Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nadzieje rozbudzone. Nie za wcześnie?

włącz .

Trochę się boję najbliższego meczu. Lech jedzie do Gdańska, gdzie wprawdzie często wygrywał, ale to było w innej epoce, gdy miał lepszą drużynę, a Lechia była słabsza niż obecnie. Po pokonaniu Pogoni chciałoby się pójść za ciosem, wrócić tam, gdzie od dawna nas nie ma, spożytkować nowy duch w drużynie, która znów potrafi odrabiać straty, ma pomysł na ofensywę. Jest lepiej, ale to nie znaczy, że już jest dobrze. Drużyna mocniejsza niż Pogoń łatwo wykorzysta błędy w defensywie i słabości w składzie.

Latem z drużyny odeszło kilku piłkarzy klasowych. Ich miejsce zajęli zawodnicy przeciętni. Majewski daje drużynie dużo mniej niż Linetty. Porównywanie Kamińskiego do Lasse Nielsena to nietakt, a Gergo Lovrencsicz wprawdzie znikał na długie tygodnie, ale nawet wtedy nie był gorszy od Makuszewskiego. Sprowadzanie piłkarzy za darmo to opłacalny biznes, ale tylko wtedy, gdy za ocenę ich przydatności bierze się profesjonalista potrafiący przewidzieć, czy konkretny gracz wpisze się w zespół, stanie się wzmocnieniem. Bogaci mogą sobie pozwolić na pomyłki. Ubodzy za stosowanie metody prób i błędów mogą zapłacić podwójnie. W Lechu chcą wydawać jak najmniej, i słusznie. Odbywa się to jednak kosztem jakości drużyny. Systematyczne jej osłabianie to rezultat zastępowania graczy wartościowych coraz słabszymi, a ostatnie okienko transferowe to klasyczny tego przykład.

Nowy trener nie narzeka na jakość drużyny, którą otrzymał. Chce z niej zrobić ekipę wygrywającą. Szkoda, że nie przyszedł tu dużo wcześniej, gdy tylko stało się oczywiste, że Jan Urban nie spełni oczekiwań i przedłużanie z nim umowy to przedłużanie agonii Lecha. Co znaczy trenerskie wyczucie, widzieliśmy w niedzielę. Poprzednik Bjelicy niechętnie stawiał na Jevticia, nie wykorzystywał jego nie byle jakich możliwości. Chorwat posłał do boju wszystkich swoich kreatywnych zawodników, a Darko, gdy tylko poczuł, że na niego znów się stawia, był przydatny nawet na skrzydle. Wyrównujący gol to jego dzieło, wypatrzył i uruchomił świetnym podaniem Robaka. Każdy rozprowadzający atak zawodnik mógł stosować rozmaite warianty, bo w akcjach uczestniczyło pięciu-sześciu jego kolegów. Ta zmiana była widoczna.

W tym meczu wyszły też na jaw niedoskonałości w grze Lecha, głównie defensywne. Co nie było widoczne na pierwszy rzut oka, wywołało niepokój po obejrzeniu powtórek. Taki Kadar błysnął kilka razy, wygrywał pojedynki, dobrze podawał, ale i popełniał żenujące błędy w kryciu, niekiedy po prostu odpuszczał, bo mu się nie chciało pobiec za napastnikiem. Tak było przy straconej bramce. Kiedy Kędziora pozwolił się oszukać i Gyurcso znalazł się w dobrej sytuacji, Kadar był jeszcze przy Zwolińskim. Zostawił go jednak, a napastnik pobiegł pod bramkę i zdobył gola. W podobny sposób Węgier zachował się kilka razy, popełnił też faul w polu karnym.

Jest więc nad czym pracować. Trochę czasu minie, zanim Lech zostanie drużyną, na którą można stawiać i mieć gwarancję, że nie zawiedzie. Do meczu z Lechią został tydzień. Boję się, że zabraknie czasu na eliminację niedoskonałości, ale wierzę, że mimo tego punkty przyjadą do Poznania. Dosłownie po kilku godzinach pobytu w domu piłkarze jadą do Chorzowa walczyć w Pucharze Polski. W Gdańsku trener musi zmienić ustawienie defensywy, wypadł bowiem z gry Jan Bednarek. Przed meczem pucharowym też nie obejdzie się bez roszad w składzie. Właśnie ten dwumecz, bardzo ważny dla całego sezonu, pozwoli ocenić, dokąd zmierza nowy Lech i na co go już teraz stać.

Józef Djaczenko