Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Dokąd zmierza nasz Kolejorz?

włącz .

Przed Lechem ostatni w tym roku maraton meczów. Zacznie się w czwartek pucharowym rewanżem z Zagłębiem Lubin. Zakończy cztery dni przed wigilią Bożego Narodzenia wyjazdowym ligowym spotkaniem w Gliwicach. W czasie nieco dłuższym niż miesiąc trzeba rozegrać dziewięć trudnych spotkań, w tym dwa w Lidze Europy. Kto wie, kiedy Lech będzie miał okazję ponownie pokazać się w  Europie. Być może dopiero w 2017 roku, jeżeli jeszcze przed świętami nie uda się radykalne zmniejszenie strat do ligowej czołówki.

Do bardzo trudnych i często rozgrywanych meczów Lech przygotowuje się w składzie okrojonym. Jak zwykle oddał wielu zawodników różnym reprezentacjom. W czasach poprzedniego trenera z reguły przegrywał pierwsze spotkania po takich przerwach. Jan Urban wiele zmienił w prowadzonej przez siebie drużynie, więc jest nadzieja, że w czwartek bez problemu wywalczy ona awans w Pucharze Polski, skutecznie broniąc zaliczki z Lubina. Nowy trener nie jest jednak cudotwórcą i niewiele osiągnie w obecnej sytuacji kadrowej. Przez całą jesień zespół musi sobie radzić bez choćby jednego prawdziwego napastnika.

Sprowadzenie do Poznania Robaka było decyzją nieprzemyślaną. Wystarczyło sprawdzić, jak długo ten zawodnik leczył urazy w poprzednich klubach, a nie jest już człowiekiem młodym. Inna sprawa, że nawet zdrowy Marcin Robak nie jest napastnikiem na miarę Lecha Poznań. O „klasie” Denisa Thomalli żal już nawet wspominać. Trener chwali go za pracę, jaką wykonuje w środku pola przeszkadzając rywalowi w wyprowadzaniu ataków, ale kibice widzą, że ten zawodnik biega bez sensu po całym boisku, robi dużo zamieszania, ale nie ma go tam, gdzie mógłby stworzyć zagrożenie bramkowe (o ile udałoby mu się opanować piłkę jedną nogą).

To, co się stało z drużyną, która jeszcze w 2010 roku wydawała się mieć świetlaną przyszłość pokazuje prawdę znaną nie tylko w futbolu. Ważnych decyzji kadrowych nie mają prawa podejmować ludzie pozbawieni doświadczenia, kwalifikacji. W Lechu wszystko odbywało się nie tak, jak trzeba. Drużynę obejmowali niewłaściwi trenerzy, a kiedy stawało się jasne, że nie będzie z tego niczego dobrego, klub wolał narażać się na straty finansowe, sportowe i wizerunkowe niż dokonać zmiany na kluczowym stanowisku. Kryzys narastał, do klubu przychodzili przypadkowo dobrani piłkarze i nawet zdobycie mistrzowskiego tytułu nie zapobiegło całkowitemu rozkładowi drużyny.

Jeżeli nawet Lechowi uda się zdobyć Puchar Polski albo jakimś cudem, dzięki skutecznemu pościgowi zająć w lidze miejsce w pierwszej trójce, ten sezon zapisze się w historii klubu jako kuriozalny. Przy Bułgarskiej prawie nic nie funkcjonuje tak, jak powinno. Władzom Lecha nie daje do myślenia nawet to, że za sprawą fatalnej frekwencji na atrakcyjnych meczach pucharowych uciekają pieniądze, że kibicom coraz trudniej przychodzi identyfikować się ze swoim klubem. Światły właściciel niewłaściwie funkcjonującej firmy nie chowa głowy w piasek i nie udaje, że wszystko jest na swoim miejscu i że wszyscy zajmują się tym, do czego się nadają. Niebawem przekonamy się, w którym kierunki zmierza Lech Poznań.