Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dlaczego nie szanują siebie i nas?

włącz .

Piłkarze Lecha znów się skompromitowali, załamali swoich kibiców. I znów ujdzie im to na sucho, więc za jakiś czas, niezależnie od tego, kto wtedy będzie trenerem, zrobią nam ten sam numer. Kiedyś mogliśmy podejrzewać, że historyczne klęski wynikały z braku doświadczenia Mariusza Rumaka. Potem także Maciej Skorża nie potrafił się przed nimi obronić. W czasach Jana Urbana nie mamy już wątpliwości. To nie kwestia tego czy innego trenera. To skutek złego zarządzania drużyną, amatorskiego jej prowadzenia.

O Lechu mówi się, że to klub markowy. Zawsze walczy o najwyższe cele, nie satysfakcjonuje go środek tabeli. Dla setek tysięcy Wielkopolan jest symbolem ich regionu. Poznaniacy są dumni, że mają taki klub, że dzięki niemu stają się rozpoznawalni w Europie. Władze Lecha chwalą się dobrym, biznesowym zarządzaniem, stabilnym i bezpiecznym budżetem. Tymczasem ani właściciel, ani zarząd nie reagują na wydarzenia psujące tę markę. Wszyscy już wiedzą, że Lech może w dowolnym stosunku przegrać z najsłabszym rywalem i tylko kibice wykażą oburzenie. Oderwani od rzeczywistości korporacyjni marketingowcy wymyślają w tym czasie hasła, których nikt nie traktuje poważnie, takie jak „mocni razem”.

Piłkarze Lecha potraktowali mecz z Podbeskidziem dokładnie tak, jak inne niesławne spotkania. Nie podjęli walki. Nie walczyli. Nie biegali. Schowali się na własnej połowie i markowali grę. Nie zrobili niczego, by pokonać aktualnie najsłabszą drużynę w lidze. Dopiero w drugiej połowie, prawdopodobnie po wysłuchaniu opinii trenera na swój temat, zaczęli grać w piłkę i natychmiast okazało się, że Podbeskidzie jest drużyną dużo gorszą. Ambicji wystarczyło jednak tylko do zdobycia wyrównującej bramki. Potem nastąpiło powielanie starych błędów.

Za zachowanie poprzedzające stratę pierwszej bramki piłkarz Arajuuri powinien usiąść na ławce i spędzić na niej co najmniej kilka tygodni. Trener ma kim go zastąpić, a taki przykład dobrze by wszystkim zrobił. To samo powinno spotkać wszystkich, którym się nie chce celnie podać na kilkanaście metrów. Można sobie pozwolić na takie sankcje, bo drużyna i tak w lidze nie walczy już o nic. Najwyższa pora, by pokazać piłkarzom, że w Lechu nie ma miejsca dla tych, co udają zaangażowanie. Gdyby klub zareagował właśnie w ten sposób, zyskałby nie tylko zrozumienie, ale i szacunek kibiców. Wolą oni taką reakcję niż stwierdzenia, że przecież porażki się zdarzają i że mocni razem.

Wydawało się, że po ostatnim spotkaniu z kibicami zarząd Lecha odzyskał dużą część zaufania, że drużyna rozpoczyna kolejną długą serię zwycięstw, która zaprowadzi ją co najmniej na ligowe podium. To, co wydarzyło się w Bielsku-Białej rujnuje wszystko – atmosferę wokół klubu, nadzieje kibiców, wiarę w trenerską klasę Jana Urbana. Najgorsze, co się teraz może wydarzyć, to powielenie błędów z poprzednich sezonów i schowanie głowy w piasek. To już było. Właśnie takie podejście do drużyny, lekceważenie odczuć kibiców powodowało kolejne klęski, już nie historyczne, bo przecież powtarzalne. Tu nie chodzi o działania pod publiczkę, a o ratowanie twarzy. Ligowy sezon i tak jest stracony. Gorzej już nie będzie. Trzeba walczyć, by podobne podejście panów piłkarzy do meczu już się nie powtórzyło, by wiedzieli, że niesie to wymierne koszty.

Jeżeli po blamażu w Bielsku-Białej nic się nie zmieni, będziemy mieli pewność, że w tej zabawie wcale nie chodzi o dobry wynik, o sportowy sukces. Nie można go osiągnąć, gdy nie spełni się dwóch warunków: nie sprowadzi się do drużyny dobrych piłkarzy i drużyna ta nie będzie walczyć z najwyższym zaangażowaniem. Polska liga jest słaba. Nie ma tu wielu wybijających się nadzwyczajnymi umiejętnościami zawodników. Wygrywać może każdy, kto stosuje przemyślaną taktykę, a przede wszystkim wykazuje ambicję. Ostatnia drużyna w tabeli może zdemolować mistrza kraju, gdy temu nic za to nie grozi.

Józef Djaczenko