, potrzebuje graczy zapewniających przewagę nad rywalami. W przeciwnym wypadku Lech będzie walczył z nisko notowanymi zespołami jak równy z równym. Meczu w Lublinie wcale nie musiał wygrać. Górnik, który nie jest czołowym polskim klubem, miał dobre okazje bramkowe, od czasu do czasu stać go było na dominowanie na boisku.

Gdyby w Lechu za rozwój drużyny odpowiadałli doświadczeni zawodowcy, wypracowałaby ona sobie własny styl. Nie byłoby odbijania się od ściany do ściany, czyli przesileń, częstej zmiany trenerów, zaczynania wszystkiego od początku. Przez klub w ostatnich latach przewinęła się spora grupa szkoleniowców, a każdy, zanim został wyrzucony, realizował własną wizję futbolu. Długo wydawało się, że Maciej Skorża zostanie tu na lata i zagwarantuje sukcesy. Zmiana, którą wprowadził dotyczyła głównie ofensywy. Lech po każdej stracie piłki starał się ją szybko odzyskiwać i atakować w sposób nieprzewidywalny dla rywala, z częstymi zmianami pozycji. To się mogło podobać i było skuteczne. Udało się zdobyć tytuł, ale wszystko natychmiast się zawaliło. Trener był osobą o szczególnej osobowości, nałożyło się to na okoliczności, nad którymi zarząd klubu zapanować nie potrafił.

Jan Urban ratował przegrywającą drużynę. Poprawił atmosferę, nastawił się na żelazną defensywę, miał też niemało szczęścia. Dzięki tym walorom udało się wygrać we Florencji, gdzie egzamin zdała żelazna obrona, z zaangażowaniem całej, blisko siebie skupionej drużyny. Podobnie było w lidze. Lech bronił się skutecznie, strzelał po jednej bramce, odnosił dzięki temu zwycięstwo za zwycięstwem, piął się w górę tabeli. Wiosną trener ustawił drużynę ofensywnie, ale czynił to nieumiejętnie i wszystko się posypało. Dla wszystkich było jasne, że nic z tego nie będzie. Prawie dla wszystkich, bo zarząd Lecha nie podejmował szaleńczych kroków lecz przedłużył umowę z przegrywającym trenerem. Zreflektował się dopiero wtedy, gdy uciekło wiele punktów, trybuny na Bułgarskiej się wyludniały, a kibice żądali wzmocnienia drużyny.

Lech to nie Manchester United, gdzie pracujący długie lat sir Alex Ferguson wypracował styl, którego nie mogło zaburzyć przyjście, czy odejście jakiejkolwiek gwiazdy. To nie Arsenal Londyn, grający pięknie, szybko, niepowtarzalnie, bez względu na to, ilu młodych graczy wprowadza do zespołu Arsene Wenger i ile gwiazd odchodzi. To nie FC Basel, gdzie szkoleniowcy zmieniają się, ale styl nie. W Poznaniu każdy trener buduje nową drużynę. Z Bjelicą warto wiązać nadzieje na coś trwałego. Lech gra teraz inaczej niż za Urbana. Kibice to szybko docenili. Ujawniło się ogromne zapotrzebowanie na sukcesy. Nie wiemy, czy robi to wrażenie na właścicielu klubu – czy wykorzysta ten potencjał, czy też po raz kolejny przystąpi do gaszenia emocji, wdroży program oszczędnościowy.

Każda formacja Lecha wymaga przebudowy, obecny trener musi zdać sobie z tego sprawę. Obrona potrafi być dziurawa jak sito. Kadar powinien grać jak najdalej własnej bramki. W ostatnich meczach przekonaliśmy się, jak zespół poradzi sobie bez Arajuuriego. Młody Bednarek przebojem wdarł się do drużyny i spełnia oczekiwania. Owszem, popełnia błędy, ale robi też postępy. Potrzebuje solidnego, niezawodnego partnera. Lechowi brakuje skrzydłowych. Obecni muszą wiedzieć, że nie mają monopolu i zejdą z boiska, gdy nie będą grać zespołowo. Zamiast wielu krótkich podań i bezproduktywnych kiwek, mamy oglądać długie przerzuty ze skrzydła na skrzydło. Niezbędny jest dobry napastnik, bo Bjelica liczy na dośrodkowania i celne strzały. Robak, jeżeli jest zdrowy, potrafi rozegrać dobry mecz. Szkoda, że co drugi lub co trzeci.

Niezależnie od ruchów transferowych, które nastąpią lub znów nie nastąpią, Bjelica nie spędzi tu wielu lat. Nie wiemy, w jakim stanie zostawi Lecha. Dopóki panować tu będzie obecny system zarządzania, nie możemy liczyć, że Lech doczeka się charakterystycznego dla siebie stylu i każdy nowy trener będzie go doskonalić, a nie burzyć. Trzymanie w jednym ręku władzy ustawodawczej i wykonawczej to zły pomysł, o tym wie każdy polityk. Właściciel nie powinien jednocześnie bawić się w zarządzanie, bo w przypadku niepowodzenia musiałby zwolnić z pracy samego siebie i powołać fachowca, a tego przecież nie zrobi.

Józef Djaczenko