Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Na mocnego Lecha ciągle czekamy

włącz .

W ostatnim tygodniu na tym samym stadionie zobaczyliśmy dwie drużyny. Co ciekawe – obie nazywały się tak samo, Lech Poznań. Obie były ubrane w identyczne koszulki i miały tego samego trenera, jedną i drugą gorąco wspierali kibice. Na tym podobieństwa się kończą. W meczu o Superpuchar Lech grał porywająco, ambitnie, z rozmachem. Przeciwko Pogoni nie grał wcale. Spełnił marzenia kibiców ze Szczecina, podarował przeciwnikowi dwie bramki i zwycięstwo.

Przed sezonem wszyscy wychwalali Lecha za sprowadzenie nowych piłkarzy z wyprzedzeniem, by mogli pojechać z drużyną na obóz przygotowawczy. Uznanie zdobył też przemyślany sposób budowania zespołu, bo przyszło dwóch doświadczonych, wartościowych graczy z polskiej ligi i dwóch zdolnych zza granicy. Pokonanie Legii i zwycięstwo w Sarajewie potwierdziło, że w Lechu dobrze się dzieje, że rodzi się nowa polska jakość, że żaden polski klub nie postępuje tak rozsądnie, tak konsekwentnie. Aż przyszedł mecz z Pogonią i zostaliśmy sprowadzeni na ziemię.

Byliśmy przekonani, że nie będzie już kompromitujących porażek z ligowymi przeciętniakami, zwłaszcza na własnym stadionie. Wystarczyło jednak wpuścić na boisko zaplecze pierwszej drużyny, by stwierdzić, że wyrównany i solidny skład Lecha to mit. Wszystko wskazuje, że prędzej lub później z klubem pożegnają się młodzi Linetty i Kownacki, że za kilka miesięcy z Poznania na zawsze wyjedzie Hamalainen. Wiemy już, ile jest warta drużyna pozbawiona tych piłkarzy, a ile jej mogą dać potencjalni następcy gwiazd Lecha. Przyszłość tej drużyny nie rysuje się ciekawie.

Podobno nie ma piłkarzy niezastąpionych, każdego można wymienić jeśli nie na lepszego, to przynajmniej na równorzędnego. Trzeba jednak wiedzieć, jak się do tego zabrać. Niezależnie od tego, kto teraz przy Bułgarskiej decyduje o sposobie budowania drużyny, w działaniach tych nie widać skuteczności. Wcale się nie zdziwimy, jeśli w ślady Djouma i Keity za pół roku pójdzie Tetteh, Dudka dostanie odcisków od przesiadywania na ławce rezerwowych, a leciwy Robak nigdy już nie będzie zdobywać goli seriami. Po meczu z Pogonią wiemy, że takie niebezpieczeństwo jest całkiem realne. Oby ten scenariusz się nie spełnił…

Kilka lat temu do Lecha przyszli Lewandowski, Peszko, Stilić, Arboleda i z dnia na dzień przeobrazili drużynę. Także Djurdjević nową boiskową jakość zaprezentował natychmiast. Dziś o tamtych czasach mówimy z nostalgią. Lech przestał sprowadzać piłkarzy, którzy od razu wnoszą do drużyny nową jakość, a przecież właśnie na tym polega wzmacnianie zespołu, a nie na rozbudowywaniu jego zaplecza. Widzimy za to coraz więcej transferowych niewypałów.

W sobotę rozczarowali wszyscy, na których spoglądaliśmy z nadzieją. Błyszczący w sparingach Holman był słabszy od piłkarzy Pogoni. Owszem, ma duże techniczne umiejętności, ale tracił piłkę w starciach z przeciwnikami, podejmował głupie decyzje, zamiast szybko rozegrać akcję, uruchomić podaniem napastnika, zwalniał grę, wykonywał „kółeczka”, zagrywał w szerz lub do obrońców. Jevtić, zawodnik o ogromnym potencjale, w sobotę grał po prostu bezmyślnie. Po jednym-dwóch dobrych zwodach wdawał się w kolejne dryblingi, dawał sobie odbierać piłkę. Po jednym z takich „popisów” ośmieszył go Małecki i padł gol dla Pogoni. Kamiński miał już nie robić błędów w obronie, a druga bramka obciąża jego i Ceesaya. Piłkarz Pogoni może być im wdzięczny, zdobył bardzo łatwego gola.

Nie wiadomo, jak długo Lech będzie godził grę w lidze z występami w pucharach. Oby jak najdłużej, nawet jeżeli skończy się to stratą wielu punktów w lidze. Obecnego Kolejorza nie stać na dobrą grę na kilku frontach. Obawiam się, że jeżeli uda się wyeliminować Sarajewo, to w następnej rundzie naocznie się przekonamy, jaka jest różnica między drużyną budowaną fachowo i z pomysłem od takiej, w której rządzi przypadek. Władze Lecha chcą brać przykład z FC Basel, klubu dla nich wzorcowego. Nie możemy się doczekać.

Józef Djaczenko