Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Światełko w tunelu? Już dawno zgasło

włącz .

Po zwycięstwie nad Cracovią tylko naiwni wierzyli, że niemoc została przełamana i Lech wraca na ścieżkę zwycięstw. Wydarzenia z Niecieczy potwierdziły słabość tej drużyny i bezradność trenera. Dobrze wiedział, jak zagrają gospodarze. Trzeba było znaleźć receptę na szczelną defensywę i próby kontr, ale Lech Termaliki nie zawiódł. Miał do zaproponowania to, co zawsze: dwóch defensywnych pomocników, zagrania wszerz boiska lub do tyłu, od czasu do czasu nieudane próby długiego podania do skrzydłowych lub bezradnie snującego się po boisku Robaka.

Taki Lech nie zagrażał bramce przeciwnika, a nikt nie miałby prawa się dziwić, gdyby gospodarze wyszli na prowadzenie. Mieli pomysł na grę, nie ograniczali się do żelaznej defensywy, wychodzili do przodu z kontratakami, w polu karnym Lecha potrafiło nagle znaleźć się pięciu-sześciu graczy w pomarańczowych strojach. Obrona Kolejorza miała szalone kłopoty z wyprowadzeniem piłki, po bezładnych wybiciach trafiała ona pod nogi gospodarzy. Tak nie gra drużyna, która chce zawojować ligę. Tak nie postępują piłkarze, którym podobno marzy się powrót na stadiony europejskie.

Po sześciu kolejkach Lech ma w dorobku zaledwie trzy strzelone bramki. Marcin Robak w Niecieczy nie zaistniał. Pozbawiono go podań, a kiedy sam próbował przebić się przez obronę, zawsze kończyło się to fiaskiem. Jeszcze mniejsza korzyść była z Makuszewskiego. Obecność tego piłkarza w Lechu to jakieś nieporozumienie. Jeżeli nie nastąpi radykalna jego przemiana, a trudno w nią wierzyć, za chwilę zostanie ogłoszony kolejnym transferowym niewypałem, potwierdzającym brak kompetencji ludzi kształtujących drużynę, powodujących, że traci ona na wartości. Gdy wiosną drużynie Urbana kompletnie nie szło, zarząd Lecha przedłużył z nim umowę. Tak się postępuje, gdy nie nastawia się na sukces, lecz chce uniknąć kłopotów, wydatków, ryzyka. Kibice nie znoszą takiego kunktatorstwa. Nie leży to w ich naturze. Lech jest im bliski, oczekują zwycięstw, odrodzenia się potęgi. Mimo kolejnych rozczarowań wciąż czują się związani z klubem. Uwierzyli, że nastąpi przebudowa drużyny, że przyjdą piłkarze z mentalnością zwycięzców. Do końca sierpnia jeszcze kilka dni, ale już wiedzą, że znów dali się nabrać.

W długiej historii klubu jeszcze nie było takiej sytuacji: niemała część fanów machnęła ręką na wyniki. Niektórzy wręcz twierdzą, że kolejna porażka wcale nie będzie zła, bo może przyspieszyć radykalne decyzje, jakie muszą zapaść w klubie. Otóż wcale nie muszą. Tak stałoby się tam, gdzie władzom zależy na wynikach, ale nie tu. Ludzie władający Lechem mają plan na najbliższe lata i żaden blamaż, żadne przesilenie nie mają na nich wpływu. Media raz po raz wymieniają kandydatów na nowego trenera Lecha, ale równie dobrze Urban może zostać na stanowisku. Tak będzie taniej i wygodniej.

W poprzednich sezonach Lecha traktowało się jako ligową potęgę, jedynego realnego konkurenta dla rosnącej w siłę Legii. Na naszych oczach to się rozsypuje. Legia nie ma już konkurentów. Lech się poddał, nie chciał rywalizować, wybrał święty spokój, a Legia taki dar od losu przyjęła z radością. Jej awanturnicza polityka zakończyła się, zgodnie z przewidywaniami, upadkiem: mistrzostwem, zdobyciem Pucharu Polski, pewnym już awansem do Ligi Mistrzów. Za chwilę zarobi tyle, że polscy konkurenci pozostaną daleko w tyle, i to na wiele sezonów. Stało się to możliwe, bo zarząd klubu zaryzykował, nastawił się na sukces, nie miał innych priorytetów, konsekwentnie dążył do pokazania krajowym rywalom pleców.

A Lech? Nie jest już nawet drugą siłą w kraju. Za chwilę straci dystans do Lechii, do Zagłębia. Takie są skutki sportowego wynaturzenia, czyli rezygnacji z rywalizacji, z walki o sukcesy. Wyobraźmy sobie, że któryś z bogatych szejków przejmuje mocny klub z Wysp Brytyjskich, po czym przepędza wszystkich znających się na futbolu i zamienia się w piłkarskiego managera, szefa skautingu, dyrektora sportowego, a wszystko to w jednej osobie. Potem ogłasza, że klub nastawia się na sukces w 2020 roku, bo chce prowadzić biznes rozsądny. Na to pozwoli sobie tylko ktoś chcący się błyskawicznie skompromitować. Normalny właściciel do zarządzania futbolem zatrudnia specjalistów. Nie po to kupuje się i utrzymuje klub, by obserwować, jak schodzi na psy, traci na wartości, pozbywa się kibiców, gubi markę.

Józef Djaczenko