Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Na Lecha trzeba zasłużyć

włącz .

Dziś jeszcze wszystko jest możliwe, nawet zdobycie przez Lecha dubletu. Tyle, że nikt w to już chyba nie wierzy. Nie za sprawą doskonałej postawy rywali, wyrównanej ligi, czy pecha piłkarzy Kolejorza. Oni po prostu są dramatycznie słabi, źle przygotowani do sezonu, stroniący od walki. Co najgorsze – bezkarnie powielają wciąż te same błędy, kultywują złe nawyki. Bezradność ludzi odpowiadających za tę drużynę stała się żałosna.

Choć widzimy, że gra ona słabo, kilka razy wstąpiły w nas nadzieje. Pojawiły się symptomy zmiany polityki klubu, dla którego priorytetem nie jest już przetrwanie. Na wzmocnienie zespołu poszło sporo pieniędzy. Jest teraz dużo droższy, ale i niestety dużo słabszy. Z pozyskanych graczy korzyści nie ma, a drużyna straciła Jevticia, Pawłowskiego i kilku innych. Zwycięstwo nad Legią wywołało tak dużą euforię, że mało kto zastanowił się, który Lech jest prawdziwy – ten z pierwszej godziny meczu, sparaliżowany strachem, czy ten, który odniósł zwycięstwo. Nie byłoby go, gdyby błysk Douglasa i Hamalainena nie pozbawił Legii bramkarza. Znalazła się na kolanach, ale niewiele brakowało, by uratowały ją kompromitujące błędy obrony Lecha.

Trzy punkty straty do lidera wzbudziły nadzieję, że tytuł jest w zasięgu, ale nie zdziwimy się, gdy po świętach dystans znów się zwiększy, wszak Lech gra na wyjeździe, a poza Bułgarską leją go wszyscy. Podobno doświadczony trener Maciej Skorża usilnie pracuje nad wyeliminowaniem tej drobnej niedoskonałości. Jeżeli czas na to pozwoli, pomyśli o zmianie postawy przy stałych fragmentach gry i o większym mobilizowaniu piłkarzy do walki po przerwach reprezentacyjnych.

Jeszcze jesienią trener Lecha skarżył się, że jego drużyna jest rozbita psychicznie, nie podejmuje walki. Zagroził nawet, że pozbędzie się najsłabszych mentalnie piłkarzy. Jak zwykle wszystko skończyło się na słowach, zapowiedziach, zaklęciach. Latem naszych zawodowców pokonali studenci i rybacy z Islandii, teraz doskonale opłacane gwiazdy Kolejorza odpuściły mecz przeciwko drugoligowym amatorom ze Stargardu Szczecińskiego. Szefowie Lecha po czymś takim powinni spalić się ze wstydu. Póki co – nie reagują. Wierzą, że w meczu rewanżowym kibice licznie zasiądą na trybunach, a jeżeli przepadnie Puchar Polski, to nic złego się nie stanie, bo będzie można skupić się na lidze.

Mam wątpliwości, czy dociera do nich, jak wielki skarb mają w ręku i jak wielka w związku z tym ciąży na nich odpowiedzialność. Wydawało się, że już wiedzą, iż sensem istnienia klubu sportowego nie jest bilansowanie budżetu i stosowanie reguł korporacyjnych, lecz dążenie do sukcesu, zarabianie na zbudowanych emocjach. Kibice wiele potrafią swemu klubowi wybaczyć, ale kiedyś mogą stwierdzić, że przeżyli o jedną traumę za dużo. Przestaną słuchać zaklęć, znikną ze stadionu. Poczekają, aż w klubie zajdą prawdziwe zmiany, a nie pozorne, aż pojawią się tu ludzie znający się na futbolu.

Kto rządzi Lechem, może mieć wpływ na uczucia i emocje sporej części Wielkopolan. Na to jednak trzeba zasłużyć. Nie ma znaczenia, kto jest aktualnym trenerem, bo każdy z nich potrafi zafundować nam i sobie kolejny blamaż. Najistotniejsze decyzje nie zapadają na ławce trenerskiej, lecz w miejscach ważniejszych. Właśnie tam muszą nastąpić przewartościowania. Bez tego zawsze będą nam grozić takie wydarzenia, jak ze Stargardu Szczecińskiego.

Józef Djaczenko