Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Smutne, ale prawdziwe

włącz .

rzut_okiem02.jpg

Pierwsze koty za płoty? Tak, ale nie po trzeciej kolejce ligowej. Nie po trzecim meczu bez zwycięstwa. Nie po trzecim meczu bez bramki. Nie po drugiej porażce na swoim boisku. Po trzykroć nie! To pierwsza refleksja po meczu Lecha z Jagiellonią. Pierwsza i chyba zawierająca wszystkie emocje sympatyków Kolejorza – totalny zawód, złość, niedowierzanie i cholerną bezradność na to, co z klubem wyprawiają jego właściciele.

Lech na boisku to nie drużyna, a tylko 11-stu facetów, którzy mają zagrać w piłkę i do końca nie wiedzą jak to zrobić. Lech gra fatalnie taktycznie. Budowanie ataku pozycyjnego przypomina grę w piłkę ręczną, a nie futbol. Piłka chodzi po łuku na 30. lub 35. metrze i nic z tego nie wynika. Dominują podania w poprzek lub do tyłu. Do przodu piłka przesuwa się przy nodze prowadzącego ją zawodnika (często zbyt długo i bez pomysłu co dalej). Nie ma zawodnika zdolnego wykonać otwierające prostopadłe podanie. Zresztą, do kogo je skierować skoro nie ma w składzie napastnika. Robak napastnikiem już był, a Nielsen nigdy nim nie będzie. I to cała prawda o „snajperach” Kolejorza.
O pomocy trudno coś napisać, bo ile razy można pisać o nieudolności Gajosa, bezmyślności Formelli, czy chaosie Makuszewskiego. Na ich tle Majewski przedstawia się jak zjawa z innej planety. Jego świetnie dokręcane wrzutki w pole karne tworzą dobre sytuacje dla atakujących kolegów. Dodać do tego trzeba świetny przegląd pola, ambicję i waleczność, a otrzymamy obraz wyróżniającego się zawodnika w naszej lidze. Trałka z Tettehem do ofensywy nic nie wniosą i prędzej 10 razy zatrzymają akcję podaniami w poprzek lub do bramkarza aniżeli uruchomią szybki atak.
Obrona? No cóż... Wilusz z Nielsenem mogą wystarczyć na średni poziom ligowy, chociaż każdy z nich, w każdej chwili może zafundować „babola”, o którym długo będzie się mówić. Kędziora? Na każdym treningu powinien wykonać 50 wrzutek ze skrzydła, to może wreszcie na meczu jakaś mu wyjdzie. Dośrodkowania w jego wykonaniu albo są na wysokości bioder pierwszego obrońcy, albo lecą w strefę, gdzie nie ma nikogo z jego kolegów z drużyny. Jasnym promyczkiem jest Robert Gumny. Ten młody chłopak pokazuje dojrzałość i pewność siebie godną doświadczonych ligowców. Podpiera to dobrą techniką i czytaniem gry. Ma „papiery” na bycie dobrym piłkarzem z reprezentacyjną perspektywą.
No i z tyłu został nam Burić. Solidny bramkarz na ligowym poziomie, pod warunkiem, że nie komentujemy jego gry nogami. Ta jest na poziomie zawodnika A-klasy. Wybicia piłki podanej po ziemi są olbrzymią niewiadomą co do ich kierunku. Trudno przewidzieć w który aut pójdzie piłka lub do którego z przeciwników zostanie skierowany prezent od Jasmina. I to jest obraz drużyny, która miała być gruntownie przebudowana i wzmocniona (deklaracje zarządu klubu). Jak na razie trwa proces wyprzedaży, a słowo „wzmocnienia” należy tłumaczyć jako „uzupełnianie składu osobowego drużyny” poprzez sprowadzanie doświadczonych zawodników z kartą w ręku lub wymagających leczenia.
W obrazie drużyny nie może zabraknąć też trenera. Jan Urban na konferencji po meczu z Jagiellonią stanął murem za swoimi zawodnikami unikając personalnych ocen, których domagali się dziennikarze. Dobrze to o nim świadczy, bo pokazuje, że ma świadomość własnej odpowiedzialności za to, co prezentuje drużyna. Do sytuacji, w jakiej się znalazł, pasuje powiedzonko mojego dziadka: gówno podobne jest do gliny, ale dzbanka z niego nie ulepisz.
Nie sposób nie wspomnieć o kibicach, których wiara w lepszą grę jest wielka jak miłość Allacha. 10 tys. ludzi na trybunach po dwóch słabych meczach to wynik bardzo dobry. Na kolejnym meczu może ich już być tylko kilka tysięcy. Nie zdziwię się, jeżeli kibice podejmą jakąś zorganizowaną akcję protestacyjną wobec władz klubu chcąc wymusić działania zmierzające do zmiany obecnego trendu w Lechu, czyli – mówiąc krótko – porządne, rzetelne transfery. Jednak, jak znam realia poznańskie, jedyne, co może zaboleć zarząd to puste i milczące trybuny. Tylko to może zmusić go do działania. Wszystko inne będzie zasłaniane fasadą kolejnych obietnic, strategii i mydlenia oczu. Lech stacza się w dół. Idzie w kierunku walki o 8. miejsce w tabeli gwarantujące ligowy byt. Mówienie przez trenera, że celem zawsze jest tytuł mistrzowski, brzmi ładnie, ale jest tylko zaklinaniem bardzo szarej rzeczywistości. Tą rzeczywistością staje się walka o ligowy byt.