Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Ciszej nad tą trumną!

włącz .

To jedyny tytuł, jaki przychodzi mi do głowy po obejrzeniu meczu z Podbeskidziem. W zacnym gronie z humorem komentowaliśmy rozwój wydarzeń na boisku. Potem towarzystwo zamilkło. Potem – czyli po 70 minutach gry. Bo przecież początek był obiecujący – dwie ładne akcje i... bramki nie było. A powinna być! Dalej szło jak zwykle. Ataki Lecha słabły, goście czuli się coraz pewniej i nieszczęście wisiało w powietrzu. W końcu stało się to co było nieuchronne. Bramka dla gości, owacja kibiców i załamanie Lecha.

Zamiast drużyny, która trzy miesiące temu zdobyła mistrzostwo Polski walcząc do końca zobaczyliśmy facetów przerażonych, którym strach spętał nogi, odebrał zdolność podejmowania decyzji, a piłka stała się gorącym kartoflem, którego trzeba było się jak najszybciej pozbyć. Niezrozumiałym jest jak można było w tak krótkim czasie rozłożyć na łopatki zgrany kolektyw. Mówienie przez trenera, że czekamy na Jevticia i Robaka, którzy dadzą nową jakość jest rozpaczliwym zasłanianiem się przed dramatyczną rzeczywistością. Jevtić przed kontuzją siedział na ławce a Robak też już nic nowego nie wniesie.

Żal mi było patrzeć na rozpaczliwe próby wyprowadzania akcji ofensywnych przez Kamińskiego. Żal mi było Paulusa nawołującego do ataku. Żal mi było czterech Lechitów wymieniających między sobą podania w polu karnym przeciwnika, bo żaden z nich nie odważył się strzelać. Tak, przy całej wściekłości za styl, za przegraną, za stracone punkty, za wstyd – mnie było ich żal. Tak zwyczajnie i po ludzku. Przecież większość z nich wielokrotnie pokazywała, że w piłkę potrafią grać. Co więc się stało, że teraz byli tak rozpaczliwie bezradni? Jedno jest pewne: trzeba jak najszybciej pomocy psychologa. Bez pracy nad głowami tych chłopaków oni będą przegrywać wszystko. Panu prezesowi, który kryzysu nie widzi a psychologa poleca dziennikarzom zalecam wizytę u psychiatry i dłuższy urlop zdrowotny. Dla dobra klubu.

A teraz tytuł, ciszej nad tą trumną! Tak! Ciszej, dotyczy to zwłaszcza kibiców. Teraz możecie pokazać, że jesteście z drużyną. Nie rycząc swoje przyśpiewki, nie szydząc z piłkarzy, nie „wizytując” treningi, nie wygwizdując ich bezlitośnie, ale dając im spokój. Bo tylko spokój pomoże im wyjść z dołka. Spokój wokół nich i pomoc psychologa. To najważniejsze metody na wyjście z tego kryzysu. Szkoda, że trener nawet się nie zająknął na ten temat. Same treningi to nie wszystko. Oni nie zapomnieli gry w piłkę, ale noga musi słuchać głowy. A głowa ma problem – nie wytrzymuje presji.

Nie chcę już oglądać Lecha przypominającego skopanego psa, który przyjmuje razy i ginie krwawiąc. W sobotę Lech krwawił na boisku, był bezradny i bezbronny. Pomóżmy mu powstać z kolan, dajmy mu wsparcie i nie wymagajmy cudów. Oni są w stanie znowu wygrywać. Muszą tylko zacząć wygrywać w swoich głowach.

Ryszard Rostkowski