Jeszcze nas nie polubiłeś? Do dzieła!:)

Kwiecień będzie kluczowy

włącz .

Nie dodatkowa faza rozgrywek, ale już najbliższy miesiąc może zadecydować, czy ten sezon przyniesienie Lechowi sukcesy, czy trzeba będzie na nie poczekać co najmniej rok. Kolejorz zmierzy się w kwietniu z przeciwnikami teoretycznie słabszymi, ale każda strata punktów będzie bolesna i rozczarowująca. Bez powrotu do formy czołowych piłkarzy Lech nie jest drużyną, na którą można stawiać w każdym meczu w ciemno.

Siłą Lecha nie jest nadzwyczajne zgranie, stosowanie mądrej taktyki, umiejętność wykorzystywania stałych fragmentów gry. To jest domena innych drużyn. Lech opiera swą moc na indywidualnej klasie pojedynczych piłkarzy. Kiedy żaden z nich nie gra na swoim normalnym poziomie, drużyna może stracić punkty grając z kimkolwiek. Natomiast kiedy w meczu z Legią nareszcie Hamalainen zaczął przypominać siebie, Barry Douglas zdał sobie sprawę, że lewą nogę ma nie od parady, a Karol Linetty potwierdził niezwykłe możliwości, oglądaliśmy Lecha skutecznego i zwycięskiego. Legia zostałaby zdemolowana, gdyby formę odzyskał też Pawłowski. Zmarnował kilka świetnych akcji całej drużyny, przestał oddawać strzały.

Kwiecień rozpocznie się dla Lecha trudnym wyjazdem do Stargardu Szczecińskiego. Trudnym, bo w Pucharze Polski takie drużyny, jak Błękitni, wspinają się na szczyty swych możliwości, a jeżeli sprzyja im też szczęście, dochodzi do sensacji. Trener Lecha będzie miał dylemat – ja zestawić drużynę, by zachować siły czołowych piłkarzy, których zresztą nie widział ponad tydzień, bo grali w różnych reprezentacjach. Widzieliśmy, co działo się w Pruszkowie, zanim na boisku pojawił się Zaur Sadajew. Znicz był bliski zdobycia drugiej bramki i narobienia Lechowi niemałych kłopotów.

Finał Pucharu Polski jest zbyt bliski, by pozwolić sobie na ryzyko utraty tej szansy. W środę 1 kwietnia okaże się, jak silną i jak wyrównaną drużyną dysponuje Lech. Skład ma szeroki, ale zawodnicy ocierający się tylko o pierwszą jedenastkę pokazali w rewanżu ze Zniczem, że albo nie potrafią zagrać przyzwoicie i ambitnie, albo im się nie chce, albo stracili wiarę, że są jeszcze szanse na wypłynięcie w Poznaniu na szersze wody.

Zaledwie trzy dni po meczu w Stargardzie Lech zmierzy się w Bełchatowie z GKS-em. Przeciwnik wyraźnie wiosną dołuje, nie wygrywa spotkań. Zyskał za to dobrego i mądrego trenera. Marek Zub raz już ośmieszył Lecha, gdy prowadził Żalgiris Wilno. Pamięta, że poznański zespół jest bezradny, gdy zmusi się go do stosowania ataku pozycyjnego, że ma problem z pokonaniem drużyny broniącej się. Mało prawdopodobne, by w meczu przeciwko Lechowi zdecydował się na grę otwartą i odważną. Jego drużyna pilnie potrzebuje punktów, ale łatwiej o nie będzie, gdy Lech ograniczy się do antyfutbolu – podawania piłki w poprzek boiska, wycofywania jej do bramkarza.

Po kilku kolejnych dniach, czyli 9 kwietnia Lech rozegra rewanż z Błękitnymi. Maciejowi Skorży będzie zależeć na wszystkim, oprócz nerwówki, gonienia wyniku, stworzenia drugoligowcowi jakiejkolwiek nadziei. Właśnie dlatego wynik pierwszego spotkania będzie miał tak duże znaczenie. Już 12 kwietnia Lech spotka się u siebie z Koroną Kielce. Z tym przeciwnikiem zawsze sobie u siebie radził, ale drużyna Tarasiewicza potrafi sprawiać wyjazdowe niespodzianki. Nie wiadomo, czy Lech będzie mógł liczyć na doping kibiców. Wszystko zależy od tego, jakie partyjne dyrektywy napłyną do poznańskiego Urzędu Wojewódzkiego i do komendanta policji. Być może w okresie przedwyborczym nie trzeba tak rygorystycznie dbać o życie i zdrowie kibiców, można ich wpuścić na trybuny mimo pokazu pirotechnicznego w niezwykłym meczu przeciwko Legii.

Po tygodniu Lecha czeka daleki i trudny wyjazd do Łęcznej. Tam nikomu nie gra się łatwo, większość punków walczący o utrzymanie Górnik zdobywa na własnym terenie. Następny weekend to domowe spotkanie ze Śląskiem Wrocław, który ciągle ma wysokie aspiracje i nigdy nie gra się z nim łatwo. Jeszcze bardziej „ulubionym” przeciwnikiem Lecha jest Podbeskidzie. Ta słaba kadrowo, ale ambitna drużyna potrafi wygrać z każdym. W Poznaniu, dzięki walce do końca, będącej jej atutem, potrafiła zremisować. Nie będzie łatwo przywieźć trzech punktów z Bielska-Białej.

Tak więc w kwietniu Lech musi rozegrać aż siedem spotkań, w tym pięć ligowych. Okazji do straty punktów będzie aż nadto. Jeżeli natomiast uda się wszystko wygrać, a dla takiej drużynie, jak Lech, nie jest to zadanie nie do wykonania, można liczyć na doścignięcie Legii. Nie jest ona w tym sezonie potęgą, świadczy o tym aż siedem ligowych porażek, a zmierzy się m.in. z takimi desperatami ligowymi, jak Zawisza Bydgoszcz i Ruch Chorzów. Czeka ją też niełatwy wyjazd do Gdańska.

Józef Djaczenko