Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Skład Lecha? Personalne prowizorium

włącz .

W niedzielę na placu Wolności odbędzie się prezentacja drużyny Lecha zaczynającej nowy sezon. Problem w tym, że to nie jest jej kształt ostateczny. Musi ją zasilić co najmniej dwóch obrońców, a z tymi transferami nie wolno czekać na decyzję o pożegnaniu się z obecnymi zawodnikami. Los tych, którzy dziś są graczami Kolejorza, jest niepewny. Znaki zapytania trzeba postawić przy takich nazwiskach, jak Kadar, Linetty, Arajuuri, Kownacki.

Czytając komentarze poświęcone meczowi o Superpuchar Polski można nabawić się bólu zębów lub rozstroju żołądka. Większość autorów z głęboką troską pochyla się nad formą i składem Legii. Lech zdegradowany został do roli sparingpartnera, jak się okazało wymagającego. Tylko w Wielkopolsce nikt nie płacze nad biedną Legią, a w sercach kibiców zagościła nadzieja na dobry sezon Kolejorza. Z czwartkowego meczu nie wyciągałbym daleko idących wniosków. Ani Legia nie jest słaba, ani Lech potężny. O ile jednak trener Legii wie, na czym stoi, to Jana Urbana mogą czekać niespodzianki. Kto wie, czy nie przykre, jeśli władze klubu orzekną, że skoro nie ma europejskich pucharów, to można sobie radzić z przetrzebioną defensywą.

Właśnie defensywa, która jeszcze niedawno była mocna i wyrównana, jest w Lechu formacją newralgiczną. Odszedł Kamiński, Arajuuri może z Poznaniem pożegnać się lada chwila, jeśli Lech dogada się z nowym pracodawcą Fina. Kadar błysnął klasą na Euro 2016 i prawdopodobnie zmieni ligę na dużo lepszą. Do tej pory udało się pozyskać tylko Lasse Nielsena. W meczu z Legią wypadł obiecująco. Dyrygował drużyną, przy stałym fragmencie gry znalazł się tam, gdzie powinien i w zamieszaniu podbramkowym wyręczył Robaka. Trenuje z drużyną od kilku tygodni, powinien być pewnym punktem obrony.

Kto będzie jego partnerem? Gdyby nawet Arajuuri miał w Poznaniu wypełnić cały kontrakt, raczej za Lecha umierać nie będzie. Jest jeszcze Maciej Wilusz. Potrafi ratować zespół doskonałą interwencją, by w następnej akcji obsłużyć przeciwnika lub skiksować. W Warszawie kilka razy, mówiąc delikatnie, nie popisał się. Być może na rozgrywki ligowe nie potrzeba lepszego obrońcy, warto jednak pamiętać, że poza nim i Nielsenem Lechowi pozostaje tylko młody Jan Bednarek. W przypadku absencji kogokolwiek z nich, zdesperowany trener jako obrońcę musiałby potraktować Dariusza Dudkę lub w trybie ratunkowym sięgać po kogoś z zespołu rezerw.

Jeszcze mniej ciekawie wygląda lewa obrona. Gdy odejdzie Kadar, Lech pozostanie bez choćby jednego lewonożnego bocznego obrońcy. W trybie ratunkowym może tam zagrać Wilusz. W Warszawie klasą i dojrzałością błysnął Robert Gumny. Oglądając jego dzielne poczynania nie chciało się wierzyć, że to 18-latek. Potrafi celnie i mocno strzelić, przeprowadzić rajd, dobrze rozegrać piłkę. Musi pracować nad lepszym ustawianiem się, osłanianiem piłki, a przede wszystkim nad tężyzną fizyczną. Jej brak uniemożliwiał mu wygrywanie pojedynków z silniejszymi legionistami. Trzeba pamiętać, że choć Robert zapowiada się na mocny punkt drużyny, to lewą nogą posługuje się gorzej niż prawą. Lech musi mieć nowego bocznego obrońcę i nowego środkowego. Im później tu trafią, tym dłużej trzeba będzie czekać, aż zgrają się z kolegami.

Najsilniejszą formacją Lecha jest pomoc. Jan Urban może wybierać między Gajosem i Majewskim, a jest jeszcze Jevtić. Kilkoma magicznymi zagraniami Majewski pokazał, że ostatnie lata spędził w lidze lepszej niż polska. Na boku mogą grać Makuszewski, Pawłowski, Jóźwiak, Formella, także Kownacki, o ile zostanie w Poznaniu. Rozwój tego utalentowanego piłkarza nie przebiega harmonijnie. Nie wiadomo, czy jest on środkowym napastnikiem, czy skrzydłowym, bo o jego grze decyduje personalna sytuacja zespołu. Szkoda go na takie rzucanie z pozycji na pozycję. Dawid ma pecha. Jego obecność w Lechu wypadła w okresie wyjątkowo burzliwym. Chaos rozwojowi nie służy. Nie tylko zresztą chaos…

W Warszawie w pierwszej połowie napastnikiem był Bille, w drugiej Robak. Nie ma wątpliwości, kto zagrał lepiej. Marcin wysłał w świat sygnał, że pogłoski o zmierzchu jego kariery są przedwczesne. Dowiódł, że jest nie tylko egzekutorem, potrafi też rozegrać piłkę, popisać się asystą. Trzeba jednak pamiętać, że czas nie pracuje na jego korzyść. Od Dawida Kownackiego jest starszy o małe 15 lat, jego karierę przerywały wymagające długiego leczenia kontuzje. Bille nie jest piłkarzem, któremu można powierzyć zadanie seryjnego zdobywania goli. To nie ten typ napastnika. Przydałby się bramkostrzelny zawodnik. Trener Urban wątpi, czy kogoś takiego otrzyma. Bardzo mu współczujemy. Sobie też.

Józef Djaczenko