Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Nie umierają za Lecha

włącz .

Lech ma problemy ze sferą mentalną. Brzmi to uczenie, ale sprowadza się do prostych słów. Nasi piłkarze po prostu olewają walkę. Odpuszczają. Nie potrafią zmusić się do wysiłku. W niedzielę znów się to zdarzyło. Nie tylko przy Bułgarskiej, gdzie brakowało ambitnej gry do ostatnich sekund. Także we Wronkach, gdzie mecz rezerw zaczęło aż dziesięciu zawodników z pierwszej drużyny. Dziesięciu boiskowych statystów.

– Piłka nożna to sport wytrzymałościowo-szybkościowy, a chyba niektórym piłkarzom wydaje się, że można tylko być na boisku i grać „na stojąco”. Nie będę tego tolerował, bo każdy z nas powinien zdawać sobie sprawę, w jakim klubie gra – podsumował postawę zawodników Patryk Kniat, trener rezerw. Te gorzkie słowa nie dotyczą nastolatków, bo tym razem miejsce w składzie zabrali im kandydaci na gwiazdy europejskiej piłki. I jak zwykle nie podjęli walki. Ledwo udało się pokonać Start Warlubie, któremu dużo brakuje do Błękitnych Stargard, czy nawet Znicza Pruszków.

Kilka godzin później „Bułgarska” zapełnia się fanami marzącymi o porywającej grze, o przegonieniu Legii. Oczekiwanie na sukces narasta, kibice mają dość posuchy, kunktatorskiego zarządzania spółką sportową i drużyną. Gdy na stadion przychodzą takie tłumy, jak na mecz z Legią, czy mimo głupiej decyzji wojewody na mecz z Koroną, żaden ambitny piłkarz nie zadowoli się punkcikiem. W Lechu jest inaczej. Mecz z Koroną zbliża się do końca, a piłka z połowy boiska wycofywana jest do obrony, gdzie Kamiński i Arajuuri wymieniają ją wielokrotnie. Narastające gwizdy zdegustowanej widowni przekonują ich, że warto powoli myśleć o ofensywie, więc wybijają piłkę bezmyślnie do przodu. Wszystko to na oczach trenera i władz klubu.

Tak już ta drużyna została zbudowana, a złe nawyki trudno wykorzenić. Sztabowi szkoleniowemu nie udało się pomóc piłkarzom w zbudowaniu formy, a władzom klubu dokonać prawdziwych wzmocnień. Mówi się, że Lech jest klubem dobrze zarządzanym finansowo. Nie można tego powiedzieć o zarządzaniu sportem. Co z tego, że uda się zdobyć pieniądze na nowych piłkarzy, skoro mityczny „komitet transferowy” wydaje je tak, jak ostatniej zimy.

Po ostatnim weekendzie trudno być optymistą. Wszyscy w lidze grają tak, jakby im zależało na tytule dla Lecha, ale do jego przyjęcia nie jest gotowy sam Lech. Jeden walczący Łukasz Trałka to za mało. Gdyby pozostali piłkarze też mieli „to coś”, powoli przygotowywalibyśmy się do mistrzowskiej fety. Skoro na mecz z Koroną prawie zabrakło biletów, to na decydujące spotkania byłyby one nie do zdobycia i władze klubu mogłyby liczyć zyski. Do tego jednak potrzebna jest drużyna walcząca. Taką dopiero trzeba zbudować.

Józef Djaczenko