Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Z życia klubu piłkarskiego

włącz .

 

Odc. 1 – Jest problem.

Na zachodzie Polski jest popularny klub piłkarski o nazwie Kolejowy Klub Sportowy „Leszek”. Nazwa sugeruje kolejarskie koneksje i piastowskie korzenie. Grając w najwyższej klasie rozgrywek klub wykonuje wzloty i upadki o linii bardziej poszarpanej niż główny łańcuch Dolomitów. Teraz jest w dołku ale dzięki tytanicznej pracy bohaterskiego zarządu próbuje znowu wznieść się na wyżyny. Spróbujmy dyskretnie podejrzeć co dzieje się w klubie za zamkniętymi drzwiami gabinetów i lóż.

W trakcie meczu z wicemistrzem Polski już od początku pojawiły się problemy.
- Coś mało dzisiaj ludzi przyszło – powiedział wiceprezes Junior smętnie patrząc na pustki na trybunach.
- Dojadą – uspokajał go prezes Buchalter nerwowo coś licząc na kalkulatorze.
- Ale trzeba będzie podać jakąś frekwencję, żeby pismaki mogły coś napisać. Nasze siły liczą, że jest 8 tys. Taka liczba to wstyd. – martwił się Junior.
- Trzeba wezwać do liczenia policję z Warszawy. Oni zawsze mają dobre wyniki. Jak nic naliczą ze 12 tys. – próbował znaleźć rozwiązanie starszy i bardziej doświadczony Buchalter.
- A swoją drogą to zobacz ile człowiek musi się naharować, żeby zatkać gęby tym pismakom. Nie dość, że mają w przerwie zupę i chleb ze smalcem i ogórkiem, 4 butelki soku przed meczem i 4 po meczu, miejsca pod dachem, internet za darmo to jeszcze cię obsmarują i piszą, że klub to korporacja a nie klub sportowy. Co za niewdzięczność! – denerwował się Buchalter. – A do tego ta publiczność! Chcą napastnika! A kto k…wa biega na szpicy? Jest Przynęta? Jest. Wyzdrowiał, strzelił nawet bramki. Młodacki chory, ale napastnikiem jest. Pistoleiro z Danii też jest. To czego jeszcze chcą?
- Może chcą kogoś lepszego? – nieśmiało wtrącił Junior.
- A za co ja się pytam? Za co? – uniósł się Buchalter. Nerwowo poprawił zarękawki i dalej stukał w kalkulator.
Junior sączył whisky i smętnie patrzył na boisko gdzie jego zespół starał się nie słyszeć tego co uparcie komunikował mu „kocioł”. Starał się też grać w piłkę, ale z tym był największy problem. Zmarszczone czoło świadczyło o intensywnej pracy umysłowej Juniora.
- Cholera – zaklął – taka Armia Warszawa przytuli ze sto baniek za Ligę Mistrzów. To jest dopiero kasa… - rozmarzył się Junior.
- Noooo - rozmarzył się Buchalter - Teraz to miałbym wskaźniki. Wszystkie słupki w górę i wtedy z tabelką do Starego (właściciela klubu). Premia murowana!
- Kupiłbym sobie apartament w Hiszpanii i jakąś lepszą furę – marzył dalej Junior.
- Gówno prawda! – zreflektował się Buchalter – przecież oni za te sto baniek staną się pośmiewiskiem Europy. Dostaną łomot w każdym meczu. I teraz widzisz do czego prowadzi awanturnicza polityka transferowa. Po co im to było? Tylko wstydu się najedzą. Lepiej pomalutku, tak jak my, a wyniki będą. Tylko muszę jeszcze te cztery słupki zbilansować – westchnął Buchalter i poprawił nerwowo zarękawki.
A w tym czasie „Leszek” dziwnym trafem wygrał mecz i zamknął gęby kibicom, wytrącił argumenty z ręki złośliwym pismakom a Prezesowi i jego zastępcy pozwolił z czystym sumieniem wypić za kolejny sukces kierowanego przez nich klubu.
Tymczasem po zwycięskim drinku w ich głowach zaświtała przewrotna myśl: a może tak…
cdn

Ryszard Rostkowski