Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Krajobraz po falstarcie

włącz .

Kiedy wynik meczu nie jest korzystny, ocenianie go tuż po końcowym gwizdku jest ryzykowne. Łatwo o przesadę, o przejaskrawienia. Emocje nie ułatwiają rzeczowej analizy. Spotkania we Wrocławiu kibice Lecha nie mogli ocenić pozytywnie. Problem w tym, że czas mija, emocje stygną, ale w żaden sposób nie łagodzi to spojrzenia na wyczyny piłkarzy. Postępowali tak samo, jak kilka miesięcy temu, gdy przegrywali wszystko, co było w sezonie do przegrania. Wygląda na to, że letnia przerwa niczego nie zmieniła.

Można byłoby powiedzieć – pierwsze koty za płoty. To był falstart, ale do kolejnych meczów drużyna podejdzie inaczej, zagra z większą ambicją, ujawni się jej kreatywność, zawodnicy przestaną bojaźliwie rozgrywać piłkę po obwodzie, a podczas ataku pozycyjnego piłkarzem z największą liczbą kontaktów z nią nie będzie już bramkarz. Ktoś w to uwierzy? Obawiam się, że nikt. I słusznie, bo w tym klubie nic się nie zmienia. Okienko transferowe jeszcze się nie zamknęło, jeszcze jest czas na spełnienie obietnic i sprowadzenie piłkarzy z charakterem, zastąpienie nimi tych, co specjalizują się w „wyciąganiu wniosków” i podawaniu do bramkarza. Cele klubu są niestety inne. Będzie jak zawsze.

Jan Urban pozostaje chyba pod wrażeniem warsztatu trenerskiego Adama Nawałki. Podczas Euro 2016 zżymaliśmy się na kunktatorstwo selekcjonera nie dokonującego zmian w „sprawnie funkcjonującej maszynie”, byle tylko niczego nie zepsuć, dotrwać do rzutów karnych, liczyć na uśmiech fortuny. We Wrocławiu Jan Urban robił (a właściwie nie robił) to samo. Stał przy linii bocznej i doskonale widział, że Gajos nie radzi sobie na skrzydle, jest zresztą bez formy, gra słabiutko. Trzymał go jednak na boisku, jakby liczył na cud, na cudowne przeistoczenie Macieja. Jeśli drużynie nie idzie, nie potrafi przyspieszyć, zaskoczyć rywala, to aż się prosi o dokonanie zmian. Jaki jest sens zwlekać z nimi do ostatnich minut? Co miało dać drużynie wprowadzenie na chwilę Jóźwiaka? Co mógł zdziałać Majewski? Czy celem było bezpieczne doczekanie do dogrywki i rzutów karnych? Panie trenerze, w ekstraklasie nie ma dogrywek! Wynik trzeba rozstrzygnąć w czasie regulaminowym, a celem Lecha nie był remis!

Do niedzieli negatywne emocje opadną, ale i tak wątpię, by na mecz z Zagłębiem przyszły na stadion tłumy ludzi. Po tylu przykrych doświadczeniach trudno o wiarę w moc drużyny grającej w składzie ubiegłorocznym. Łatwiej liczyć na zmęczenie przeciwnika czwartkowym meczem pucharowym niż na klasę Kolejorza, na charakter piłkarzy i taktyczne pomysły trenera. Nie jestem przekonany, że trzeba być szkoleniowym geniuszem, by wyplenić z podopiecznych tak paskudne przyzwyczajenia, jak bezpieczne i arcynudne rozgrywanie piłki, wycofywanie jej do obrońców i bramkarza, ustawianie się tyłem do bramki, gdy trzeba zaatakować. Jan Urban był napastnikiem, i to bardzo dobrym. Wielokrotnie zapowiadał, że Lech musi grać ofensywnie, widowiskowo. Plany ma ambitne. Albo jednak nie wie, jak je wprowadzić w życie, albo trafił na wybitnie odpornych na naukę piłkarzy.

Kibic to istota naiwna. Tysiące ludzi uwierzyło, że teraz, kiedy nie trzeba grać co kilka dni, a zarząd Lecha zapowiedział gruntowną wymianę drużyny, pokaże ona inne oblicze niż wiosną. Póki co, nie pokazała. Nie dała rady słabnącemu Śląskowi, który miał latem potężne problemy ze skompletowaniem składu. Ludzie (jeszcze) przychodzący na Bułgarską dzielą się na dwie grupy. Jedni twierdzą, że zostawienie w klubu Jana Urbana to był świetny ruch. Inni nie mogą doczekać się zmiany trenera. Ani jedni, ani drudzy na nic wpływu nie mają. Układ nie jest zdrowy, bo na podejmowane w tym klubie decyzje wpływ ma wszystko oprócz postawy drużyny. Obecny Lech nie służy do odnoszenia zwycięstw.

Józef Djaczenko