Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Gdyby nie zniechęcili, nie musieliby zachęcać

włącz .

Podczas meczu Lecha z FC Basel można wspomóc Polaków z Kresów zabierając ze sobą chemię gospodarczą, środki higieny, żywność długo zachowującą świeżość, odzież, obuwie, pieluchy. To wspólna akcja klubu i kibiców, warto odpowiedzieć na ich apel. Szkoda tylko, że tłumu kibiców nie można się spodziewać. Prawdopodobnie zajęte będzie co czwarte krzesełko, co jest wynikiem kilku niesprzyjających okoliczności. Dużą część winy za obecną sytuację muszą na siebie wziąć władze Lecha.

Podczas przedmeczowej konferencji prasowej trener Jan Urban żałował, że nie będzie piłkarskiego święta, bo nie wszystko zależy od jego drużyny. Zwycięstwo nad renomowanym przeciwnikiem nie zapewnia awansu, trzeba jeszcze liczyć na cud we Florencji. Byłoby inaczej, gdyby Lech wygrał poprzedni mecz w Lizbonie, zaczął go jednak z najlepszymi ofensywnymi zawodnikami na ławce rezerwowych, bo za trzy dni trzeba się było zmierzyć na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Weszli na boisko na ostatnie minuty, nie zdołali zdobyć decydującej bramki.

Trener Urban, w przeciwieństwie do prezesa klubu, przynajmniej nie ogłaszał, że drużyna odpuszcza puchary, bo ważniejsza jest liga. Zapewniał, że Lech poważnie podchodzi do wszystkich rozgrywek. We Florencji szczęście było po jego stronie, bo sensację sprawiła drużyna z Thomallą i Holmanem w wyjściowym składzie. Inna sprawa, że bramki zdobyli zmiennicy, piłkarze lepsi od tych, co grali od początku. Poprzednik obecnego trenera bał się stosowania rotacji wychodząc ze słusznego złożenia, że piłkarze lepsi mają większe szanse na sukces niż słabsi. Jan Urban dowiódł, że futbol to nie matematyka, nie ekonomia, gdzie wszystko musi się bilansować.

Gdyby nawet wyjście z grupy zależało od Lecha, stadion i tak by się w czwartkowy wieczór nie zapełnił tak, jak przed pięciu laty. Sytuacja się zmieniła, przez ten czas klub zrobił wiele, by fanów zniechęcić. Zatrudniał trenerów, którzy nie mieli szans na odniesienie sukcesów i wbrew powszechnym oczekiwaniom trzymał się ich w nieskończoność nie reagując na historyczne klęski, za nic miał męki i frustrację kibiców. Fani Lecha są cierpliwi, dowiedli tego w poprzednich dekadach wspierając klub pogrążony w długach, właściwie skazany już na upadek. Wierzyli, że los się odmieni. Teraz natomiast widzą, że pozostali sami, że tylko dla nich Kolejorz jest czymś dużo ważniejszym niż pierwsza lepsza korporacja. Władze Lecha musiałyby teraz dużo, bardzo dużo zmienić, by przekonać fanów do siebie.

Pięć lat temu bilet na pucharowe mecze kosztował stówę, ale był właściwie nie do zdobycia. Pracownicy klubu bronili się przed ludźmi walczącymi o wejściówkę. Nikomu nie przeszkadzało, że mecz odbywa się późno, więc trudno zabrać dzieci i dojechać z odległych od Poznania miejscowości, że pogoda niepewna albo wręcz arktyczna. Dziś bilet można bez problemu kupić za kwotę zbliżoną, ale jednak trochę niższą, a klub prowadzi akcje promocyjne, rozdaje dla zachęty wejściówki, nagrywa (świetne skąd inąd) filmiki z trenerem Urbanem w roli głównej. Jak wiadomo, najlepszymi specami od marketingu są piłkarze, ale tylko wtedy, gdy wygrywają. Nie trzeba byłoby prowadzić wszystkich tych akcji, gdyby kibice wiedzieli, że właściciel klubu ma takie same priorytety, że na kluczowych stanowiskach zatrudnia fachowców. Teraz pozostaje nam nadzieja, że fani przyjdą w miarę licznie na stadion, a wielu z nich nie zapomni o mieszkających na Wschodzie rodakach.