Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Panie prezesie, to mamy kryzys czy tylko chwilowe problemy?

włącz .

rzut_okiem02.jpg

W czasach słusznie minionych władza nie pozwalała mówić o kryzysie nazywając wszystkie jego objawy przejściowymi trudnościami. Jak skończyła się taka polityka, wszyscy doskonale pamiętamy. Stąd też moje pytanie zawarte w tytule. Chciałbym usłyszeć na nie odpowiedź od człowieka, który zarządza klubem. Chciałbym zorientować się, czy mam do czynienia z powtórką z historii Polski (tu oczywiście skala jest nieporównywalnie mniejsza), czy też prezes będzie nadal udawał, że nic złego się nie dzieje, a klub boryka się z przejściowymi trudnościami.

Na problem ewentualnego (w opinii władz klubu) kryzysu lub jego braku, spojrzeć można dwojako: z punktu widzenia kibica, sympatyka, lokalnego patrioty lub członka władz klubu. W kontekście lania kieleckiego spojrzenie z pierwszego punktu widzenia jest dość proste. 4 mecze, a w nich: brak zwycięstwa, 1 remis i trzy porażki, z tego dwie u siebie. Do tego 8 bramek straconych i jedna strzelona. Do tego 1 punkt zyskany a 11 straconych. Do tego gra, która woła o pomstę do nieba. To pierwsze i najbardziej przemawiające do wyobraźni fakty.
Dopisać tu można jeszcze trwonienie dorobku wielu pokoleń piłkarzy, działaczy i kibiców, którzy stworzyli markę rozpoznawalną nie tylko na krajowym podwórku. Pamiętam, jak kiedyś w krótkiej rozmowie ze znakomitym niemieckim trenerem Ottmarem Hirschfeldem wspomniałem, że jestem z Poznania, a on powiedział: tak, wiem, Lech Poznań. Miasto skojarzył z klubem i to był dla niego punkt odniesienia. Nie ratusz, nie Malta, nie koziołki i nie kuchenki czy lodówki. Klub – marka sama w sobie. Klub, który dał Europie Okońskiego, Juskowiaka, Lewandowskiego i jeszcze kilku piłkarzy, którzy zaistnieli w ligach europejskich. Dzisiaj ta marka jest szargana i deprecjonowana przez amatorów bawiących się w zarządzanie klubem. To boli kibiców, którzy pamiętają Lecha z meczów na Dębcu. To boli tych, dla których Lech to Bułgarska. To boli tych, którzy oszczędzają pół roku, żeby kupić karnet na kolejny sezon. Z punktu widzenia tych ludzi można powiedzieć: Panie prezesie! Oszukałeś nas! Po raz kolejny nas oszukałeś. Po raz kolejny doprowadzasz klub do ruiny sportowej i prestiżowej. Upokorzyłeś tysiące ludzi skazując ich na oglądanie zespołu, który jest wstydem dla Poznania i Wielkopolski.
A jak to wygląda z punktu widzenia pana prezesa? No i nie tylko jego – przecież jest jeszcze wiceprezes, choć ostatnio jakoś mało widoczny. A więc znając ich dotychczasową argumentację spróbuję zredagować ich wypowiedź na chwilę obecną. Będzie to tak, mniej więcej, brzmiało: No cóż, mecz w Kielcach pokazał, że mamy drużynę walczącą, że zaczęliśmy strzelać bramki, że forma wzrasta, że stawiamy na młodzież i tylko fatalna czerwona kartka ustawiła mecz niekorzystnie dla Lecha. Transfer Linetty'ego pozwoli zbilansować budżet klubu i stworzy warunki do dalszego długofalowego budowania zespołu na miarę oczekiwań tysięcy jego sympatyków. Mamy nadzieję, że kibice nie zostawią zespołu w trudnej sytuacji i pomogą mu wyjść z dołka, w jakim na chwilę się znalazł. Naszym celem jest zapewnienie sobie możliwości startu w przyszłym sezonie w europejskich pucharach, aby pokazać Europie naszych piłkarzy i promować miasto i region. Na chwilę obecną nie widzimy konieczności dokonywania nowych transferów, zwłaszcza gdy odblokował się Marcin Robak, a Tamas Kadar zostaje z nami do końca rundy. Mamy drużynę, w której doświadczenie miesza się z młodzieńczością, co tworzy bardzo dobre warunki do stopniowego marszu w górę tabeli.
Jak widać, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Chciałbym się jednak pomylić w przypisywaniu takiej argumentacji włodarzom klubu. Chciałbym usłyszeć konkretne propozycje wyjścia z kryzysu, a nie tylko slogany i banały. Nie pomoże tu zmiana trenera. Nie pomoże transfer jakiegoś piłkarskiego „wynalazku”, którego ktoś chce się pozbyć, a w Lechu zostanie okrzyknięty odkryciem komitetu transferowego, który obserwował go dwa lata i kiedy było pewne, że nikt go nie kupi, to Lech bierze go za darmo (plus koszty leczenia).
Pierwszym krokiem do zmian w klubie na lepsze musi być dymisja dotychczasowego zarządu, a następnie zatrudnienie ludzi mających normalną wizję rozwoju klubu, parcie na sukces (sportowy, bo biznesowy już mamy) oraz zatrudnienie dyrektora sportowego z prawdziwego zdarzenia. Boję się jednak, że jest to wołanie na puszczy. Wańkowicz stworzył takie powiedzonko: pisz na Berdyczów. Oby ten tekst nie był takim właśnie pisaniem na Berdyczów.