Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Duch drużyny wrócił, ale przyszłość Lecha wciąż jest niewiadomą

włącz .

Nie wiemy, jak drużyna pokaże się nam w następnych meczach. Nie mamy też pojęcia, jak by się spisywała, gdyby nie grała dwóch pod rząd trudnych meczów na obcym terenie, gdzie główną uwagę trzeba było poświęcać obronie. I we Florencji, i w Warszawie zmartwieniem trenera i piłkarzy nie było prowadzenie gry, odrabianie strat. Wystarczyło martwić się o utrzymanie korzystnego wyniku. Odnowiona mentalnie drużyna poradziła z tym sobie bardzo dobrze.

Oba spotkania przekonały, jak wiele dotychczasowemu Lechowi brakowało w defensywie, jak nieudolnie była ona ustawiona, jak wielka panowała beztroska. Nadal brakuje defensywnej jakości, ale przynajmniej zespół zaczyna przypominać monolit. Znacznie gorzej wychodzi mu wyprowadzanie piłek do przodu, zastępujący Kamińskiego Kadar popełniał w tym elemencie błąd za błędem sprowadzając na kolegów niebezpieczeństwo. Nadal brakuje spokoju, a dla kilku piłkarzy, szczególnie dla Ceesaya i Arajuuriego jedynym defensywnym remedium jest wycofywanie piłek do bramkarza lub „nowoczesne” wykopnięcie jej poza boisko.

Ciekaw jestem, jak drużyna będzie się spisywać w meczach, gdy konsekwencja w ofensywie też będzie potrzebna, nie wystarczy zamurować bramki. Mecz z Ruchem pokazał, że Lech Urbana potrafi się podnieść, stać go na odrobienie dwubramkowej straty. Nie stanowi dla niego problemu zmuszenie przeciwnika do obrony, ciągle ma jednak problemy ze skutecznością. Nie ma się co dziwić, gdy latami obserwowani napastnicy (tacy jak Nikolić) okazują się zbyt słabi, by zasilić Lecha, a klub sprowadza weteranów z problemami zdrowotnymi (Robak). Obecny trener nie ponosi winy za głupie decyzje. Także poprzedni, bo choć miał wpływ na transfery, to przecież ich nie firmował, wszak nie był ani prezesem, ani wiceprezesem, ani tym bardziej właścicielem klubu.

Zadaniem Jana Urbana było wyciągnąć drużynę z bagna. Wydaje się, że jest na dobrej drodze. Postawił na skuteczność w gromadzeniu punktów, zjednoczył piłkarzy, odbudował morale. Nawet nie próbuje udawać, że stać ją na piękny futbol. Najważniejsze, że Lech powolutku wstaje z kolan. Lista mankamentów jest bardzo długa, w grze brakuje jakości, proces budowy drużyny grającej tak, jak w najlepszych czasach potrwa. Nikt dziś nie przewidzi, czy Lech znów kiedyś będzie czołową drużyną ligi, czy też wpadnie w kolejne kryzysy. Gdy klub, a zwłaszcza sportowa jego część zarządzana jest amatorsko i chaotycznie, gdy brakuje konsekwencji i wyczucia w budowaniu drużyny, możliwy jest każdy scenariusz, a kibice skazani są na życie w tymczasowości.

Józef Djaczenko