Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Stan chroniczny

włącz .

Nikt nie wie, czy druga pod rząd ligowa porażka, jaką w niedzielę poniósł Lech, zwiastuje serię kolejnych fatalnych zdarzeń, za sprawą których drużyna wyląduje w okolicach strefy spadkowej, czy też możemy liczyć na odrodzenie się i serię zwycięstw. Z Lechem wszystko jest możliwe, klub odbija się od ściany do ściany, kibice nie mają pojęcia, czego się spodziewać, a najbardziej ich boli to, że są z tym wszystkim sami. Tylko oni jeszcze się przejmują sytuacją drużyny. Władze klubu – cokolwiek by się nie działo – zachowują się tak, jakby wszystko zaplanowały, obrały słuszny kierunek, więc nie czują się w obowiązku reagować na wydarzenia.

Wśród ludzi zajmujących się polskim futbolem nie ma osoby, która nie wie, jak na wyjazdach gra Jagiellonia. Agresywna i ambitna postawa, odbieranie piłki i wyprowadzanie kontr – to główna siła tej młodej, ale umiejętnie, za niewielkie pieniądze budowanej i mądrze prowadzonej, pozbawionej gwiazd drużyny. A jednak piłkarze Lecha wydawali się zaskoczeni taką postawą przeciwnika. Nie potrafili mu się przeciwstawić. Nie dość, że „ciekawie” zestawiona obrona znów nie zdała egzaminu, to brakowało pomysłu na ofensywę. Kownacki starał się, jak mógł, ale w pojedynkę, bez wsparcia drugiej linii, niczego zdziałać nie mógł. I tak dobrze, że jest zdrowy, więc trener nie musi szukać zastępstwa dla napastnika.

Zespół pojedzie teraz do Zabrza, gdzie Górnik będzie chciał pójść w ślady Podbeskidzia, bo jeżeli się odrodzić, to najlepiej w meczu z zawodzącym na całej linii, walczącym z własnymi słabościami mistrzem Polski. W niedzielę do Poznania przyjedzie Cracovia, którą jeszcze trudniej będzie pokonać, a trener Jacek Zieliński już nie jeden raz upokorzył swój były klub. Jan Urban stoi przed nie lada wyzwaniem. Niby ma prawie 20 zdolnych do gry zawodników, ale trudno zrobić z nich wygrywającą, groźną dla rywali drużynę. Linetty w jednym meczu spisuje się rewelacyjnie, wyprowadza kolegów na dobne pozycje, by w kolejnym skupić się na szarpaninie z agresywnie poczynającym sobie przeciwnikiem. Rolę „dziesiątki” mógłby pełnić zawodnik, który jednym udanym zagraniem potrafi zmienić oblicze meczu – Jevtić. Nie dość jednak, że nie ma najwyższej formy, to trener powątpiewa w jego możliwości, nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł. Ma zresztą większe zmartwienia niż forma Jevticia, choćby beznadziejną grę obronną całej drużyny.

Nie wiemy, w jaki sposób – i czy w ogóle – zarząd klubu zareaguje na tę sytuację. Nie mamy pojęcia, czy stawia cele przed drużyną, czy też zajmuje się innymi sprawami. Podobnie w ostatnich latach działo się w tym klubie niejeden raz i rzadko nie kończyło się to katastrofą. Następował poważny kryzys, jedynym ratunkiem było zatrudnienie nowego trenera, by ten wydobył drużynę z otchłani. Nigdy jeszcze nie nastąpiło coś, na co wszyscy czekamy: faktyczny rozwój. Nie ma sukcesywnego i fachowego budowania drużyny. Przede wszystkim jednak nie widać głodu sukcesu. Przekonania, że nie ma innych celów niż te najwyższe. W ten sposób ciężko zarobione pieniądze nie są wykorzystywane tak, jak powinny – na autentyczne wzmacnianie zespołu, który swoimi sukcesami zbuduje klub, zapewni mu coraz lepszą egzystencję.

Jedyny pozytyw ostatniego meczu do debiut kolejnego wychowanka – Kamila Jóźwiaka. Rośnie nam świetny skrzydłowy. Świadczy to o prawidłowym kierunku, jaki obrała klubowa Akademia. Najwyższa pora na to, by jej wychowankowie odnosili prawdziwe sukcesy, przynajmniej od czasu do czasu trafiali do wielkich klubów. Najbliższy tego jest Karol Linetty, a pomogą mu w tym udane występy na Euro 2016. Karolowi udaje się to, co stało się przekleństwem innych utalentowanych piłkarzy – dobre wejście do dorosłego futbolu. Piłkarska nadzieja zamieni się w wartościowego zawodnika tylko wtedy, gdy ma szczęście do mądrych trenerów i dyrektorów sportowych.

Podczas ostatniego meczu kibice dali wyraz temu, że klub to oni. Nie dziwię im się. Obserwują, jak z roku na rok, niezależnie od tego, czy zdarzy się po drodze jakiś sukces, klub dołuje. Działa tak, jakby celem jego władz było wygaszanie dobrej atmosfery, zmniejszanie zainteresowania. Poczucie tymczasowości weszło w stan chroniczny, nikomu już nie przeszkadza. Wszystko to przekłada się na mniejsze wpływy do budżetu, bo przecież – jak to kiedyś zgrabnie ujął prezes Jacek Rutkowski – klub sprzedaje emocje. Miał chyba na myśli te pozytywne emocje, a ostatnio zaczyna ich brakować. Pojawiają się te złe, na które nie ma popytu. Tak wytrawny biznesmen powinien jak najszybciej uzdrowić sytuację.

Futbol to specyficzny rodzaj biznesu. Bardziej niż gdziekolwiek indziej potrzebne jest tu doświadczenie w zarządzaniu, wyczucie, ocena umiejętności, znajomość ludzkiej natury. Drużyny piłkarskiej nie zbuduje amator. To nie maszyna, ale żywi ludzie, zbiór różnych indywidualności. Amatora stać tylko na wymianę trenera w kryzysowej sytuacji i na liczenie, że ten wyprowadzi klub na prostą, przynajmniej na jakiś czas. To nie jest rozwój. To jest marnowanie własnego potencjału i pieniędzy, za które – wykorzystując markę, jaką dla Wielkopolski jest Lech – można zbudować prawdziwą potęgę.

Józef Djaczenko