Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Korekta celu

włącz .

Najpierw celem była obrona tytułu i awans do Ligi Mistrzów, który szybko zastąpiony został awansem do fazy grupowej Ligi Europy. Potem priorytetem stała się liga i walka o pucharowe miejsce. Po zmianie trenera zaczęto mówić o walce o miejsce w górnej połówce tabeli. Od dzisiaj został już tylko cel ostatni i ostateczny:  walka o pozostanie w Ekstraklasie. Cała reszta przestaje istnieć w sytuacji, gdy ekstraklasowy byt jest bardzo poważnie zagrożony.

Mecz z Ruchem nie był cudem przemiany Lecha, bo takich cudów nie ma. Lech grał to, co zwykle w ostatnich trzech miesiącach, czyli wielkie nic. Jan Urban wysyłając na trybuny Robaka, Thomallę i Tetteha jasno określił skuteczność klubowego skautingu i pomysłu trenera Skorży na bycie drugim Wengerem. Po meczu wiadomo, że jedynym napastnikiem w klubie jest... Jan Urban. Trzeci z nominalnych napastników, Dawid Kownacki wszedł na drugą połowę i nic dobrego nie pokazał. Marnował nieliczne sytuacje, źle podawał, strzelał Panu Bogu w okna. Na dzisiaj to napastnik tylko tytularny i jeszcze do tego wykazujący cechy młodego, zmanierowanego kandydata na lokalnego gwiazdora. 

Dobrze, że obraz telewizyjny nie trafia na stadionowe telebimy, bo obrazek rozbawionego prezesa Klimczaka w sytuacji gdy jego drużyna przegrywa, mógłby zagotować stadionowy kocioł. Kibice pokazali, że są z drużyną i dają jej kolejną ratę kredytu. Nie wiem tylko jak ocenić kolejne racowisko na początku drugiej połowy - jako przerwę wybijającą piłkarzy z rytmu, własną zabawę bez względu na to co się dzieje na boisku czy kolejny kosztowny dla klubu psikus? O grze Lecha pisać nie ma co, żeby nie powtarzać tego, co zostało już napisane w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni. Ten remis nie jest sukcesem. Jest kolejną porażką, bo stracono dwa punkty. Lech nadal jest dawcą punktów. Już dzisiaj możemy zacząć liczyć ile trzeba tych punktów uciułać, żeby zostać w Ekstraklasie.

Na transfery w zimie nie ma co liczyć, bo trzeba spłacić Skorżę a frekwencja jest żałosna. Więc skąd brać pieniądze? Można kogoś sprzedać, ale to będzie już tylko gwóźdź do trumny tego zespołu. Sytuacja jest trudna i wymaga szerszych zmian w klubie, nie tylko zmiany trenera. W profesjonalnym klubie - a za taki chce uchodzić Lech - ważną funkcję pełni dyrektor sportowy, często były - nierzadko - wybitny piłkarz. Wzorem mogą być tutaj kluby Bundesligi. Zarządzać klubem mają ludzie znający się na piłce a nie urzędnicy czy księgowi. Niestety, Lech nie dostrzega tych aspektów sprawy. Klubem zarządza księgowy i synek właściciela. Oni też decydują o sprawach sportowych. Efekty tego mamy. Co jeszcze musi się wydarzyć, aby zmiany w klubie były głębsze i dające wiarę w przyszłość?

Ryszard Rostkowski