Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Jak zostałem złym prorokiem

włącz .

Kilka miesięcy temu, kiedy Lech sięgnął dna tabeli napisałem w jednym z tekstów, że jedynym realnym celem dla Lecha w tym sezonie będzie walka o miejsce w pierwszej ósemce. Gdy po zmianie trenera Lech zaczął wygrywać i w ekspresowym tempie wędrował w górę tabeli, zacząłem rozważać możliwość odszczekania tych przewidywań i przyznania się do braku kompletnego pojęcia na temat piłki kopanej.

Obserwując jednak sytuację powstrzymałem się przed tak drastycznym krokiem, pomimo buńczucznych wypowiedzi przedstawicieli zarządu klubu o możliwej obronie tytułu, a już na pewno o miejscu na podium i starcie w europejskich pucharach. Z uporem maniaka trwałem w swoim przeświadczeniu patrząc na politykę kadrową klubu, nowe transfery i grę zespołu. Podtrzymywałem swoją kasandryczną wersję wydarzeń pomimo kupna napastnika, pozostania Linettego i zapowiedzi wprowadzania do gry zdolnej młodzieży oraz coraz lepszej sytuacji finansowej klubu. Mecz ze Śląskiem definitywnie potwierdził, że miałem rację.

Nie mam z tego tytułu żadnej satysfakcji. Wolałbym lepszą grę Lecha kosztem mojego przyznania się do nieznajomości zagadnienia, o którym piszę i pokajanie się przed Czytelnikami za moje czarnowidztwo. Niestety, ten czarny scenariusz się sprawdza i na nic tu zaklinanie rzeczywistości, że przecież pucharów jeszcze nie straciliśmy, bo Zagłębie Sosnowiec jest do przejścia, a Legia nie taka znowu straszna i dzięki Pucharowi Polski znowu możemy zaistnieć w Europie. Ja jednak widzę to trochę inaczej i obym się mylił! Zagłębie na mecz z Lechem napina się maksymalnie. Dla tego zasłużonego klubu jest wreszcie realna szansa powrócić na piłkarskie salony i można być pewnym, że będzie to w Sosnowcu mecz roku. Jeżeli Lech awansuje do finału, to tam będzie czekać na niego Legia, która zrobi wszystko, aby rok jubileuszu klubu uczcić dubletem. Tak więc szansa na grę w Europie poprzez Puchar Polski nie wygląda zbyt obiecująco. 

I tu spełnia się moje wcześniejsze czarnowidztwo o walce o miejsce w ósemce jako głównym celu na ten sezon. Biorąc pod uwagę przedstawiony wyżej scenariusz, zaryzykuję odporność Czytelników na stres i pociągnę swoją wizję Kasandry. Brak startu w pucharach to mniejsze wpływy do klubowej kasy, a to z kolei powód do zrezygnowania z letnich transferów. Brak Karola Linettego w meczach końcówki sezonu ogranicza możliwość pokazania go skautom, co niewątpliwie obniża jego wartość rynkową. Szansą pokazania się może być dla niego Euro, ale najpierw musi się załapać do kadry i zagrać we Francji. Nie wyleczona kontuzja i brak gry mogą tu pokrzyżować plany zawodnika i klubu. A więc znowu będzie mniej kasy na transfery. Gra o miejsce w środku tabeli zupełnie nie satysfakcjonuje kibiców Lecha, a to przełoży się na frekwencję, co znowu obniży dochody klubu, który zaczyna wpadać w lotniczy korkociąg, czyli lot spiralny w dół. Oby nie do ostatecznej katastrofy.

Jednak patrząc na grę Lecha za Śląskiem, jego skład i ławkę rezerwowych, trudno być optymistą. Żal mi było trenera Urbana, który mając czterech obrońców na ławce i bramkarza nie miał żadnego ruchu w kierunku zmiany gry ofensywnej zespołu. To efekt żmudnego procesu budowy zespołu, który ma walczyć o tytuł i europejskie puchary (sarkazm). Najlepszym obrazkiem ducha tego zespołu był widok wirtualnego napastnika Robaka, który w czasie meczu, siedząc w ciepłej kabinie obok trybuny prasowej, znudzony bawił się smartfonem, nie poświęcając zbyt wiele uwagi walce swoich kolegów na boisku. Inni kontuzjowani zawodnicy (Linetty, Pawłowski, Kownacki) byli na dole przy ławce rezerwowych, bo są częścią tego zespołu nawet jeśli nie grają. To świadczy o zaangażowaniu tego piłkarza (?) w życie drużyny i dobrej charakterystyce jego osobowości, którą posłużono się przy decyzji o sprowadzeniu go do Poznania.

Nie pamiętam, kiedy była sytuacja, że na mecze reprezentacji nie powołano żadnego piłkarza z Lecha. Opowiadanie ilu to reprezentantów wyjechało na mecze swoich drużyn narodowych jest zwykłą manipulacją. Do pierwszej reprezentacji Polski nie wyjechał NIKT. Reszta to piłkarze grający w drużynach, które są europejskimi średniakami (w przypadku Finlandii to komplement). Z młodzieżowców tylko Kownacki grywa w pierwszym zespole i to często z konieczności, a nie dlatego, że na to zasługuje. Świadczy to o sile kadrowej tego zespołu, a raczej o jej braku. Naprawdę, trudno tu o optymizm.

Kończąc wypada mi westchnąć: obym był złym prorokiem...

Ryszard Rostkowski