Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Legendę Kolejorza mają za nic

włącz .

Okno transferowe za nami. W ostatniej chwili Lech pozyskał Macieja Gajosa. Nie wiemy, czy wychowanek Rakowa Częstochowa spełni oczekiwania wszystkich liczących, że Lech szybko wydobędzie się z bagna, w jakim się znalazł wskutek wielu złych decyzji i nieprofesjonalnej postawy piłkarzy. Jeżeli nawet jako jedyny z pięciu letnich nabytków okaże się wzmocnieniem, to i tak obraz tego, co się wyprawia w tym klubie, pozostanie beznadziejny. Nie zmienią tego żadne zaklęcia, żadne akcje marketingowe i tradycyjne próby przeczekania problemu.

W środę nowego piłkarza zaprezentuje prezes Lecha Karol Klimczak. Jeżeli wszystko odbędzie się tak, jak dotychczas, czyli jeżeli prezes zapewni, że wzmocnioną o pięciu bardzo dobrych graczy drużynę stać na wszelkie sukcesy w lidze i w pucharach, to potwierdzi się, że przy Bułgarskiej tylko mówi się przy każdej okazji o wyciąganiu wniosków. Teraz, po pięciu kompromitujących ligowych porażkach, jest za późno na takie gadanie. Nikt już nie wierzy władzom Lecha, nie ma krzty zaufania do fachowości ludzi decydujących o kształcie zespołu.

Prezes z pewnością nie uniknie odpowiedzi na pytanie, które od niedzieli stawiają sobie zdezorientowani kibice. Dlaczego odchodzący z Bundesligi Sławek Peszko nie trafił do Lecha tylko do Lechii? Czyżby był mniej doświadczonym piłkarzem niż Dariusz Dudka? A może mniej przebojowym niż Thomalla i Robak razem wzięci? Zdaniem kibiców, można spodziewać się jednego z następujących wytłumaczeń: „Obserwujemy wielu skrzydłowych, ale Sławek Peszko nie jest dla nas pierwszym wyborem, mamy na oku lepszych”. „Działamy według określonego planu, nie podejmujemy decyzji z dnia na dzień. W tym planie Peszki nie było”. „Sławek Peszko nie pasuje do naszej drużyny mentalnie”. I tak dalej, i tak dalej…

Specjalnością Lecha od pięciu lat są regularne blamaże. Brak zaangażowania piłkarzy i pomysłu na grę, odpadanie z Pucharu Polski po meczach z drużynami niższych lig, kompromitujące polski futbol klęski w meczach z Litwinami i Islandczykami, serie ligowych porażek spadają na kibiców raz po raz niezależnie od tego, czy trenerem jest Bakero, Rumak, czy Skorża. Zawsze – zawsze! – pozostają bezkarne. W takich sytuacjach zwykle winimy piłkarzy za brak ambicji, trenerów za brak kontroli nad drużyną. To jednak nie są wszyscy odpowiedzialni za ten stan rzeczy.

Ryba, jak wiadomo, psuje się od głowy. W każdej spółce rada nadzorcza po historycznej klęsce, po utracie twarzy przez firmę natychmiast myśli o wdrożeniu programu naprawczego, o ratowaniu się przed powtórką w przyszłości, a przede wszystkim o zatrudnieniu prawdziwych, a nie udawanych specjalistów od zarządzania. Nie jest do pomyślenia, by ludzie mający na sumieniu tak wiele tak okropnych klęsk ciągle sprawowali rządy, w dalszym ciągu trwonili pieniądze na nieudane transfery, by nie dostrzegali powagi sytuacji, do której doprowadzili.

Lech Poznań to nie jest spółka produkująca towary, które albo się sprzedadzą, albo nie. Dla tysięcy, tysięcy osób jest to wartość najważniejsza, jedyna w swoim rodzaju. Lech jest symbolem regionu. Jak długo Wielkopolanie mogą tolerować to, co się wyprawia z tym symbolem? Jak długo można wysłuchiwać frazesów o planach długofalowych, biznesowym zarządzaniu, równoważeniu budżetu? Jestem w równym stopniu ciekaw i reakcji kibiców na krzywdę, jaką im wyrządzono, i tego, co ma im teraz do zakomunikowania prezes ich Lecha.

Klub oszczędza na drużynie, nie chce przepłacać, ale zatrudnia ludzi zajmujących się marketingiem i tysiącami innych spraw. Wszystkie te rzeczy są ważne, ale nie tak, jak drużyna. Kibice śmieją się, że czołowy polski klub szybko zaprezentował koszulki piłkarzy na nowy sezon, ale nie pochwalił się, że zadbał tylko o komplet niebieski. Gdy przyjdzie grać na biało, sięga się po koszulki archiwalne, jakie Drużyna Wiary Lecha ubierała już dwa lata temu. Takie i inne niedoskonałości można darować, ale niszczenie legendy Kolejorza jest niewybaczalne.

Józef Djaczenko