Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Zderzenie z Europą było bolesne

włącz .

Strach pomyśleć o konfrontacji Lecha z klubem z najwyższej półki, gdyby jakimś sposobem udało się dostać do Ligi Mistrzów. Już Bazylea obnażyła wszystkie braki drużyny budowanej za niewielkie pieniądze, składającej się z piłkarzy nie żądających wygórowanych kontraktów. To śmieszne, że jedynym graczem na europejskim poziomie jest w Lechu 20-letni Linetty. Kto faktycznie myśli o zawojowaniu świata nie „wzmacnia” się Marcinem Robakiem lecz szuka wartości dodanej.

Otrzaskana w pucharowych bojach drużyna pokazała, ile jest warta defensywa Lecha i ile się płaci za błędy. Tomasz Kędziora ma dobre dośrodkowanie, timing, jednak często gubi krycie, daje się ogrywać, popełnia proste błędy techniczne. W słabiutkiej lidze takie „popisy” zwykle uchodzą na sucho, ale nie w meczu z Bazyleą. Tomek ratował się faulem, wyleciał z boiska, osłabił drużynę. Marcin Kamiński potrafi wyprowadzić piłkę z własnej połowy, zdobyć bramkę. Co z tego, skoro w prawie każdym meczu popełnia kosztowne błędy. Tamas Kadar nie nadawał się do ligi angielskiej ani holenderskiej. W środę poznaliśmy tego przyczynę. Gdyby Bary Douglas potrafił grać w defensywie, byłby piłkarzem klasy europejskiej.

Lech ma ambicje grać w Europie, ale w prawie każdym meczu traci bramki po rzutach rożnych i rozmaitych błędach obrony. Trener jest anielsko wyrozumiały. Bardziej niecierpliwy już dawno rozpędziłby taką odporną na naukę formację na cztery wiatry. Żadna polska drużyna nigdy nie obnażyła błędów Lecha tak boleśnie, jak FC Basel. Kapitan Trałka jest w lidze nie do przejścia, natomiast obrońca o charakterystycznym nazwisku Safari tak nim zakręcił, że biedny Łukasz padł na murawę i chyba długo będzie miał problemy z błędnikiem. W całej polskiej lidze nie ma piłkarza klasy tego Szweda o irańskim pochodzeniu. Jego wartość szacuje się na skromny milion euro i jest jednym z wielu takich w FC Basel. Także to pokazuje miejsce Lecha w europejskiej piłce.

Polska liga jest żenująco słaba i jej mistrz zawsze będzie miał problemy z przebiciem się do Champions League. Udać się to może tylko wtedy, gdy komuś uda się zbudować klasową polską drużynę albo gdy dopisze nadzwyczajne szczęście w losowaniu. Latem z Lecha nikt nie odszedł, ale i nie przyszedł nikt, kto wzniósłby drużynę na wyższy poziom. Powód jest prosty – kogoś takiego trzeba byłoby opłacać stosownie do jego umiejętności. Za bez porównania niższą kasę można wziąć zawodnika z polskiej ligi, tylko z takim lepiej nie pokazywać się w Europie, także dla jego dobra. Na szczęście w losowaniu liczyć trzeba, ale lepiej mieć wysoki współczynnik UEFA. Lech takiego się dorobił. Cóż z tego, skoro zatrudnił taniego trenera, trzymał go latami mimo iż współczynnik systematycznie topniał. Bazyleę wylosował więc na własne życzenie.

W 2010 roku Lech też mistrzem. Nie zrobił niczego, by trafić do Ligi Mistrzów. Na szczęście stać go było na porywającą grę w Lidze Europy. Nic dziwnego, że i teraz niektórzy liczyli na powrót dni chwały. Tamta drużyna była jednak silniejsza, miała lepszych piłkarzy. Wichniarek i Tshibamba „wzmocnili” ją tylko na chwilkę, potem nastała era Rudniewa. W obronie Lech miał Arboledę w okresie najwyższej jego formy i Bosackiego. Porównywanie ich do obecnych obrońców Kolejorza byłby nieprzyzwoitością. Jeżeli z czegokolwiek możemy być po konfrontacji z FC Basel dumni, to z ambicji drużyny, która mimo licznych słabości potrafiła nawiązać walkę. Proste błędy w obronie i brak skuteczności wszystko zniweczyły. Przed nami Liga Europy, bo nie ma co wierzyć w odrobienie strat w Bazylei. Obyśmy tylko wylosowali zespół na miarę obecnych możliwości Lecha.

Józef Djaczenko