Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Drugie miejsce? Pora z tym skończyć!

włącz .

Od kilku lat Lech nie wygrał ani jednego meczu o wysoką stawkę. Ostatnie trofeum zdobył w 2010 roku. Stać go było tylko na zajęcie drugiego miejsca w lidze. Kiedy awansował do finału Pucharu Polski i rozegrał świetną pierwszą połowę, w drugiej „popłynął” i wszystko przepadło. Jak jeszcze długo będziemy czekać na wywalczenie czegokolwiek wartościowego? Czy kiedykolwiek dostrzeżemy u naszych piłkarzy mentalność zwycięzców?

Po meczu na Stadionie Narodowym piłkarze Lecha byli autentycznie wściekli. Zdawali sobie sprawę, jak wielka szansa im przepadła. Pałali żądzą rewanżu i najchętniej kolejny mecz z Legią zagraliby natychmiast. Będzie to możliwe dopiero w sobotę. Miejmy nadzieję, że do tego czasu zapał do walki im nie przejdzie, nie wyleczą się ze sportowej złości. Wiedzą, że w pierwszej połowie finału podziwiała ich cała Polska, bo pokazywali piękną, nowoczesną piłkę. Stać ich na taką grę. Szkoda tylko, że tak szybko gasną.

Przez długie lata nikt w klubie z Bułgarskiej nie nastawiał się na zdobywanie trofeów. Najważniejsze było cięcie kosztów, bilansowanie budżetu. Zespół systematycznie tracił na wartości sportowej, bo nie był umiejętnie budowany. Tracił też sportową mentalność, w kluczowych momentach nie potrafił się mobilizować. Inaczej było w Legii. Nowe władze natychmiast nastawiły się na odnoszenie sukcesów, na wygrywanie wszystkiego, co jest do wygrania. Dziś to temu klubowi procentuje. Podejmuje walkę, gdy źle mu idzie. Natomiast nasi piłkarze w krytycznych sytuacjach natychmiast tracą koncept, wiara w zwycięstwo gdzieś przepada. Widzieliśmy to na Stadionie Narodowym po stracie drugiego gola.

Po przyjściu nowego trenera i jego doświadczonych asystentów wierzyliśmy, że drużyna jest na fali wznoszącej, że poprawi styl i po latach posuchy odniesie wreszcie sukcesy. To, co dzieje się wiosną, nakazuje wątpić w fachowość kadry szkoleniowej. Nie dość, że rozchwiani emocjonalnie zawodnicy nie potrafią zmobilizować się do walki w kluczowych momentach, to mają problemy z odzyskaniem lub ustabilizowaniem formy. Rozegranie całego meczu na wysokim poziomie to dla nich zadanie ponad siły. Jesienią mieliśmy solidnych bramkarzy. Gdzie się podziali? Dlaczego nie można mieć do nich zaufania, a „elektryczny” Gostomski nie popisał się w najważniejszym momencie swej kariery? Kogo Lech potrzebuje bardziej – nowego, solidnego bramkarza czy fachowca od szkolenia?

Po takich wydarzeniach kibicom Lecha coraz bardziej opadają ręce. Jeszcze chwila i zniechęcą się na amen, bo jak długo można być naiwnym? Skoro drużyna czuje sportową złość, powinna ją przełożyć na wywalczenie trofeum jeszcze ważniejszego. Nie mamy wątpliwości, że piłkarzy stać na bardzo dobrą grę, ale co zrobić, by pokazywali ją przez 90 minut w każdym meczu? W sobotę zaczyna się dla nich gra o wszystko. Po przegranym finale „zaszczytne” drugie miejsce w lidze traktowane będzie jako kolejka porażka. Nie ma odwrotu. Stawka zrobiła się bardzo wysoka.

Józef Djaczenko