Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Represje wojewody sprowadzają zagrożenie

włącz .

Wojewoda wielkopolski, prowadzący krucjatę przeciwko Lechowi i jego kibicom, balansuje na granicy prawa. Zauważyli to wreszcie, skrytykowali, obśmiali komentatorzy z całej Polski. Bezzasadność i szkodnictwo wytknęły temu urzędnikowi dobrze znające się na imprezach masowych osoby ze spółki Ekstraklasa SA. Nikt jednak nie zwrócił uwagi, że ostatnie działania wojewody mogły doprowadzić do tragedii.

Żaden urzędnik, nawet najwyższej rangi, nie ma prawa stosowania represji na stadionach, karania klubów piłkarskich zamykaniem obiektów lub pojedynczych trybun. Takich działań nie ma w żadnym kodeksie, regulaminie, taryfikatorze kar. Wojewoda Piotr Florek nie mówi więc o represjach, lecz podejmuje decyzje administracyjne na podstawie opinii policji lub straży pożarnej. Służby te zapewniają urzędnikowi łatwy pretekst pisząc, że stadion jest niebezpieczny, ponieważ na jednym z meczów na jednej z trybun odpalono race.

Co charakterystyczne, wojewoda swej decyzji nie podejmuje natychmiast. Okazuje się, że o ile poznański Kocioł jest tak niebezpieczny, że nie można go otwierać na mecz ekstraklasy, to na meczu Pucharu Polski, choćby i stawiło się 20 tysięcy rozentuzjazmowanych kibiców, sytuacja zmienia się diametralnie. To dowód na to, że nie chodzi o żadne bezpieczeństwo, ale o jak największą dolegliwość. Wojewoda nie przewidział, jak ważny mecz rozegra Lech w półfinale Pucharu Polski.

Na meczu ligowym przeciwko Koronie, bardzo ważnym dla kibiców, zapełniły się wszystkie trybuny oprócz tej ukaranej przez wojewodę. Stadion wyglądał śmiesznie, ale i groźnie zarazem. Najaktywniejsi kibice Lecha, z konieczności, usadowili się na IV trybunie – tej samej, na której znajduje się sektor gości. Odległość między dwoma grupami nie była duża. Na szczęście Korona Kielce nie budzi w Poznaniu nienawiści. Co innego, gdyby przeciwnikiem Lecha był np. Śląsk Wrocław, czy inna Wisła Kraków. Nie byłoby trudno o starcie, nad którym nie zapanowałby nikt, żadne służby nie zdążyłyby interweniować. To nie przypadek, że sektor gości zlokalizowany jest daleko od Kotła.

O tym, że groźna sytuacja mogłaby się zdarzyć, świadczą wydarzenia z meczu Legia – Jagiellonia z ubiegłego sezonu. Wojewoda mazowiecki zamknął Żyletę, fani Legii znaleźli się więc, z konieczności, blisko sektora gości. Wystarczył moment, by obie grupy przystąpiły do walki. Mecz został przerwany, ale dopiero wtedy, gdy sytuacja była już opanowana. Zamiast więc posługiwać się bzdurnymi, oderwanymi od rzeczywistości raportami strażaków i policjantów, urzędnicy państwowi mogliby od czasu do czasu użyć głowy. Wojewoda wielkopolski powinien ukarać samego siebie, bo to on sprowadził na ludzi niebezpieczeństwo.

Józef Djaczenko