Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Póki jeszcze jest co zbierać

włącz .

Rok temu, mimo fatalnego początku sezonu i spowodowanego pucharową klęską przesilenia w klubie, Lech został mistrzem Polski. Wydawało się, że najgorsze za nami, wystarczy tylko wykorzystać dobrą koniunkturę i ruszyć do przodu. W klubie rozsądnie prowadzonym pewnie tak by się stało. W Poznaniu jeszcze raz ogromna szansa przepadła, wielkie nadzieje zostały zaprzepaszczone. I nikt nie robi z tego problemu, jakby wszystko zmierzało we właściwym kierunku.

To nie koniec sezonu. Jeszcze można zdobyć ważne trofeum. Gdyby jednak piłkarzom Lecha, na przekór ich postawie w kilkunastu ostatnich meczach, udało się wznieść Puchar Polski, nikt nie potraktuje tego jako pełną rehabilitację. Nikt nie da się nabrać, że Lecha czeka świetlana przyszłość. To już nie te czasy, gdy można było urządzić na Starym Rynku imprezę, podczas której piłkarze otrzymają podziękowania za zaszczytne drugie miejsce w lidze i zaprezentowana zostanie nowa wielka gwiazda Kolejorza – Muhamad Keita.

Nie mamy pojęcia, jaki przekaz do kibiców popłynie z klubu po ostatnim meczu sezonu. Może nie być żadnego. Wszystko się rozmyje. Pozyskamy zawodników, którzy zastąpią odchodzących i w przyszłym sezonie jak zwykle powalczymy o mistrzostwo. Możemy też się oficjalnie dowiedzieć, że klub zmierza w dobrym, wytyczonym przez radę nadzorczą kierunku, nie podejmuje szalonych ruchów, lecz spokojnie, krok po kroku buduję potęgę. Po tylu niepowodzeniach, po latach klęsk i rozczarowań zabrzmi to jak szyderstwo, bo przecież wszyscy widzą, że nie ma tu żadnego planu ani spokojnego budowania, lecz chaos, którego przejawem jest wyrzucanie kolejnych trenerów. W strategię klubu wpisane zostało wdrażanie programów ratunkowych.

Niewielu kibiców przychodzi ostatnio na stadion. Oglądają puste trybuny, męczą się widokiem piłkarzy grających coraz gorzej. Jeśli nie nastąpią radykalne przemiany, będzie coraz gorzej. To oczywiste i całkowicie wytłumaczalne, że piłkarzom udziela się obowiązująca przy Bułgarskiej mentalność. Można ją delikatnie określić jako brak parcia na sukcesy, na zwycięstwa za wszelką cenę. Teraz już nie wystarczy sprowadzić nowych zawodników, czego zresztą i tak się nie uniknie, bo wielu graczy żegna się z Poznaniem. Kibice już nie uwierzą, że ludzie stojący za transferami Keity, Djouma, Claasena, Sisiego, Dudki, Robaka, Thomalli i innych z dnia na dzień zamienią się w futbolowych ekspertów.

Jesienią Jan Urban dokonał cudu. Zamienił rozbitą psychicznie, ciężko przestraszoną grupę ludzi w wygrywającą drużynę. Zdobył Florencję, przeniósł drużynę ze strefy spadkowej w górne rejony tabeli. Zimą nie można było nie wierzyć, że start w europejskich pucharach Lech ma pewny, a i w walce o mistrzostwo nie powiedział ostatniego słowa. To, co się wiosną stało, a zwłaszcza postawa drużyny w rundzie dodatkowej nakazuje zrewidować opinię o Urbanie jako trenerze. Drużyna przestała grać. Wszyscy piłkarze stracili formę akurat w najważniejszym momencie. Nie widać postępów w grze młodzieży. Kownacki nie zawojował ligi, jak mu to wróżono. Linetty wciąż się wybija ponad przeciętność, ale nie będzie błyszczeć, gdy drużyna ledwo zipie. Na domiar złego trener w trakcie meczu podejmuje decyzje nie przynoszące korzyści. W klubie, którego władzom zależy na wykorzystaniu potencjału i zrobieniu kroku do przodu, umowa z Janem Urbanem nie zostałaby przedłużona. Lech ma inne priorytety. Tu ceni się spokój. Na szukanie trenera przyjdzie czas, gdy wszystko zacznie się walić.

Klub szczyci się swoją Akademią. W przyszłości ma ona stanowić o sile Lecha i jego obliczu. Szanse rzeczywiście są na to wielkie, ale pod jednym warunkiem: że młodzi piłkarze będą się rozwijać także po wykonaniu najważniejszego kroku – w piłkę dorosłą. Dawid Kownacki to perełka. Trzeba go umiejętnie prowadzić i uczyć, uczyć, uczyć. A czego on się nauczy w drużynie targanej kryzysami, pogrążającej się w niewytłumaczalną niemoc? Powinien znaleźć się pod opieką dobrego trenera, mądrego dyrektora sportowego. Akademia produkująca piłkarskie gwiazdy powstanie tylko w klubie zarządzanym solidnie i z wyobraźnią. Nie tracę nadziei, że Lech takim kiedyś będzie.

Józef Djaczenko